fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Styl życia

Życie w związku z rozłąką

Michał Pozdał
Rzeczpospolita, Darek Golik
O silnych więzach i łatwych rozstaniach – mówi Michał Pozdał, specjalista ds. profilaktyki społecznej, wykładowca SWPS
[b]Czy w Polsce występuje problem rozpadu związków z powodów podobnych jak w USA? Gdy jedno wyjeżdża do pracy?[/b]
Michał Pozdał: Problem istnieje. Po wejściu do Unii Europejskiej Polacy wyjeżdżali i w efekcie funkcjonuje dziś wiele rodzin niepełnych. Ojciec albo matka, mąż albo żona, jest za granicą.
Chcą zarobić na lepszy wspólny dom, ale w wielu przypadkach nigdy już w tym wspólnym domu nie zamieszkają. Istnieje duże ryzyko, z czego pary nie zdają sobie sprawy, że ich relacja rozłąki nie przetrwa. Mam sygnały od terapeutów, że coraz więcej osób nie radzi sobie z rozłąką i szuka pomocy. W najgorszej sytuacji są dzieci. Wychowuje je jedno z dwojga rodziców, samotne i sfrustrowane, lub dziadkowie.
[b]Jakie związki mają szanse na wyjście z takiej próby bez szwanku?[/b]
Wszystko zależy od etapu, na jakim jest związek. Psycholodzy wskazują na trzy fazy i składowe miłości – namiętność, intymność i zaangażowanie. Następują kolejno po sobie i – dopiero gdy zaczynają współistnieć – mamy do czynienia ze związkiem dojrzałym. Te poszczególne składowe należy pielęgnować – zwłaszcza namiętność, która trwa najkrócej. Jeśli para jest na tym etapie związku i decyduje się na życie osobno i weekendowe spotkania, to istnieje duża szansa na to, że ich relacja przetrwa. A etap namiętności, który zwykle trwa około dwóch lat, przedłuży się. Para taka może mieć jednak problem, by po rozłące zamieszkać razem i wspólnie żyć. Zna się bowiem z tej najlepszej i przyjemnej relacji, nie dzieliła ze sobą codziennych problemów. Małżeństwo, które jest na etapie zaangażowania, ale nie ma już w nim ani namiętności ani intymności – czyli to, co je łączy, to dzieci, odwożenie do szkoły, opłaty za mieszkanie, wizyty u teściów i wyprowadzanie psa – przy wielomiesięcznej rozłące jest niemal w 100 proc. skazane na porażkę.
[b]Jak można umacniać relację i radzić sobie z sytuacją przymusowego rozstania?[/b]
Nie można udawać, że nie ma problemu. Para musi o sytuacji rozmawiać i ustalić zasady, według których będzie wtedy funkcjonować. Należy przewidzieć w rozmowie sytuacje kryzysowe: chorobę, problem z dzieckiem, zalanym mieszkaniem itd., i ustalić plan działania. Co ma wówczas zrobić partner, którego nie ma w domu? Wracać? Angażować rodzinę do pomocy? Radzić przez telefon?Jeśli ustali się oczekiwania przed sytuacją trudną – w wypadku prawdziwego problemu uniknie się rozczarowań. W czasie rozstania nie można niczego przed sobą udawać. O uczuciach, emocjach, też tych przykrych, trzeba mówić partnerowi. On/ona nie domyśli się z półsłówek i zapewnień, że jest OK, że drugie przeżywa kryzys i należy wracać, by mu pomóc bądź wręcz związek ratować.
[b]Czy dbanie o związki jest elementem profilaktyki społecznej?[/b]
Tak. Prowadziłem nawet szkolenia „Jak uniknąć kryzysów i problemów w małżeństwie”. Omijanie pułapek takich jak rozłąka jest też sposobem uniknięcia kryzysu.
[b]Sytuacja często zmusza pary do decyzji o rozłące.[/b]
Przyznam szczerze, że w taki ostateczny przymus nie wierzę. Pieniądze są często usprawiedliwieniem dla ucieczki par, które same nie chcą się przed sobą przyznać, że problem w ich relacji już istnieje. Jeśli ludzie bardzo chcą, to wbrew wszelkim przeciwnościom, zawsze coś wymyślą, by być razem. Wyjazd na długo za granicę czy do stolicy jest w praktyce łatwą wymówką, metodą na to, by ze związku wyjść.
[ramka][b]Specjalnie dla „Rzeczpospolitej” [/b]
[i]Karolina - mężatka, mama czteroletniej Idy, urzędniczka oddelegowana na dwa lata do instytucji unijnych w Brukseli[/i]
– Decyzja o wyjeździe była trudna, przed wyjazdem jednak ani ja, ani mój mąż Krzysztof nie mieliśmy tak naprawdę świadomości tego, co nas czeka. Życie we dwoje, ale osobno jest bardzo trudne. Trudniejsze chyba dla osoby, która zostaje. Ja jako młoda mama zabrałam ze sobą córeczkę, której mój pracodawca zapewnił dobre warunki i opiekę podczas mojej nieobecności. Mąż został zupełnie sam. Kiedy mnie pochłonęły nowe obowiązki i wyzwania, absorbowało urządzanie się w nowym miejscu, on skarżył się na utratę kontaktów ze znajomymi, bo ci, mając dzieci, zaczęli go traktować jak singla i przestali zapraszać na kinderbale. Zaczął przeżywać kryzys, który i mnie dopadł po kilku miesiącach, gdy uporałam się z nową sytuacją i znalazłam w końcu czas na to, by wyjść wieczorem z domu. Tylko z kim? Wolny czas, niemożność spędzania go wspólnie, to momenty, w których tęskni się za sobą najbardziej. Minęły już dwa lata naszej rozłąki, lada moment znowu będziemy razem.
Przetrwaliśmy, ale włożyliśmy w to mnóstwo pracy. Niemal każdy wieczór to wirtualny kontakt, relacjonowanie sobie nawzajem, jak minął dzień, jak się czujemy, co myślimy o bieżących wydarzeniach na świecie. Po prostu rozmowa. I co drugi, trzeci weekend razem. Znam jednak wiele par, które choć mają dzieci, nie wracają do siebie po takiej rozłące. Odradzam tę przymusową sytuację, zwłaszcza związkom, które przeżywają kryzys. Z tego, co widzę, dłuższy wyjazd służbowy to dla ich relacji przysłowiowy gwóźdź do trumny.
[i]—not. m.j.-l.[/i][/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA