fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

To może być złoty weekend

Wioślarska czwórka podwójna, florecistki i ciężarowiec Szymon Kołecki zapowiadają walkę o złote medale w ten weekend.
Adam Korol, Michał Jeliński, Marek Kolbowicz i Konrad Wasilewski to trzykrotni mistrzowie świata, jeszcze do niedawna niepokonana załoga, której wygrana na torze wioślarskim w Pekinie wydawała się równie pewna jak wiszący nad tym miastem smog. Ale porażki z Amerykanami, Włochami i Francuzami w okresie poprzedzającym wylot do Chin nieco zburzyły pewność Polaków. Na szczęście po udanych półfinałach chyba ją odzyskali. Znów pływają równo i szybko. Tak jak wtedy gdy nie mieli sobie równych. A to wróży wielkie emocje i jeszcze więcej radości, gdy będą mijać linię mety w finale. W półfinale, w świetnym czasie pokonali Australijczyków. Ci, którzy z nimi w tym roku wygrali rywalizowali w drugim biegu. Najszybsi byli Włosi, ale zwycięstwo nie przyszło im łatwo. Amerykanie, którzy przypłynęli na drugim miejscu sprawiali wrażenie, że nie odkryli do końca kart. Być może szykują jakąś niespodziankę, ale bardziej prawdopodobne, że to tylko gra psychologiczna. W tym sporcie czarowanie przeciwnika nie pomaga. Tym bardziej, gdy ten przeciwnik jest tak dobry jak nasi wioślarze i ma już tyle prestiżowych zwycięstw na koncie.
Fechmistrz Tadeusz Pagiński, trener naszych florecistek mówi, że cztery lata temu stawiałby w ciemno na złoto w turnieju drużynowym. Polki nie miały wtedy sobie równych. Ale władze Światowej Federacji Szermierczej zadecydowały, że florecistki powalczą o medale tylko indywidualnie. Od Aten minęło trochę czasu i wiele się zmieniło, ale nasze dziewczyny wciąż, tak jak przed laty biją się lepiej, gdy walczą o sukces zespołowy. Przed rokiem w Hawanie zostały mistrzyniami świata, wygrały dwa ostatnie Puchary Świata i Pagiński wciąż wierzy, że w Pekinie nie zmarnują szansy jakie daje dobre losowanie. W sobotnie przedpołudnie ( w nocy polskiego czasu) najpierw zmierzą się z Amerykankami, z którymi nigdy nie przegrały, a w przypadku wygranej powalczą o finał zapewne z Węgierkami. Nie mają w swojej połówce ani Rosjanek, ani Włoszek, które są tu faworytkami.
Wyniki turnieju indywidualnego nie napawają optymizmem (tylko Magdalena Mroczkiewicz wygrała jeden pojedynek, a Sylwia Gruchała i Małgorzata Wojtkowska odpadły w pierwszej rundzie). Jak uczy jednak doświadczenie wyniesione z przeszłości błędem byłoby sugerowanie się zawodami które z drużynówką nie mają nic wspólnego. Poza Gruchałą, która jeszcze do niedawna bila się skutecznie z całym światem florecistek, pozostałe prawdziwe mistrzostwo prezentują, gdy walka toczy się zespołowy sukces.
Pagiński wie jedno. Tak jak zawsze mecze kończyć będzie Gruchała, bo jest najsilniejsza psychicznie. Zacznie Mroczkiewicz, później na planszę wyjdzie Wojtkowska. Sylwia Gruchała po swojej dramatycznej porażce w turnieju drużynowym mówiła, że zrobi teraz wszystko, by te koleżanki, które nie mają jeszcze medalu olimpijskiego (Wojtkowska i czwarta w drużynie Karolina Chlewińska) mogły z nim wrócić do kraju.
Włoszki z Valentiną Vezzali, najlepszą florecistką w historii tej dyscypliny mierzą oczywiście w złoto, ale Polki zamierzają im w tym przeszkodzić. To one, nie Włoszki są przecież aktualnymi mistrzyniami świata.
Typem sportowca, który zawsze jedzie po złoto jest też Szymon Kołecki. Kiedy osiem lat temu zdobywał olimpijskie srebro w Sydney (tak jak Gruchała i Mroczkiewicz, jego rówieśniczki) rozpływano się w zachwytach nad jego możliwościami. Mówiono, że ma talent porównywalny z legendarnym Naimem Suleymanoglu. A on na konferencji prasowej oświadczył, że już więcej nie przegra. Obiecywał same zwycięstwa w nowej kategorii wagowej. Życie pisało jednak inne scenariusze. Przewlekła kontuzja kręgosłupa sprawiła, że po latach walki z bólem, poddał się skomplikowanej operacji. Zabrakło go w Atenach, ale kiedy wrócił na pomost znów wygrywał w tej samej wadze co kiedyś. Trzykrotnie zdobywał w tym okresie złote medale mistrzostw Europy, był drugi i trzeci na mistrzostwach świata. Zmienił się nabrał dystansu do tego co robi, bo zrozumiał, że nie wszystko zależy od niego, ale wojowniczej natury nie stracił.
Tym razem dopadła go jednak kontuzja kolana, która uniemożliwiła pełną realizację planu treningowego. Kołecki mówi szczerze, że sam nie wie na co go stać. Nie wie też ile będzie w stanie podnieść i na jakim pułapie dźwigać będą najgroźniejsi rywale. Jest ich kilku, na czele z młodym, nieobliczalnym Kazachem Ilyą Ilinem. Ten siedem lat młodszy od Kołeckiego wybitny sztangista jest głównym faworytem. Oprócz niego groźni będą Kubańczyk Yohandrys Hernandez i Gruzin Arsen Kasabiew. Nie można też lekceważyć dwóch Rosjan, mistrza świata Romana Konstantinowa i startującego dla niepoznaki w grupie B wicemistrza olimpijskiego z Aten Chadżimurata Akajewa.
Kołecki to mistrz twardej, bezkompromisowej walki, ale jesli straci zbyt wiele w rwaniu, to w podrzucie (jest rekordzistą świata) już jej nie nadrobi. Nie mówi od jakich ciężarów zacznie swoją najważniejszą rozgrywkę. Zadecyduje o tym w ostatniej chwili, przed wyjściem na pomost.
W ten weekend grają też siatkarki i siatkarze. Nasze panie muszą wygrać w niedzielę z USA, by awansować do ćwierćfinału. Mężczyżni zapewnili sobie awans wcześniej, ale sobotni mecz z Brazylią na pewno potraktują prestiżowo.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA