fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Zbuntowane zakonnice pozostają w ukryciu

Józef Łoziński przed domem, w którym przebywały byłe zakonnice
Fotorzepa, Rob Robert Gardziński
Gdzie są byłe betanki? Mieszkańcy Wyszkowa udzielili wielu wywiadów, choć żaden z nich kobiet nie widział
– Od kiedy helikopter telewizji zaczął fruwać nad miastem, o tych betankach tylko się mówi. A widział kto te kobiety? – zastanawia się Józef Łoziński, emeryt.
Od ponad 40 lat mieszka w 27-tysięcznym Wyszkowie, ale tylu kamer i dziennikarzy w mieście nie widział nigdy. Nie może pojąć, skąd takie zainteresowanie miejscem ukrycia byłych zakonnic ze Zgromadzenia Sióstr Rodziny Betańskiej. Domniemanego ukrycia.
Pani Maria mówi, że słyszała o jakiejś sekcie. Pan Władysław wie więcej, bo przyglądał się relacji TVN 24, która ujawniła, gdzie ostatnio ukrywały się byłe zakonnice. – Były tu dwa – trzy miesiące. Mieszkały na pierwszym piętrze. Same sobie gotowały, prały i sprzątały – mówi. Teraz przed trzykondygnacyjnym budynkiem przy ul. Prostej jest już spokojniej. Wprawdzie kręcą się tu dziennikarze, ale nie ma już takiej sensacji. I helikoptera.
Po byłych betankach też ani śladu. Wywieźli je autobusami, uciekły, schowały się w piwnicach, jak przycichnie – wrócą – powtarzanych na ulicy wersji jest wiele. Także o tym, co kobiety robiły w Wyszkowie po tym, gdy w październiku ubiegłego roku zostały zmuszone do opuszczenia klasztoru w Kazimierzu Dolnym.
Dorabiały w aptece, czyściły konie w stadninach swojego gospodarza. Niektórzy mówią, że raz w tygodniu dostawały autobusem paczki z żywnością. Czasem, w parach, wychodziły na targ. Nie rzucały się w oczy.
Krzysztof Falba, wyszkowski przedsiębiorca, o byłych betankach usłyszał w lutym od znajomej z Lublina. – Powiedziała, że szukają schronienia. Miałem wolną kondygnację, 300 metrów, to postanowiłem pomóc – opowiada „Rz”. Zrobił to bez wahania, bo wcześniej miał sen: – Usłyszałem głos: „Zajmujesz się tylko końmi i biznesem. Pomógłbyś w końcu potrzebującym”. Zlekceważyłbym go, gdyby nie telefon od znajomej.
Niektórzy mówią, że kobiety dostawały autobusem paczki z żywnością
O kobietach, które przyjął pod swój dach, mówi: – Anioły, nie ludzie. Jak trzeba było, pomogły, potem odpoczywały. Miały swój samochód, jeździły, gdzie chciały, po całym kraju.
O eksmisji kobiet z Kazimierza zdecydował w ubiegłym roku sąd. Wcześniej zostały wykluczone ze zgromadzenia za nieposłuszeństwo wobec decyzji Stolicy Apostolskiej dotyczącej mianowania nowej przełożonej. Nie mogły zaakceptować, że Jadwiga L. przestanie być ich „matką”. Wolały sprzeciwić się Watykanowi.
Kilka dni po eksmisji słuch po nich zaginął. Aż do ubiegłego tygodnia, kiedy prokuratura (prowadzi śledztwo w sprawie naruszenia miru domowego w klasztorze) ujawniła, że odnalazła 53 kobiety. Miejsce ich pobytu miało pozostać tajne. Było do czwartku, kiedy w TVN 24 pojawiła się informacja, że dziennikarze je znają.
– To fenomen, że w tak małym mieście nikt nie zauważył, iż mamy gości. Żadnych plotek. Ludzie zaczęli mówić, jak zjawiła się telewizja – mówi „Rz” dziennikarka „Nowego Wyszkowiaka” Sylwia Bardyszewska. Burmistrz Grzegorz Nowosielski też o niczym nie wiedział. Przyznaje jednak, że wizyta ogólnopolskich mediów go cieszy: – Może teraz będziemy się lepiej kojarzyć. Kiedyś mówiło się o miejscowej mafii, może teraz dzięki betankom łatwiej będzie się nam wypromować.
Krzysztof Falba zapewnia, że kobiet już u niego nie ma. – Wróciły do Kościoła, są pod opieką biskupa – mówi enigmatycznie. Mieszkańcy szepczą, że chodzi o biskupa łomżyńskiego Stanisława Stefanka. Kuria odmawia jednak „Rz” komentarza.
Proboszcz ksiądz Waldemar Krzywiński nie chce rozmawiać z dziennikarzami. – To nie mój problem – ucina.
Masz pytanie, wyślij e-mail do autora: t.niespial@rp.pl
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA