fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sprawa Olewnika

Policjant donosi na media

Fotorzepa, Marian Zubrzycki
Śledczy badają przecieki w sprawie Olewnika - doniósł funkcjonariusz z grupy nieudolnie szukającej porwanego Krzysztofa.
– Jest prowadzone postępowanie sprawdzające, które dotyczy ujawnienia informacji ze śledztwa w sprawie porwania i zabójstwa Krzysztofa Olewnika – potwierdza „Rz” Ireneusz Tomaszewski, prokurator apelacyjny w Gdańsku.
Dlaczego śledczy tropią przeciek? Ponieważ doniesienie złożył Marian G., policjant z grupy poszukiwawczej, która przez wiele lat nieudolnie ścigała zabójców i porywaczy Krzysztofa Olewnika. Poczuł się urażony tym, że „Rz” wyciągnęła na światło dzienne fakt istnienia notatki operacyjnej, którą sporządził w 2003 r., a która mogła sprowadzać śledztwo na ślepe tory.
– G. przyszedł do prokuratury i niemal urządził awanturę. Rzucił gazetą, mówiąc, że to niedopuszczalne, by jego zeznania wydostawały się na zewnątrz – twierdzi nasz rozmówca.
Gdańscy prokuratorzy, którzy badają nieprawidłowości organów ścigania w sprawie porwania Olewnika, podczas przesłuchania przepytywali Mariana G. między innymi o sprawę dziwnej notatki.
„Rz” ujawniła, że w lipcu 2003 roku, gdy Krzysztof Olewnik jeszcze żył, a bandyci więzili go w domu szefa gangu porywaczy, policjanci mieli trop wiodący do Sławomira Kościuka, prawej ręki herszta gangu. Funkcjonariusze ustalili nazwisko Kościuka jako osoby mogącej mieć związek z porwaniem (m.in. analizując billingi rozmów telefonicznych).
Marian G. 9 lipca 2003 r. udał się do warszawskiego mieszkania Kościuka, ale go nie zastał. Dzień później sporządził notatkę dziwnej treści. Napisał, że udał się pod wskazany adres, ale „Sławomira Kościuka (...) nie zastano w mieszkaniu zameldowanego Stanisława Kościuka”.
Efekt był taki, że pod lupę zamiast Sławomira wzięto Stanisława (krewnego porywacza). Przez dwa kolejne miesiące policjanci tracili czas na rozpracowanie człowieka, który nie miał związku z porwaniem. A czasu było mało. 24 lipca 2003 r. bandyci wzięli okup i we wrześniu zabili Krzysztofa.
Z informacji „Rzeczpospolitej” wynika, że autor notatki nie potrafił wytłumaczyć śledczym pomyłki i wyjaśnić, dlaczego nie zapobiegł marnowaniu czasu na rozpracowywanie niewłaściwej osoby.
Za to poczuł się pokrzywdzony ujawnieniem przez media odtajnionej notatki i faktu jego przesłuchania. – Postępowanie sprawdzające zostało wszczęte po doniesieniu pokrzywdzonego funkcjonariusza – mówi prokurator Tomaszewski. – W najbliższych dniach zapadnie decyzja, czy wszcząć śledztwo, czy tego odmówić.
– To próba odwrócenia uwagi i ucieczka od odpowiedzialności osób winnych zaniedbań – komentuje zachowanie policjanta mec. Ireneusz Wilk, pełnomocnik rodziny Olewników.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA