fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prawo karne

Brak zwłok nie gwarantuje bezkarności

Fotorzepa, Rob Robert Gardziński
Pokutuje dość powszechne przekonanie, że bez zwłok nie można ścigać i karać za morderstwo. Owszem, utrudnia to skazanie, gdyż trzeba dodatkowo dowodzić fakt śmierci ofiary i sposób, w jaki ona nastąpiła. W Polsce jednak skazanie bez ciała ofiary jest możliwe
[srodtytul]Wapno nie pomaga [/srodtytul]
– Reguła: „nie ma ciała, nie ma zabójstwa”, była charakterystyczna dla krajów anglosaskich. W Anglii aż do lat 50. przestrzegano jej do tego stopnia, że przestępcy starali się „idealnie” usuwać zwłoki. Ta zasada skompromitowała się jednak w głośnej sprawie seryjnego mordercy, który ciała ofiar rozpuszczał w wapnie – mówi „Rz” prof. Stanisław Waltoś, znany karnista z Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Wapno pojawia się też w najnowszej w Polsce tego rodzaju sprawie. Otóż do słupskiego sądu trafił akt oskarżenia o zabójstwo, choć ciała nigdy nie znaleziono. 57-letni dzisiaj Piotr G. z gminy Przechlewo miał dziesięć lat temu zabić sąsiada. Jednak ciała ofiary do dzisiaj nie znaleziono, gdyż według oskarżenia sprawca (nie sam zresztą) miał je zasypać wapnem w dole nad miejscowym jeziorem.
[srodtytul]Oskarżenie bez ciała[/srodtytul]
Po latach świadkowie zaczęli więcej mówić, sprawą zajęli się policjanci z tzw. Archiwum X, i choć wskazano im miejsce ukrycia zwłok, rozkopali teren i przeszukali jeziora, nie naprowadziło to ich na szczątki ofiary.
Są jednak zeznania świadków (ma z nich wynikać, że sprawca zabił znajomego, ponoć na tle zazdrości o żonę, po wieczornej libacji, uderzeniem pięciokilogramowego odważnika w głowę), wykrywacz kłamstw i wycinki z gazet na temat zaginięcia ofiary znaleziono w domu oskarżonego.
– Jeśli są świadkowie i ich zeznania, to dół z ciałem w wapnie nie jest do oskarżenia potrzebny – wskazuje adwokat Maciej Bednarkiewicz, były prezes Naczelnej Rady Adwokackiej, który bronił<\!s>oskarżonego w najgłośniejszej takiej sprawie w powojennej Polsce. Sprawie Bielaja (vel. Iwana Ślezko).
[srodtytul]Nie ma zwłok, mogło być inaczej [/srodtytul]
Oskarżono go o zabójstwo dr Kamińskiej, lekarki z Płocka, która zaginęła w 1970 r., gdy właśnie Bielaj zabrał ją do swego trabanta spod jej gabinetu. Skazano go tylko za porwanie (rozbój), ale nie za morderstwo. Ciała lekarki nigdy nie znaleziono, adwokaci argumentowali natomiast, że choć Bielaj ją porwał, to przecież mogła umrzeć np. na zawał serca.
Zabrakło kluczowego ogniwa w tym poszlakowym procesie.
Proces poszlakowy polega na tym, że nie ma bezpośrednich dowodów, kto dopuścił się czynu przestępczego (zadał śmierć), są natomiast dowody pośrednie, układające się w logiczny ciąg, gdy jeden fakt wynika z innego i nie ma innej możliwości. Jeśli np. X wsiadał do samolotu na Okęciu, a ten bezpośrednio wylądował w Dublinie, i wszyscy wyszyli, to on też musiał tam wysiąść.
W całości zaś ów ciąg poszlak musi wskazywać na konkretną osobę, na sprawcę. W sprawie słupskiej brakuje zwłok, ale nie jest ona sprawą poszlakową – są bowiem świadkowie.
– A upływ czasu, zeznania po latach, nie ma wpływu na charakter procesu, może tylko prowadzenie dowodów – wskazuje adwokat Tadeusz de Virion.
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA