fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Ręka, która oburza Szwedów

Chyba każdemu z nas zdarzyła się podobna historia: czeka na przejściu dla pieszych, ale pali się czerwone światło. Naciska zatem przycisk przyspieszający zmianę sygnalizacji. Czasem jest to zwykły guzik, a czasem przycisk z rysunkiem ręki. Czy komuś przyszło jednak do głowy, że może to być ręka Boga?
Szwedzi też by o tym nie wiedzieli, gdyby nie Jan Lund, szef firmy Prisma produkującej urządzenia sygnalizacyjne. Jego zdaniem palec ręki, która wskazuje elektroniczny guzik, niesie następujące przesłanie: „jedyna droga, która prowadzi do nieba, to droga przez Boga i Jezusa”.
Swoją tezę ogłosił już kilka lat temu w chrześcijańskim dzienniku „Dagen”. Teraz powtórzył ją m.in. na łamach „Aftonbladet” oraz w szwedzkim radiu i norweskiej telewizji.
Na wybuch skandalu w laickiej Szwecji nie trzeba było długo czekać. Fora internetowe rozgrzały się do białości. Blogerzy z popularnego portalu Facebook zmobilizowali się do wspólnego oporu pod hasłem: „Żadnego Jezusa w ruchu ulicznym”. Pewien mieszkaniec miasta Skellefte poskarżył się nawet do rzecznika praw obywatelskich. Jeżeli urządzenie zawiera symbole religijne, to władze łamią prawo – argumentuje. „Nie mam ochoty, by moje pieniądze z podatków finansowały treści religijne” – napisał we wniosku do rzecznika. Wyraził przy tym obawę, czy następnym razem na znakach drogowych nie umieści się islamskiego półksiężyca lub żydowskiej gwiazdy Dawida. Mieszkaniec gminy w Växjö (południowa Szwecja) z kolei chce zbadać, czy symbol „boskiej ręki” nie obraża uczuć religijnych przedstawicieli innych wyznań. Poruszenie było tak wielkie, że głos postanowił zabrać projektant słynnego urządzenia. – Wskazujący palec to powszechnie przyjęty symbol instrukcji, by nacisnąć na guzik – tłumaczył. – Taki sam znak w postaci ręki z wyciągniętym palcem pojawia się wszakże przy kursorze na ekranie komputera, gdy trzyma się go na linku, na który chce się kliknąć.
Szef Prismy, firmy sprzedającej urządzenia sygnalizacyjne do 60 krajów, upiera się jednak przy swej interpretacji. W rozlicznych wywiadach opowiada też, jak długo modlił się o to, by chrześcijańskie przesłanie stało się powszechnie znane.
Trudno oprzeć się wrażeniu, że dzięki medialnej burzy jego prośby zostały wysłuchane.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA