fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Pod znakiem Pereiro i Borubara

Fotorzepa, Seweryn Sołtys
Hitem ostatnich 12 miesięcy okazały się nazwiska, zwłaszcza te źle wymawiane. Ale eksperci są zgodni: to nie był rok odkrywczych politycznych zwrotów czy powiedzonek
– Potrafię coś tam, coś tam – zapewniała kilka tygodni temu na sejmowym korytarzu posłanka z PiS Elżbieta Kruk.
Jej „coś tam, coś tam” przebojem weszło do politycznego, a także potocznego słownika. Stało się jednym z najbardziej popularnych sformułowań przejętych od polityków w ostatnich miesiącach.
– „Coś tam, coś tam” prawdopodobnie utrwali się w polszczyźnie potocznej jako określenie osoby będącej pod wpływem alkoholu – ocenia prof. Irena Kamińska-Szmaj, językoznawca z Uniwersytetu Wrocławskiego.
Jednak eksperci są zgodni, że w porównaniu z poprzednimi latami 2008 rok przyniósł mniej nośnych politycznych powiedzonek, haseł czy słówek.
[srodtytul]Nazwiska od prezydenta[/srodtytul]
Hitem ostatnich 12 miesięcy okazały się za to nazwiska. Furorę zrobiły zwłaszcza: „Benhauer”, „Borubar”, „Pereiro” i „Asmus”. Wszystkie cztery są związane z prezydentem Lechem Kaczyńskim.
Wręczając w lutym Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski trenerowi polskiej reprezentacji w piłce nożnej, prezydent podziękował za zasługi nie Leo Beenhakkerowi, ale – Benhauerowi. W czerwcu podczas rozgrywek Euro 2008 Lech Kaczyński przekręcił nazwisko piłkarza Rogera Guerreiro, któremu wcześniej nadał polskie obywatelstwo. Pytany, który zawodnik najbardziej mu zaimponował podczas mistrzostw, odparł:
– Roger Pereiro. I dodał: – Ale dobry był także nasz bramkarz, Artur Boru... – i tu zaczyna się dyskusja, jak zakończył to zdanie. Wielu bowiem usłyszało, że zamiast „Boruc” prezydent powiedział „Borubar”.
Tymczasem „Borubar” najprawdopodobniej wyszedł z połączenia słów „Boruc” i „bardzo”. – Słuchałem tej wypowiedzi wiele razy. Prezydent powiedział: „podobał mi się Artur Boruc bardzo”, co przy jego dykcji wyszło, jak wyszło – wspomina Mikołaj Jankowski z „Wydarzeń” Polsatu.
„Borubar” i „Pereiro” okazali się jednak przebojem – wypowiedź Lecha Kaczyńskiego królowała w portalach internetowych, przede wszystkim YouTube. Językowe lapsusy prezydenta inspirowały internautów. W sieci krążyły dowcipy: „Jak myślisz, jak prezydent wymówi imię i nazwisko nowego prezydenta USA?” – zaczynał się jeden z nich. Wśród odpowiedzi do wyboru: „Oback Barama”, „Barubar Bambama”, „Barabar Obameiro”, „Borubak O’Lama”.
Kolejnym głośnym nazwiskiem mijającego roku stało się to należące do amerykańskiego polityka Partii Demokratycznej. – Czy zna pan Rona Asmusa? – to pytanie Lecha Kaczyńskiego do ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego z uśmiechem powtarzali w lipcu politycy, dziennikarze i satyrycy. Sam Asmus, dzięki upublicznieniu rozmowy prezydenta z szefem MSZ, stał się w Polsce popularny. Kilka tygodni później wręczył w prezencie Sikorskiemu plakat z wizerunkiem Wuja Sama i podpisem: „A czy Ty znasz Rona Asmusa?”.
To nazwisko królowało nie tylko na politycznych salonach. W rozmowach towarzyskich wypadało rzucić: „Proszę zaprotokołować: zna Rona Asmusa”. – To jest przykład zabawy językowej. W mijającym roku dominowało właśnie takie odwoływanie się do politycznych sformułowań i posługiwanie się nimi w życiu codziennym czy towarzyskim – mówi Kamińska-Szmaj.
– Mieliśmy do czynienia z okazjonalizmami. Po kolejnych kilkunastu miesiącach mało kto będzie je pamiętał – uważa jednak prof. Jerzy Bralczyk ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej. I wytyka politykom brak kreatywności. – To nie był twórczy rok. Nie ma nowych nośnych pomysłów, takich jak „dyplomatołki” czy „wykształciuchy” w poprzednich latach.
Chociaż nie zawiódł Ludwik Dorn – nadal sięgał po niebanalne sformułowania. Jego „susłoizacja” czy „sułtan w otoczeniu eunuchów” to określenia, które w 2008 roku przylgnęły do PiS.
[srodtytul]Premier Słońcem Peru[/srodtytul]
Politycy Platformy sięgnęli z kolei po retorykę bajkową. Sławomir Nowak, szef gabinetu politycznego premiera, komentując sytuację przed szczytem UE w Brukseli, odwołał się do kultowego „Shreka”. Prezydent skojarzył mu się z postacią osła, który podskakuje, wołając, „mnie weźcie, mnie”. Ten cytat natychmiast zrobił medialną karierę.
Donald Tusk wprowadził do politycznego słownika 2008 r. inną bajkową postać – potwora ciasteczkowego, do którego porównał Lecha Kaczyńskiego. W ślad za tym nawiązaniem „Ulica Sezamkowa” przeżywała renesans popularności.
Do premiera przylgnął natomiast przydomek Słońce Peru. To owoc jego wizyty w Ameryce Południowej, podczas której Tusk otrzymał peruwiański order. Wizytę tę sam nazwał wcześniej na łamach hiszpańskiego „El Mundo” podróżą życia. I stał się natychmiast obiektem politycznych kpin. Jego przydomek twórczo rozwinęli w ostatnich miesiącach protestujący związkowcy, skandując: „Słońce Peru, mistrz bajeru”.
Egzotykę przywołują na myśl także meleksy. Ostatnio te pojazdy do gry w golfa robią w Polsce furorę. A wszystko za sprawą dwóch posłów PiS, którzy zdaniem właścicieli hotelu na Cyprze mieli uszkodzić tamtejsze maszyny.
Z sejmowych korytarzy z mijającego roku zapamiętamy pewnie jeszcze „rewolucję październikową” – określenie serii ustaw autorstwa posłów PO przyjętych przez rząd jesienią, i „biegunkę legislacyjną” – nazwę owej nadaktywności gabinetu Tuska nadaną przez posłów PiS.
[srodtytul]Kiełbasa i tostery[/srodtytul]
Żarty nie tylko ze słów, ale i konwencji przemówień polityków trafiły w tym roku również do świata reklamy. ING Bank Śląski wyemitował pod koniec sierpnia spot parodiujący orędzie prezydenta. Wystąpił w nim Marek Kondrat, który zapewniał, że mamy już takie same sprzęty jak w Unii Europejskiej. – I tostery – podkreślał. W niektórych dziedzinach przegoniliśmy zaś UE. – Nasza kiełbasa przegoniła – zaznaczał Kondrat.
Śladami ING poszedł bank Pocztowy, który sparodiował orędzie premiera. Jak ujawniła „Rz”, reklamówkę cofnięto. W spocie aktor parodiujący Tuska z charakterystycznym „r” w wymowie namawiał: – Oszczędzajcie na podróże życia. Budujcie swoją Irlandię, by żyło się lepiej. Na końcu reklamówki, poza sceną, pyta: – Panowie, to ile nam wzrosło?
Zdaniem Kamińskiej-Szmaj widać, że jesteśmy wyczuleni na językową twórczość polityków. – Wyłapujemy z niej zwroty po to, by się pośmiać z polityków – uważa.
[i]Masz pytanie, wyślij e-mail do autorki: [link=mailto:a.gielewska@rp.pl]a.gielewska@rp.pl[/link][/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA