fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Muzyka

Nasze trio jest jak orkiestra

Chris Wood
Fotorzepa
Chris Wood, basista tria Medeski Martin & Wood opowiada, skąd jazz czerpie inspiracje, na czym polega improwizowanie oraz o pracy zespołu
[b]RZ: Czym jest improwizacja?[/b]
[b]Chris Wood:[/b] Słuchaniem i reagowaniem. Staram się przewidzieć, co w muzyce powinno się wydarzyć w następnym momencie. Muszę być otwarty na wszelkie możliwe zmiany.
[b]Improwizacja zależy od stylu muzyki? Czy jazzmani improwizują inaczej niż np. rockmani?[/b]
Nie, dokładnie tak samo. To koncepcja uniwersalna i dotyczy również wykonania muzyki, która została wcześniej skomponowana i zaaranżowana, niezależnie od stylu. Nie możemy zapomnieć o emocjach, to one różnicują interpretacje nawet tego samego muzyka. Każdy reaguje na to, co słyszy, planuje kolejne nuty i sposób, w jaki je zagra.
[b]Opisując waszą muzykę, krytycy używają często określenia freejazzowa, swobodna improwizacja. Czy słusznie?[/b]
Określenie free bywa nadużywane. Wolę używać innego – spontaniczny proces komponowania muzyki. Nawet jeśli nie gramy utworu, który został wcześniej napisany czy tylko naszkicowany, staramy się skomponować go na żywo. Tak, by miał początek i koniec, swoją dramaturgię i punkt kulminacyjny. Jeśli później odtworzymy go nuta po nucie i zapiszemy, to będzie kompozycja.
[b]Od czego zaczynacie takie spontaniczne komponowanie?[/b]
Zależy od utworu. Czasem rozpoczynamy od dźwięków, które tworzą nastrój, szukamy swoistej atmosfery. Chwilę trwa, zanim znajdziemy odpowiedni rytm, później nasze improwizacje układają się w melodię. Kiedy tworzyliśmy temat „The Lover” z płyty „Friday Afternoon in the Universe”, najpierw spodobał nam się rytm Billy’ego [Martina], potem John [Medeski] zaczął dobierać różne brzmienia, aż się wyłoniła melodia. Natomiast utwór „First Light” z naszej nowej płyty „Radiolarians I” rozwija się od bardzo spokojnego nastroju. Zainspirowała nas twórczość Krzysztofa Pendereckiego, a chcę podkreślić, że wszyscy jesteśmy jego fanami. Często słuchamy muzyki współczesnej, szukając oryginalnych brzmień, specyficznej faktury czy przestrzeni dla naszych utworów. Cenimy również Oliviera Messiaena i György Ligetiego.
[b]Jak się zmieniało wasze podejście do improwizacji?[/b]
Nie jestem w stanie tego precyzyjnie określić, bo dla mnie linia podziału między muzyką improwizowaną a kompozycją jest bardzo niewyraźna. Z pewnością dziś łatwiej nam przewidzieć intencje każdego z nas. Opracowaliśmy specyficzny język muzyki, za pomocą którego się porozumiewamy i tworzymy. Nie musimy o tym rozmawiać. Ale jednocześnie odbywa się to na tyle spontanicznie, że za każdym razem rozwija się inaczej. Potrafimy się zaskakiwać.
[b]Który z członków tria najczęściej wychodzi z pomysłami melodycznymi?[/b]
Działamy bardzo demokratycznie, co oznacza, że wymyślamy melodie razem. Ale czasami któryś z nas wychodzi z konkretną propozycją linii melodycznej. Oczywiście jej prowadzenie i rozwijanie zwykle należy do Johna, ponieważ to on gra na instrumentach klawiszowych, a to leży w ich naturze. Ale przecież kontrabas i perkusja też potrafią zagrać melodię. W czasie improwizacji nieustannie się zamieniamy rolami. Mimo że jesteśmy małym zespołem, myślimy w kategoriach orkiestry. Zastanawiamy się, czego nasza muzyka potrzebuje, jakie elementy musimy dodać, jakie rozwinąć.
[b]Na waszych wcześniejszych płytach pojawiają się elementy hip-hopu. Czy nadal jest on dla was inspirujący?[/b]
Oczywiście, choć szczerze mówiąc, inspiruje nas wszystko, więc wyróżnienie hip-hopu czy jakiegokolwiek innego stylu nie oddaje prawdziwego obrazu naszych zainteresowań. W takim samym stopniu działa na nas jazz, klasyka i muzyka afrykańska. Te wpływy przechodzą przez każdego z nas i nie są już tym samym. Słowem, nie naśladujemy ani nie kopiujemy nikogo.
[b]Proszę o kilka nazwisk, które będą wskazówką dla waszych słuchaczy.[/b]
Sięgnę po najbliższe. Utworzyłem z moim bratem Oliverem zespół The Wood Brothers i występujemy teraz razem z k. d. lang. Słucham jej uważnie każdego wieczoru, jest wspaniała! Wczoraj brat wyciągnął mnie na koncert hardcorowego zespołu punkowego PPR, w którym gra jego kolega. Wciąż jestem pod wrażeniem. Słucham też nagrań etnicznych z Gabonu, muzyki brazylijskiej, np. Hermeto Pascoala, Airto Moreiry. Z Airto nawet razem występowaliśmy. Zawsze lubię mieć pod ręką nagrania Milesa Davisa. Słucham ostatnio Missy Elliott i różnych hiphopowych produkcji.
[b]Czy muzyka wykonywana z bratem jest odskocznią od tria Medeski Martin & Wood?[/b]
Tak, jest zupełnie inna. Brat śpiewa i gra na gitarze. Razem piszemy kompozycje w klimacie folku, rocka i bluesa. Gramy solówki, ale nie jest to dominująca część naszych występów.
[b]
W ubiegłym roku gościliśmy w Warszawie kwartet Medeski Scofield Martin & Wood. Czy planujecie dalszy ciąg tej interesującej współpracy z gitarzystą Johnem Scofieldem, a może zaprosicie innego muzyka?[/b]
Teraz jesteśmy pochłonięci własnym projektem. Zaplanowaliśmy wydanie trzech płyt, z których pierwsza – „Radiolarians I” – ukazała się w ubiegłym roku. Przygotowaliśmy na nią szkice kompozycji i tak zamierzamy pracować nad następnymi dwoma. Później z pewnością będziemy występować z gościnnym udziałem innego muzyka. Mamy pewne pomysły, ale nie chcę ich jeszcze zdradzać.
[b]Moim zdaniem możecie zagrać z każdym – i tak będzie to wasza muzyka. Czy jest możliwe równoprawne połączenie różnych stylów?[/b]
W muzyce najważniejsza jest idea. Sądzę, że jest możliwa wymiana idei pomiędzy jazzem i rapem, i pomiędzy innymi stylami. Ten proces zachodzi cały czas i dotyczy wielu artystów. Jeśli chodzi o mnie, mam jazzowe doświadczenie, gram rock z moim bratem, interesuje mnie muzyka z różnych stron świata i to we mnie zachodzi synteza tego, co robiłem, robię i co mnie zaciekawia. Nie wiem, czy w mojej grze słychać Charlesa Mingusa, którego uwielbiam. Mam nadzieję, że tak, nawet jeśli gram w The Wood Brothers.
[b]Mingus to jeden z nielicznych kontrabasistów, którzy byli liderami. Czy pan również chciałby stanąć na czele swojego zespołu?[/b]
Nie myślę o tym, przecież już gram w dwóch zespołach, które dają mi satysfakcję i dużo pracy. Ale gdyby w przyszłości pojawiła się możliwość współpracy z innymi muzykami i akurat miałbym czas, to kto wie.
[b]Czy kontrabasiście trudniej zostać liderem? Zwykle stoi z tyłu, gra rytm, rzadko melodie.[/b]
Żeby kierować zespołem, nie trzeba być w pierwszym szeregu. Mingus stał zawsze z tyłu. Chodzi też o to, by skupić na sobie uwagę słuchaczy, a to już zupełnie inny temat.
[b]Jazzmani coraz chętniej sięgają po współczesne kompozycje z kręgu popu i rocka. Czy to moda, czy chęć przypodobania się szerszej publiczności? A może trudno dziś napisać chwytliwy temat?[/b]
Nie sądzę, by jazzmanom brakowało pomysłów. Zawsze sięgali po standardy, a to przecież były popowe piosenki. Kiedy wykonujemy kompozycję PJ Harvey, to nie dlatego, że chcemy być modni, ale dlatego, że znajdujemy w niej coś ciekawego. Możemy zagrać ją po swojemu, poszerzając jednocześnie zasób naszego muzycznego języka.
[b]Czy może pan określić kierunek, w jakim będzie podążał jazz w najbliższych latach?[/b]
Jazz wchodzi w interakcje z różnymi stylami i zyskuje nowy wymiar wzbogacony o najróżniejsze elementy. Powstaje nowa muzyka improwizowana, w której jazz jest tylko jednym ze źródeł. Znaczenia nabierają: muzyka z Afryki, Brazylii, r’n’b i hip-hop. Ważne jest nie tylko to, jak muzyka jest wykonywana, ale również to, jak jest odbierana. Ten sam rytm zapisany w nutach można grać na różne sposoby, tak by ludzie słuchali i tak by tańczyli. Dla mnie istotny jest również duch porozumienia między muzykami. To on wyznacza tempo rozwoju muzyki improwizowanej niezależnie od tego, czy ktoś uważa ją za jazz, rock, r’n’b czy world music.
[i]rozmawiał Marek Dusza[/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA