fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Felietony

Czerwony dywan przed start-upem

materiały prasowe
Duży międzynarodowy koncern ze znaną na świecie marką, który może stworzyć setki nowych miejsc pracy – dla większości przedstawicieli lokalnych władz tak właśnie wygląda wymarzony inwestor, którym z dumą można się pochwalić na stronie internetowej albo na targach za granicą.
O takiego inwestora zabiegają rządowe agencje, prezydenci i burmistrzowie władz, wsłuchując się w oczekiwania dużych firm i starając się im nieba przychylić. Nowa droga, uzbrojenie terenu, a może poszerzona specjalna strefa ekonomiczna z opcją ulg podatkowych? Nie ma problemu – tym bardziej że inwestor często nie kryje, że może przebierać w ofertach. Krajowe firmy, zwłaszcza te małe, do niedawna mogły tylko marzyć o takim wsparciu i potem, w lokalnych klubach organizacji biznesowych, ponarzekać na niesprawiedliwość losu.
Ostatnio jednak coraz częściej również przed nimi lokalne władze rozkładają czerwony dywan, chociaż nie w postaci ulg, ale ekosystemu wsparcia biznesu, szczególnie ambitnych start-upów, które chcą dogonić Facebooka czy Ubera. Takim czerwonym dywanem jest Innopolis Wrocław – Wrocławski Park Technologiczny, gdzie młode, nowatorskie firmy mogą testować swoje pomysły na biznes w laboratoriach i na urządzeniach, na które same nie mogłyby sobie pozwolić.
Wsparta środkami z Unii Europejskiej moda na parki technologiczne, inkubatory przedsiębiorczości czy działające pod inną nazwą centra rozwoju biznesu może świetnie uzupełniać ofertę wsparcia kierowaną do dużych inwestorów. Tym bardziej że inwestycja w takie skupiska start-upów może się okazać mniej ryzykowna, a nawet mniej kosztowna niż pomoc dla jednego czy dwóch gigantów. Ze wsparcia skorzystają bowiem dziesiątki albo setki „maluchów", z których część nadspodziewanie szybko może przejść z wagi piórkowej do ciężkiej. Przykład wielu czołowych dzisiaj marek technologicznych dowodzi, że w XXI wieku w ciągu kilku czy kilkunastu lat można osiągnąć globalną skalę i wypchnąć z czołówki biznesowych rankingów uznanych przez dekady potentatów.
Jak podkreślają eksperci od innowacji, inwestycje w parki, centra technologiczne czy inkubatory biznesu dają dużo większą szansę na zwiększenie innowacyjności gospodarki niż rządowe programy z hojnym dofinansowaniem dla konkretnych firm. To drugie lepiej jest zostawić prywatnym funduszom seed capital czy venture capital, kierując publiczne pieniądze na stworzenie środowiska i warunków sprzyjających innowacjom w konkretnych miastach. W ten sposób można przyciągnąć dynamiczne start-upy oraz zdolnych, pomysłowych ludzi z różnych stron kraju i świata. Za nimi zjawią się inwestorzy. Także ci duzi – którzy zamiast czerwonego dywanu wolą talenty z pomysłami.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA