fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Poszukam innych wyzwań

Marco Bonitta w Pekinie
Fotorzepa, Piotr Nowak PN Piotr Nowak
To był ciekawy czas. Choć były i trudne chwile. Potraficie znaleźć problem tam, gdzie go nie ma - mówi Marco Bonitta, odchodzący trener polskich siatkarek
Liczył pan na więcej?
Miałem nadzieje, że wyjdziemy z grupy i zagramy w ćwierćfinale. To był realny cel. Nawet wtedy, gdy okazało się, że problemów jest więcej niż myślałem. Zwycięstwa z Chinami, Japonią i USA były przecież na wyciągnięcie ręki. Wystarczyło wygrać jedno z tych spotkań i gralibyśmy dalej.
Czego zabrakło, by pokonać Amerykanki?
Kilku błędów mniej, kilku lepszych decyzji, gdy decydowały się losy tego spotkania i nasze być albo nie być w tym turnieju. W tie breaku przy stanie 10:10 wystarczyło nie odbijać piłki, która zmierzała trzy metry za linię.
Anna Podolec niewiele mogła z siebie dać tym meczu. Masza Liktoras nie grała wcale, Anna Barańska weszła tylko na chwilę...
Lekarze zapewniali mnie przed wyjazdem, że Podolec będzie mogła grać, ale kiedy znów poczuła ból w kontuzjowanym barku nie potrafiła się już przełamać. Jeśli chodzi o Liktoras nie decydowały tu względy sportowe, ale nie jestem upoważniony, by o tym mówić. Co do Barańskiej powtórzę tylko to co mówiłem wcześniej: jest dobrą siatkarką, ale musi zrozumieć, że czasami trzeba się poświęcić dla reprezentacji i zaakceptować pozycję rezerwowej. Ona tego nie potrafiła. Rozmawiałem z nią o tym wiele razy, tłumaczyłem, że nie mogę jej zagwarantować miejsca w wyjściowym składzie. Milena Rosner to rozumiała, zachowała się jak prawdziwy kapitan, a kiedy już dostała swoją szansę zagrała najlepiej jak potrafi i bardzo pomogła drużynie.
Gdyby pan zabrał do Pekinu Dorotę Świeniewicz nie byłoby takich problemów...
Chciałem z nią rozmawiać w styczniu, ale po tym co powiedziała w mediach nie było to już możliwe. Wielka szkoda, bo jej doświadczenie byłoby tu bardzo cenne.
Będzie pan dalej pracował z reprezentacją?
Mój kontrakt się skończył. Wracam do domu, do rodziny, by odpocząć od siatkówki. Później widzę siebie w pracy z mężczyznami.
Polska ma dobrą drużynę siatkarzy. Nie kusi pana taka posada?
To zbyt dobry zespół. Wymaga doświadczonego trenera, który ma na koncie wielkie sukcesy w męskiej siatkówce.
Mile będzie pan wspominał nasz kraj?
Na pewno, to był ciekawy czas. Choć były i trudne chwile. Potraficie znaleźć problem tam, gdzie go nie ma.
A od strony sportowej czuje się pan spełniony?
Czasami, gdy graliśmy jak równy z równym z najlepszymi zespołami na świecie byłem szczęśliwy. Ale nie zawsze tak było.
W ubiegłym roku, gdy awansowaliśmy do finałów World Grand Prix, wierzyłem, że wspólnie zajdziemy daleko. Ale gdy przegraliśmy dwa ostatnie mecze w mistrzostwach Europy i wróciliśmy z Luksemburga bez medalu zrozumiałem, że droga do sukcesów jest długa i kręta. W Halle znów graliśmy tak, że mogłem patrzeć z optymizmem w przyszłość. Później było już tylko gorzej, a problemów przybywało.
Dlaczego Polki nie grają tak, jak najlepsze zespoły na świecie? Gdzie tkwi klucz do sukcesów?
Myślę, że w polskiej lidze. Jaka jest każdy widzi. Ale kluby płacą dużo za kilka ważnych meczów w sezonie. Wielu zawodniczkom taka sytuacja jest na rękę. Po co jechać tam, gdzie trzeba ciężej pracować? Te, które zaryzykowały i wyjechały zrobiły jednak międzynarodową karierę. Glinka, Świeniewicz, ostatnio Skowrońska. Tylko taka droga prowadzi do sukcesu. Innej nie ma.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA