fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Platforma nie ma alternatywy

Działania CBA w sprawie posłanki Beaty Sawickiej wywołują poważne podejrzenia o polityczne motywacje – uważa socjolog. Na zdjęciu zatrzymanie Beaty Sawickiej przez CBA w listopadzie 2007 r.
Fotorzepa, Bartosz Jankowski
Nie ma żadnego zagrożenia wprowadzenia w Polsce aksamitnej dyktatury przez PO. Partia Donalda Tuska na szczęście odeszła od pomysłów o „szarpnięciu cugli” czy projektu budowy IV RP – twierdzi dyrektor programowy Instytutu Spraw Publicznych
Piotr Semka w swoim artykule „Pokusa aksamitnej dyktatury” („Rzeczpospolita” z 14 kwietnia 2009 r.) przekonuje, że rządy Platformy Obywatelskiej zaczynają zagrażać demokracji w Polsce. To, co robi partia rządząca, kojarzy mu się nawet z wizją świata przedstawioną przez Georga Orwella w słynnej książce „Rok 1984”. Semka chce udowodnić tę wyjątkowo karkołomną tezę przez wskazywanie rzekomych analogii z czasami rządów Jarosława Kaczyńskiego i koalicji PiS – LPR – Samoobrona, które były często oskarżane o ciągoty autorytarne.
Przede wszystkim trudno zrozumieć, czy autor chce nam w ten sposób powiedzieć, że sytuacja w Polsce jest obecnie równie zła, jak za rządów PiS i zagrożenia demokracji są takie same? Tym bardziej że do tej pory Piotr Semka kategorycznie odrzucał wszystkie argumenty mówiące, że w latach 2005 – 2007 demokracja w Polsce była w jakiś sposób zagrożona. Czyżby zmienił zdanie na temat rządów Kaczyńskiego?
[srodtytul]Czynnie szkodzili[/srodtytul]
Nie zmienia to faktu, że takie zestawienie samo w sobie jest nieuprawnione i nieuczciwe wobec Platformy Obywatelskiej. Nie znaczy to oczywiście, że PO nie można nic zarzucić, a demokracja w Polsce ma się doskonale. Różnica pomiędzy obecnym rządem a rządami koalicji PiS – LPR – Samoobrona polega na tym, że o ile rząd Kaczyńskiego grzeszył przeciwko demokracji uczynkiem, o tyle rząd Tuska grzeszy zaniechaniem.
Jarosław Kaczyński i jego partia czynnie szkodzili demokracji. Wystarczy przypomnieć sobie bezwzględne podporządkowywanie przez PiS i koalicjantów wielu instytucji publicznych, w tym mediów czy służby cywilnej. Ręczne sterowanie prokuraturą przez Zbigniewa Ziobrę. Tworzenie ustaw naruszających konstytucyjne prawa obywateli, jak choćby ustawa lustracyjna. I wreszcie groźby pod adresem władzy sądowniczej i atakowanie Trybunału Konstytucyjnego i jego sędziów, także za pomocą teczek wyciągniętych z archiwów IPN.
Ostatecznym potwierdzeniem faktu, że rząd PiS zagrażał demokracji, była próba pozbycia się z niego Andrzeja Leppera za pomocą prowokacji CBA. W żadnych demokratycznych standardach nie mieści się sytuacja, w której premier ramię w ramię z ministrem sprawiedliwości i służbami specjalnymi zastawia pułapkę korupcyjną na wicepremiera swojego rządu. A przecież mieliśmy jeszcze sprawę posłanki Beaty Sawickiej, w której działania CBA również wywołują poważne podejrzenia o polityczne motywacje i przekroczenie uprawnień.
Natomiast jednym z głównych grzechów PO wobec demokracji jest grzech zaniechania. Przede wszystkim partia Donalda Tuska po przejęciu władzy zrobiła stosunkowo niewiele, by posprzątać po Kaczyńskim. Nie wyjaśniono kluczowej sprawy prowokacji CBA wobec Leppera. Pytania dotyczące sprawy Sawickiej pozostały bez odpowiedzi. Okoliczności śmierci Barbary Blidy bada sejmowa komisja śledcza, ale – jak dotąd – bez skutku.
Nie wprowadzono także koniecznych zmian instytucjonalno-prawnych. Zabrakło woli politycznej, aby przygotować i poddać pod debatę ekspercką projekt rozdzielenia funkcji ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego. Platforma nie zlikwidowała ani nie zreformowała instytucji, które powstały w ramach projektu IV RP – jak np. CBA. Nie weszła w życie nowa ustawa medialna, która zakończyłaby skandal rządów w publicznej TV spadkobierców „skoku na media” zrealizowanego w jedną noc przez trójprzymierze Kaczyńskiego, Giertycha i Leppera. Te zaniechania szkodzą demokracji i wywołują rozczarowanie tych wyborców, którzy w październiku 2007 roku tłumnie ruszyli głosować przeciw rządom tamtej koalicji.
Piotr Semka zagrożenia demokracji widzi jednak gdzie indziej. Według niego zagrożenie ze strony PO polega na urządzeniu przez tę partię „seansów nienawiści”. Za przykład mają służyć zarzuty ze strony PO pod adresem Instytutu Pamięci Narodowej.
[srodtytul]Wolne żarty[/srodtytul]
Rzecz w tym, że IPN, który nie jest częścią konstytucyjnego podziału władzy (w przeciwieństwie np. do Trybunału Konstytucyjnego, który był przez PiS nieustannie i bardzo ostro atakowany), nie jest świętą krową i jak każda inna instytucja może podlegać krytyce. Co więcej, jest to krytyka jak najbardziej zasłużona. IPN jest instytucją wadliwie zaprojektowaną, ponieważ łączy funkcje archiwum, instytutu badawczego, instytucji prokuratorskiej i lustracyjnej, a nominowana przez PiS ekipa kierująca IPN zamiast te wady konstrukcyjne łagodzić, potęguje je i w dużej mierze odpowiada za dziką lustrację, z jaką od kilku lat mamy w Polsce do czynienia.
To, że po kolejnych aferach wywoływanych bezpośrednio lub pośrednio przez IPN instytucja ta istnieje dalej w niezmienionym kształcie, jest najlepszym przykładem, iż oskarżenia PO o wprowadzanie aksamitnej dyktatury można włożyć między bajki. Co więcej, fakt, że za krytyką IPN nie idą żadne działania naprawcze, jest kolejnym zaniechaniem ze strony PO, szkodliwym dla jakości polskiej demokracji.
Dla Semki zagrożeniem demokracji są również bardzo ostre sądy wygłaszane przez polityków PO: Bronisława Komorowskiego, Stefana Niesiołowskiego i Janusza Palikota pod adresem polityków PiS. Rzecz w tym, że nawet tak ostry język w polityce nie jest niczym nadzwyczajnym – w innych demokratycznych państwach, takich jak USA czy Francja, politycy często również nie przebierają w słowach. Oczywiście nie musi nam się podobać to, co mówią i jak mówią Palikot czy Niesiołowski, ale żeby zaraz z tych słów wysnuwać wnioski o aksamitnej dyktaturze?
A już zupełnym nonsensem jest porównywanie przez Semkę i kilku innych publicystów (w tym Zdzisława Krasnodębskiego) krytyki historyków IPN czy promotora książki mgr. Pawła Zyzaka o Lechu Wałęsie do języka antysyjonistycznej propagandy Marca 1968 roku czy języka stalinizmu. Krytyka sympatyków PiS jako nowy antysemityzm? To może powinniśmy uchwalić specjalną ustawę zakazującą szerzenia nienawiści wobec braci Kaczyńskich i ich sympatyków? Wolne żarty.
[srodtytul]Przestać się bać[/srodtytul]
Wracając do głównego problemu. Nie jest tak, że demokracja w naszym kraju jest doskonała i nie występują wobec niej żadne zagrożenia. Nie są to jednak w żadnym wypadku rzeczy, o których pisze Semka. Przytoczę zaledwie dwa przykłady spraw niezałatwionych przez kolejne rządy, w tym obecny. Pierwszy to niestosowanie się do wyroków Trybunału Konstytucyjnego. Takich ustaw, które Trybunał zakwestionował, a z którymi nic się nie dzieje, jest już w Polsce ponad 100. Wystarczy przypomnieć tutaj ustawę lustracyjną, którą TK podziurawił już bardzo dawno temu. Do tej pory nikt nie próbuje jej poprawić. To bardzo niepokojące zjawisko, które prowadzi do psucia prawa i obniżania rangi konstytucji.
Drugi przykład dotyczy praw kobiet w Polsce. Mamy nie tylko jedną z najbardziej restrykcyjnych legislacji w kwestii aborcji w Europie, ale w dodatku brak jest możliwości realizacji nawet tych okrojonych praw zawartych w ustawie, co dobitnie pokazała sprawa Alicji Tysiąc, której odmówiono aborcji pomimo zdiagnozowanego zagrożenia zdrowia matki.
Dzięki protestom społecznym udało się chyba zablokować niebezpieczne pomysły posła Jarosława Gowina dotyczące regulacji zapłodnienia in vitro, ale bezdzietne pary nadal czekają na pozytywne rozwiązania w tej kwestii. W żadnej z tych istotnych z punktu widzenia praw kobiet spraw nie zabrała głosu pełnomocnik rządu ds. równego traktowania Elżbieta Radziszewska, słusznie za swoją bierność krytykowana przez środowiska feministyczne.
[wyimek]Piotr Semka sugeruje, że krytyka sympatyków PiS to nowy antysemityzm. Może więc powinniśmy uchwalić specjalną ustawę zakazującą szerzenia nienawiści wobec braci Kaczyńskich?[/wyimek]
Mimo tych zaniechań, jak wynika z sondaży, PO cieszy się ciągle poparciem ponad połowy potencjalnych wyborców. Nie jest to bynajmniej efekt dyktatorskich zapędów Donalda Tuska i jego współpracowników. Wręcz przeciwnie, dzieje się tak dlatego, że w tej chwili jedyną realną alternatywą dla PO jest PiS, który jest postrzegany jako partia autorytarna, mogąca zagrażać demokracji.
Polacy nie życzą sobie powtórki z lat 2005 – 2007, i dlatego nie chcą powrotu do władzy Jarosława Kaczyńskiego. Chociaż nie są do końca zadowoleni z rządów PO, deklarują dla niej poparcie i będą to robić tak długo, jak długo nie pojawi się wobec niej poważna alternatywa, która nie będzie zagrażać porządkowi demokratycznemu w Polsce.
Podsumowując, nie ma żadnego zagrożenia wprowadzenia w Polsce aksamitnej dyktatury ze strony Platformy Obywatelskiej. Partia Donalda Tuska na szczęście odeszła już bardzo daleko od pomysłów Jana Rokity o „szarpnięciu cugli” czy popierania projektu budowy IV RP.
PO wręcz woli pewne problemy pozostawić nierozwiązane (vide: CBA, IPN), żeby tylko się nie narażać na zarzuty wchodzenia w koleiny PiS. Jak widać zupełnie niepotrzebnie, bo niezależnie od tego, co by robiła lub czego by nie robiła, i tak spotka się z zarzutami, że zagraża demokracji. Może w takim razie lepiej przestać się bać i wreszcie na poważnie zacząć porządki po rządach Jarosława Kaczyńskiego?
[i]not. j.s.[/i]
[i]Jacek Kucharczyk jest dyrektorem programowym Instytutu Spraw Publicznych (www.isp.org.pl). Jest także współredaktorem dwóch raportów ISP: „Demokracja w Polsce 2005 – 2007” oraz „Demokracja w Polsce 2008 – 2009” (w przygotowaniu, planowana data publikacji – maj 2009 r.)[/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA