fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Dryfowanie kontrwywiadu

Antoni Macierewicz
Fotorzepa, Seweryn Sołtys
Nowe kierownictwo kontrwywiadu wojskowego nie musi nawet przeprowadzać szerokiej akcji zwolnień. Najlepsi specjaliści sami odchodzą, a pozostałych ogarnia marazm – pisze publicysta Tomasz Sakiewicz
Na fali zmian po usunięciu rządowej ekipy PiS jedne z najpoważniejszych czystek dotknęły wojskowy kontrwywiad, głęboko wstrząsając tą instytucją. Niemal nikt jednak przeciw tym czystkom nie protestował – zamiast tego media epatowały Polaków osobą Antoniego Macierewicza oraz domniemanymi sensacjami na temat raportu o likwidacji WSI.
Przypomnijmy, że jeszcze w 2005 r. zarówno PiS, jak i PO były zgodne co do tego, że dotychczasowe wojskowe służby specjalne (WSI) muszą ulec likwidacji. W kampanii wyborczej nie pojawiły się pod tym względem istotne różnice (wyjątkiem był tu Bronisław Komorowski broniący części dorobku WSI). Po objęciu władzy przez PiS początkowo krytyka opozycji skupiła się na ówczesnym szefie MON Radosławie Sikorskim, którego powołanie uznawano za błąd. Dopiero uczynienie głównym likwidatorem WSI Antoniego Macierewicza zmieniło ten obraz. Sikorski, od lat skonfliktowany z Macierewiczem, okazał się dla opozycji i większości mediów mniejszym złem. Krytyka głównego likwidatora była tym łatwiejsza, że łączyły go dobre relacje z szefem rozgłośni Radia Maryja. W dodatku podjął się samobójczej roli – przygotowania raportu z likwidacji WSI. Podstawową cechą raportu było to, że każdy jego autor musiał się znaleźć w ogniu krytyki bez względu na zawartość tego dokumentu. Raport dotykał nie tylko interesów wszechpotężnych ludzi z wojskowych służb, ale także dziennikarzy, biznesu i polityków. W dodatku to, co dla autorów raportu było oczywiste, nie musi być przekonujące dla sądów, które rozpatrują procesy o zniesławienie i ochronę dóbr osobistych. Sprawę utrudniało dodatkowo poruszanie się po polu tradycyjnie objętym tajemnicą państwową. W takiej sytuacji nawet bezbłędnie stworzony dokument wywołałby lawinę krytyki.
Przecieki do mediów robią wrażenie kontrolowanego strumienia mającego skompromitować SKW i gloryfikować byłych oficerów WSI
O ile więc ataki na Macierewicza za raport była pewnie nieuniknione, o tyle nie ma chyba żadnego powodu, aby krytykować go jako szefa Służby Kontrwywiadu Wojskowego. Wbrew doniesieniom polskich mediów ideę opcji zerowej w wojskowych służbach NATO-wscy eksperci przyjęli z ogromnym uznaniem. Polskie służby, szczególnie wojskowe, do 2005 r. były bowiem w strukturach paktu północnoatlantyckiego obiektem specjalnej troski.
Już sam fakt, że niemal wszyscy aresztowani w Polsce szpiedzy wywodzili się z WSI, powodował, że nasze służby były na cenzurowanym. Dodatkowo zachodnim ekspertom od bezpieczeństwa przeszkadzał fakt, że wielu oficerów tych służb kończyło moskiewskie szkoły, a ich nazwiska pojawiały się przy okazji nielegalnych transferów handlu bronią, prania brudnych pieniędzy itp. Nie było możliwości, by służby zreformowały się same. Konieczna była więc całkowita wymiana kadr.
Nie oznaczało to oczywiście, że wszyscy oficerowie nowej SKW musieli przyjść z zewnątrz. Mało znany jest fakt, że w SKW awansowali przede wszystkim ludzie, którzy mieli już jakiś dorobek w wojsku. Ale awansowano ich po przeprowadzeniu bardzo ostrej weryfikacji. Jednym z jej kryteriów było odrzucenie oficerów po sowieckich szkołach służb specjalnych. Do SKW ściągnięto też rzeszę nowych ludzi, ale wbrew doniesieniom niektórych gazet nie byli to kilkunastoletni harcerze, ale młodzi informatycy czy prawnicy.
Przyjęto też bardzo doświadczonych specjalistów z dziedziny kryptografii. W wielu przypadkach byli to najwybitniejsi polscy uczeni mający zapewniony byt w prywatnych firmach, a podejmujący się nowego zadania ze względu na poczucie misji i niezwykłe możliwości działania. Główne zarzuty rozpowszechniane przez obecną ekipę rządzącą szybkich awansów oficerskich w SKW dotyczyły nie oficerów operacyjnych, ale właśnie ściągniętych do kontrwywiadu specjalistów.
Oficerami operacyjnymi zostawało się po wielomiesięcznych szkoleniach i spełnieniu wyśrubowanych jak nigdy dotąd kryteriów. Dlatego przecieki do mediów były raczej efektem kompleksów starych oficerów WSI – nieporównanie gorzej wykształconych niż ich młodsi koledzy z nowej ekipy.
O skali problemu dobitnie świadczył fakt, że WSI opierały się nie tylko na oficerach po moskiewskich szkołach, ale korzystały także z posowieckich systemów informatycznych, a nawet zakorzenionych kapitałowo w Rosji firm komputerowo-kryptograficznych. To wszystko zostało zastąpione albo firmami polskimi, albo polonijnymi z państw NATO.
Wbrew medialnym zarzutom nie jest znany żaden poważny przeciek informacji z SKW za czasów Antoniego Macierewicza. Przecieki, jeżeli już miały miejsce, dotyczyły raportu i pojawiły się dopiero, gdy trafił on do rąk polityków.
Zupełnie inaczej sytuacja wygląda dziś. Informacje podawane w mediach (przede wszystkim w „Gazecie Wyborczej” i „Dzienniku”), choć często są bardzo nieprecyzyjne, robią wrażenie kontrolowanego strumienia mającego skompromitować SKW i gloryfikować byłych oficerów WSI.
W ramach czystek w SKW zastąpiono mianowanych w czasach Macierewicza oficerów starymi wypróbowanymi albo z WSI, albo też z ABW. Awansują przede wszystkim ludzie z dawnego Zarządu II Sztabu Generalnego i WSW.
Nowe kierownictwo nie musi nawet przeprowadzać szerokiej akcji zwolnień. Najlepsi specjaliści odchodzą, a pozostałych ogarnia marazm. Gigantyczna ilość przecieków, które miały skompromitować poprzednie kierownictwo służb i rząd Jarosława Kaczyńskiego, dodatkowo paraliżuje SKW.
Żołnierze żyją z poczuciem tymczasowości i niepewności co do stawianych im przez państwo celów. W dodatku nowe kierownictwo SKW całkowicie sparaliżowało działania komisji weryfikacyjnej, blokując jej dostęp do informacji.
Wszystko to pogłębia jeszcze tymczasowość i dezorientację. Jedyna konstytucyjnie odpowiedzialna osoba w rządzie za służby specjalne, premier Donald Tusk, albo z braku czasu, albo też kompetencji ogranicza się do epatowania mediów nazwiskami Antoniego Macierewicza i Jana Olszewskiego bez choćby próby zrozumienia bardzo trudnej sytuacji oficerów SKW. Pozostaje więc jedynie dryfowanie.
Za czasów rządu Jarosława Kaczyńskiego wojskowe służby przestały szkodzić swojemu państwu. Obecnie również jego wrogom.
Autor jest redaktorem naczelnym „Gazety Polskiej”
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA