fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Do boju, biało-czerwoni!

Fotorzepa, Bartosz Jankowski
Reprezentacja prowadzona przez Leo Beenhakkera zdaje w Klagenfurcie najtrudniejszy egzamin. Holenderski selekcjoner rozbudził wielkie nadzieje. Kibice uwierzyli, że Polska znów może wygrywać ważne mecze - pisze nasz dziennikarz z Austrii
To mecz o przyszłość, ale też starcie z historią. W niedzielny wieczór reprezentacja Polski będzie się musiała uporać z dwoma swoimi koszmarami. Pierwszym są Niemcy, niepokonani przez naszą drużynę mimo aż 15 prób. Drugim – mecz otwarcia. W wielkich turniejach on zawsze liczy się podwójnie, a Polacy wygrali go tylko raz, w mistrzostwach świata 1974 roku z Argentyną.
Dla nas to spotkanie będzie jak mały finał, dla Niemców nie, bo oni są specjalistami od awansów z grupy. Nawet niepowodzenia w dwóch ostatnich mistrzostwach Europy – nie wygrali w nich meczu i wrócili do domu po pierwszej rundzie – nie odebrały im pewności siebie.
Na ich konferencjach prasowych jest tak spokojnie, że aż sennie, a trener Joachim Löw mówi o spotkaniu z Polską, jak to ujął „Die Welt”, „jakby w niedzielę Niemcy grali mecz charytatywny z San Marino”.
To jednak tylko pozory, Löw słynie z opanowania i umiejętności rozładowania atmosfery. Kłopotów i wątpliwości Niemcy mają, jak Polacy, pod dostatkiem.
Kontuzje, problemy piłkarzy w klubach, brak wartościowych zastępców dla zawodników z podstawowej jedenastki – to wszystko brzmi znajomo. Sami Niemcy przyznają, że mają tylko jednego piłkarza klasy światowej, Michaela Ballacka (piszemy o nim w osobnym tekście), pozostali są raz lepsi, raz gorsi. Dziennikarze pytani o skład na niedzielny mecz rozkładają ręce: wiedzą, jakie nazwiska wpisać na ośmiu pozycjach, ale na pozostałe trzy każdy ma inny pomysł.
Wątpliwości nie ma co do bramkarza i składu obrony, w środku pomocy nietykalni są Michael Ballack i Torsten Frings, a w ataku Miroslav Klose. Nie wiadomo, kto zagra z boku pomocy i w ataku obok Klosego. Kandydatów jest czterech: Bastian Schweinsteiger, Lukas Podolski, Clemens Fritz i Mario Gomez, a Löw będzie wybierać spośród nich, wiedząc, że idealnego rozwiązania nie ma. Wszystko przez kontuzję prawego pomocnika Bernda Schneidera, który dla niemieckiej drużyny był jeszcze ważniejszy niż dla polskiej Jakub Błaszczykowski.
Ostatnio Löw wystawiał na tej pozycji Fritza, ale on w Werderze Brema gra jako obrońca. W reprezentacji lepszy jest w przeszkadzaniu niż tworzeniu, a Niemcy chcieliby wykorzystać to, że na lewej obronie u Polaków będzie grał niedoświadczony Jakub Warzyniak. Możliwe jest więc, że prawym pomocnikiem będzie Schweinsteiger, jego miejsce na lewej stronie zajmie Podolski, a drugim napastnikiem będzie Gomez, najskuteczniejszy niemiecki piłkarz ostatniego sezonu w Bundeslidze.
Schweinsteiger i Podolski, na zgrupowaniach zawsze pierwsi do żartów, to nierozłączna para w reprezentacji i Bayernie Monachium. Obaj młodzi (Schweinsteiger ma 24 lata, Podolski 23), ale już doświadczeni. Pierwszy rozegrał w kadrze 51 meczów, drugi 47. W polskiej reprezentacji więcej mają tylko Jacek Bąk, Michał Żewłakow, Maciej Żurawski i Jacek Krzynówek. Schweinsteiger i Podolski byli pupilami Jürgena Klinsmanna, bohaterami mundialu 2006, ale obaj mają za sobą mało udany sezon w Bayernie.
Löw na ostatniej konferencji prasowej otwarcie powiedział o Schweinsteigerze, że jeszcze nie jest w najwyższej formie. Przeciwko Polsce zapewne jednak zagra i będzie zamieniał się miejscami z Podolskim, tak jak w polskiej drużynie Euzebiusz Smolarek i Jacek Krzynówek. Jest jeszcze David Odonkor, ale to sprinter do zadań specjalnych, a nie piłkarz na cały mecz. Musi dostać dobre podanie, żeby wygrać pojedynek z obrońcą – tak jak zrobił dwa lata temu w Dortmundzie, gdy po błędzie Dariusza Dudki asystował przy golu Olivera Neuville’a.
– Podolski z lewej, Schweinsteiger z prawej – to najodważniejszy wariant. Gdyby trenerem był nadal Klinsmann, na pewno by się na niego zdecydował, ale Löw jest bardziej zachowawczy – tłumaczy Hauke Richters z „Nordwest Zeitung”.
Trener Niemców boi się ryzyka, bo niemiecka obrona nie zawsze gra pewnie. Christoph Metzelder z Realu wpada z jednej kontuzji w drugą i brakuje mu właściwego rytmu. Wysokiego Pera Mertesackera trudno pokonać w walce w powietrzu, ale im bliżej ziemi, tym szansa na błąd jest większa. Marcell Jansen, jak Wawrzyniak, zagra przede wszystkim dlatego, że jest lewonożny. Dzięki temu Philipp Lahm będzie mógł być ustawiony z prawej strony, gdzie czuje się najlepiej.
W bramce na pewno stanie w niedzielę Jens Lehmann, który wprawdzie w Arsenalu grał w tym sezonie tak rzadko, że zbuntował się i odszedł z klubu, ale w reprezentacji od czasów Klinsmanna jest numerem jeden.
Sami Niemcy przyznają, że mają tylko jednego piłkarza klasy światowej, Michaela Ballacka
Za rządów Löwa nic się nie zmieniło. Zabierając do Austrii i Szwajcarii młodego Rene Adlera z Bayeru Leverkusen, a nie Timo Hildebranda z Valencii, trener dał sygnał, że obsada bramki nie podlega dyskusji.
Lehmann razem z Christophem Metzelderem, Ballackiem i Klose tworzą oś drużyny, jak u Leo Beenhakkera Boruc, Bąk, Lewandowski i Żurawski. Właśnie tych czterech polskich piłkarzy wymienia jako najważniejszych asystent Löwa Hans-Dieter Flick.
– Znamy świetnie ich możliwości, wymowę nazwisk też, bo poprosiliśmy o pomoc Lukasa Podolskiego – żartuje Flick i chwali polską drużynę. – Na odprawach z piłkarzami analizowaliśmy materiały na temat Polaków z ostatnich dwóch lat. Pod ręką Beenhakkera ta drużyna nabrała holenderskiej mentalności, nastawia się na atak, jest bardzo dobrze zorganizowana.
W piątek trenerzy i wszyscy niemieccy piłkarze dostali esemesa od Klinsmanna z życzeniami powodzenia w meczu w Klagenfurcie. W polskiej kadrze po wyjeździe Błaszczykowskiego daleko do sielanki, ale to wszystko pójdzie w zapomnienie w niedzielę o 20.45.
Leo Beenhakker jeszcze nigdy nie wygrał meczu w wielkim turnieju, ale w mundialu 1990 r. Holendrzy byli zbyt skłóceni z sobą i trenerem, by odnieść sukces, a Trynidad i Tobago w mundialu 2006 po prostu za słaby. W pierwszym meczu potrafił jednak zremisować bezbramkowo ze Szwedami. W niedzielę Polakom też wystarczy nie przegrać.
Selekcjoner piłkarskiej reprezentacji Polski poczuł się w obowiązku przeprosić za to, co napisał „Super Express”. Uczynił to w czwartek podczas konferencji prasowej. Za te przeprosiny i „piękne sportowe gesty” podziękował Beenhakkerowi rzecznik prasowy niemieckiego rządu Ulrich Wilhelm. „Nie chcę komentować tego, co ukazało się przed paroma dniami w polskiej prasie. Nie ma już cenzury i wszyscy mogą pisać, o czym tylko chcą. Polsko-niemiecka przyjaźń nie może na tym ucierpieć. Pracuje nad nią od wielu lat mnóstwo osób i oba rządy podchodzą do niej priorytetowo” – podkreślił Wilhelm.
Polski brukowiec wydrukował zdjęcie Beenhakkera trzymającego ociekające krwią odcięte głowy Michaela Ballacka i Joachima Löwa z podpisem: „Leo, przynieś nam ich głowy”.
w.m., pap
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA