fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Bez alternatywy dla moralności

Dla Margaret Thatcher od rozwoju gospodarczego i politycznego zwycięstwa ważniejsza była moralna odnowa Wielkiej Brytanii
AP
Nie śmiejmy się z Orlików. To też jest ważne i fajne. Ale godząc się na niesprawiedliwy KRUS, wczesne emerytury dla wybranych i dyktat biurokracji, nie naprawi się państwa – pisze publicysta
Skomentuj na [link=http://blog.rp.pl/blog/2008/11/20/tomasz-wroblewski-bez-alternatywy-dla-moralnosci/" "target=_blank]blog.rp.pl[/link]
Fajnie jest gawędzić o liberalizmie. Przy winie o Millu czy Hayeku. Proste, klarowne myśli składają się na złożony obraz świata. Już sama teoria jest ponętna, a przekuta w hasła niejednemu pomogła wygrać wybory. Tak też wyrósł Donald Tusk. Deklarował sprawiedliwy system proporcjonalnych (liniowych) podatków, ukręcenie łba urzędniczym barierom przedsiębiorczości i dystrybucje świadczeń socjalnych według przejrzystych kryteriów.
[srodtytul]Co miał na myśli Hayek[/srodtytul]
Przez ostatni rok premier wypowiedział już chyba wszystkie słowa z leksykonu liberałów. Długo czekaliśmy na wprowadzenie ich w życie. W lawinie pomniejszych ustaw przedstawionych teraz pod głosowanie znalazło się wiele drobnych projektów nienaprawiających państwa. Kilka ambitnych dobrze trafionych, jak ustawa o służbie cywilnej, ale i kilka chybionych. Choćby projekt ustawy o budownictwie, który zamiast porządkować, wprowadza chaos i poszerza obszar urzędniczej interpretacji. Zgłoszona została też jedna, naprawdę ważna ustawa. Ustawa obalająca społecznie szkodliwy system emerytalny.
Premier odważył się i teraz musi gasić płonące opony przed Sejmem, emocje kolejarzy na bocznicy, a co gorsza, musi też pacyfikować własną minister pracy Jolantę Fedak gotową do kapitulacji po awanturze z nauczycielami. Rozumiem, że dłuższe wakacje, krótsze godziny pracy i podwyżki to dla związku nauczycieli za mało. Ale czy tu w ogóle chodzi o to, co komu sprawiedliwie się należy?
Przywileje socjalne w Polsce to wypadkowa strachów przed zorganizowanym nieróbstwem, dumnie nazywanym strajkiem. Nie chodzi o to, co komu się należy za wykonaną pracę, ale o to, kogo bardziej się boimy, kiedy uniemożliwi pracę pozostałym.
Z drugiej strony komentatorzy wspierający reformy Tuska podsuwają argumenty o odpowiedzialności za budżet, o przerzucaniu kosztów wcześniejszych emerytur na wnuki, że nie starczy później na obniżkę podatków albo na wprowadzenie waluty euro.
Sprowadzanie całej dyskusji do liczenia zysków i strat jest bardzo wygodne. Pozwala na daleko idące kompromisy. Dajmy górnikom, na to jeszcze nas stać. Nauczycielom jeszcze ćwierć, a kolejarzy – działaczy związkowych – kupi się pod stołem. Czy aby nie to miał na myśli Friedrich Hayek, pisząc swoją wielką przestrogę przed destrukcją państwa w "Drodze do zniewolenia"?
[srodtytul]Śniadek i Broniarz to misiaczki[/srodtytul]
Wkrótce minie 30 lat od objęcia rządów przez Margaret Thatcher. Autorki najodważniejszych i najskuteczniejszych reform w powojennej Europie. Z drugiej strony trudna we współpracy, arogancka, nie ukrywała pogardy dla związkowców. W nowej biografii "No Alternative" Claire Berlinski opisała nie tyle życie, ile kręgosłup ideowy Margaret Thatcher.
To lekcja, którą wszyscy liberałowie gawędziarze powinni prześledzić. Zanim zaczną negocjować ze związkowcami. Przy szefie brytyjskich związków zawodowych Arthurze Scargillu Janusz Śniadek i Sławomir Broniarz to potulne misiaczki. A pań i panów Fedaków gotowych do ugody ze związkowcami to Margaret Thatcher miała wokół siebie dziesiątki. Jej poprzednik premier Edward Heath, piewca liberalizmu, też zapowiadał reformy. Tak długo i pięknie o nich opowiadał, że wreszcie musiał się zgodzić na kompromitujące ustępstwa wobec związków zawodowych. A bezrobocie i inflacja rosły.
Margaret Thatcher przejęła kraj, kiedy nikt odpowiedzialny nie chciał już nim rządzić. Związki dyktowały prawa i blokowały wszystkie decyzje. Podatki wraz z obciążeniami pracowniczymi dochodziły do 98 proc. Scargill wierzył, że zmusi Thatcher do przekształcenia Wielkiej Brytanii w państwo socjalne, gdzie właściciele ostatecznie oddadzą swoje zyski pracownikom.
"Mój Boże, jak bardzo się pomylił" – pisze Berlinski. Z uporem godnym córki sklepikarza nieustannie okradanego przez państwo i związkowe kliki, krok po kroku Thatcher niszczyła Scargilla. Doprowadziła do konfiskaty majątków związków zawodowych, które nielegalnie budowały własne imperia finansowe. Wystawiała rachunki i ściągała należności za zniszczone mienie i szkody wyrządzone pracodawcom. Wytrzymała. Przełamała strajki, medialną nagonkę, ale też słabości swoich ministrów. Doprowadziła do rozłamu w związkach i przeforsowała ambitne reformy społeczne. Za jej rządów dochód na głowę rodziny wzrósł o 37 proc., a Wielka Brytania znowu stała się najpotężniejszą gospodarką Europy.
[srodtytul]Odnowa według Thatcher[/srodtytul]
Dlaczego właśnie Thatcher się udało? Berlinski stawia zaskakującą tezę, że rozwój gospodarczy i polityczne zwycięstwo było dla niej drugorzędne. Najważniejsza była odnowa moralna Wielkiej Brytanii. Przywileje organizacji związkowych nadane kosztem reszty społeczeństwa uważała za demoralizujące i niszczące to, co w społeczeństwie najcenniejsze – poszanowanie dla zasad moralnych.
[wyimek]Emerytury mają być nie pomostowe, ale przejściowe. Gra słów mająca pozwolić zachować twarz rządzącym byłaby zabawna, gdyby nie konserwowała niemoralnego systemu [/wyimek]
Mało kto już pamięta, że pierwszym bestsellerem Adama Smitha nie było "Bogactwo narodów", ale "Teoria uczuć moralnych". "Wolny rynek – pisał w 1759 r. Smith – wymaga więcej niż tylko nieograniczonego niczym handlu i prawa do zakładania firm". Potrzebuje instytucji społeczno-politycznych głęboko zakorzenionych w zasadach moralnych.
Thatcher wiedziała, że nie odbuduje gospodarki w chorym organizmie społecznym. "My nie mówimy o prawach ludzi pracy, ale o terrorze związkowców i zabieraniu części naszej wolności" – Thatcher kochała dosadny ton.
Donald Tusk to nie jest Margaret Thatcher i nie używa tak ostrych słów. Ale czym innym, jak nie odbieraniem części naszych swobód, jest KRUS i zmuszanie nas do płacenia ubezpieczeń zdrowotnych za rolników? Czym innym są wcześniejsze emerytury?
Nie chodzi o prawa pracownicze. O gwarancje równego zatrudnienia, równe szanse na bogacenie się. Mówimy o wyjątkowych przywilejach dla mniejszości. O finansowaniu lepszego życia potężnym grupom nacisku kosztem dobrobytu większości. Thatcher nazywała to amoralnym państwem.
Dziś koncentrujemy się na nauczycielach i 3,5 mld złotych, które dotychczas z budżetu trzeba było wypłacać 55-letnim emerytom. Ale większe szkody dokonały się już wcześniej. Pozostawienie KRUS było ceną kompromisu politycznego z PSL – 16 mld zł zapłacimy za to, żeby premier Tusk mógł dalej rządzić. Wcześniej już 70 mld zł zapłaciliśmy za to, żeby rząd PiS nie był narażony na chuligańskie wybryki górników.
[srodtytul]Niemoralny system[/srodtytul]
Donald Tusk, zapowiadając obecną reformę emerytalną, znowu użył wszystkich właściwych słów o niemoralnym systemie, różnie traktującym różne grupy społeczne. Potem się okazało, że mamy coraz więcej wyjątkowych przypadków zasługujących na różne traktowanie. Ze 130 tysięcy wyjątków zrobiło się 270 tysięcy. Teraz minister Jolanta Fedak wspierana przez lewicę i związek nauczycieli chce utrzymania wcześniejszych emerytur dla tych ostatnich.
Emerytury mają być nie pomostowe, ale przejściowe. Gra słów dla zachowania twarzy rządzących mogłaby być całkiem zabawna, gdyby tak bardzo nie przypominała semantycznych kompromisów, na jakie swego czasu szedł premier Heath, i jego "trzydniowego tygodnia". Nie mogąc poradzić sobie z górnikami, wprowadził ograniczenia zużycia prądu do trzech dni, co oznaczało krótsze godziny pracy, wcześniejsze zamykanie restauracji, kin i sklepów. Jakkolwiek byśmy te emerytury nazwali – przejściówki czy pomostówki – to zawsze będzie ten sam z gruntu niemoralny system.
Długo można sobie opowiadać o deregulacji i przyjaznym państwie. Cytować mędrców. Tu i tam wprowadzać reformy, pchnąć kilometr autostrady albo dwa. I wcale nie śmiejemy się z Orlików – to też jest ważne i fajne. Ale godząc się na niesprawiedliwy KRUS, wczesne emerytury dla wybranych, progresywne podatki, dyktat biurokracji, nie naprawi się państwa. Nie dlatego, że nam nie starczy pieniędzy. Margaret Thatcher – żelazna dama – lubiła powtarzać: "bo dla moralności nie ma alternatywy".
[i]Autor jest publicystą, był m.in. redaktorem naczelnym tygodnika "Newsweek Polska" oraz wiceprezesem wydawnictwa Polskapresse[/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA