fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze ekonomiczne

Pożyteczne jarzmo liczydeł

Piotr Aleksandrowicz
Fotorzepa/Waldemar Kompała
Przed tygodniem obiecałem, że napiszę o wykładzie pod frapującym tytułem „Wolna myśl w jarzmie liczydeł", który wygłosił go na sympozjum zorganizowanym przez prof. Jerzego Hausnera profesor Karol Modzelewski, historyk- mediewista. Obietnicy dotrzymuję.

Profesor Modzelewski skrytykował reformy edukacji, które są, jak powiedział, produktem globalizacji. Przeszczepione ze świata do Polski skłaniają do działań dających się policzyć i ograniczają samodzielne myślenie. W całym cyklu edukacyjnym takim działaniem stało się testowanie. Od szkoły podstawowej do studiów wyższych nie ma już samodzielnych wypracowań, są testy. Nie oczekuje się dziś w szkole mędrkowania i szukania dziury w całym, lecz tylko wyboru. Nie oczekuje się stawiania pytań, które są przejawem suwerenności w myśleniu. Zadawanie pytań należy do zwierzchności, a nie do ucznia, nawet nie do wykładowcy - wszak testy płyną z góry.

Podobnie - reforma bolońska, w wyniku której na uczelniach wyższych przez trzy lata wtłacza się wiadomości i wiedzę encyklopedyczną, a dopiero potem, ewentualnie, przez dwa lata uczy samodzielnego myślenia.

I wreszcie trzeci problem - nowe zasady zarządzania nauką, rozliczania, parametryzacja - słowem granty. Ocena pracy naukowca odbywa się na podstawie mierników dających się zliczyć, na przykład cytowań w wybranych czasopismach. Zlicza się - jak to nazwał prof. Modzelewski - kliknięcia, a przecież wiadomo, że zliczać można tylko zjawiska jednorodne. Tymczasem kliknięcie może być pozytywne i negatywne.

Wiara w technokratyczny pogląd na świat, że wybór wartości też może być liczony, prowadzi do dyktatury grantów. W konkursie na granty chodzi o dopasowanie się do gustu grantodawcy. W tym systemie Einstein nie miałby szans. Nauka ma być rentowna, ma przekładać się na wyniki gospodarcze. To ma sens w badaniach aplikacyjnych, technologicznych, ale dla nauk podstawowych jest to pomysł szkodliwy.

Jak z tego wyjść? Wielkie uczelnie powinny odrzucić system boloński i prowadzić jednolite studia magisterskie. Jeśli zaniedbamy kształcenie elit - źle na tym wyjdziemy.

Streściłem notatki z wykładu profesora Modzelewskiego. Na pierwszy rzut oka wydaje się to głos z naukowej wieży z kości słoniowej. Ale kliknięcia jako miara wartości człowieka, tego co mówi, myśli, pisze - przecież to zjawisko istotnie w 20 lat opanowało świat. Orwell z Huxleyem nie wymyślili tego, ale coś w tym jest z ducha ich wizji.

Główny problem jaki mam z tym, co mówił prof. Modzelewski, nie polega na tym, że mój rozum inżyniera burzy się na lekceważenie rachunków, miar efektywności i porównywania kosztów z efektami. Nawet nie odrobina, ale czasem całkiem sporo szaleństwa potrzebne jest także w biznesie. Innowacyjność można mierzyć, ale nie da się stworzyć wynalazków tylko na podstawie rachunków.

Mój problem z protestującymi przeciwko jarzmu liczydeł polega na tym, że ich ideowość czasami okazuje się zwykłym chciejstwem, które służy indywidualnemu interesowi, albo usprawiedliwieniu strat finansowych, czy w warunkach życia obywateli. Wydaje mi się, że agresywne „mierz siły na zamiary" prowadzi częściej do marnotrawstwa sił i środków, niż do sukcesu ekonomicznego. Zaś „dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane" świetnie opisuje, co dzieje się wówczas, gdy jarzmo liczydeł kurzy się w kącie.

Ten ostatni akapit nie dotyczy rzecz jasna profesora Modzelewskiego. Raczej leniwych wyrobników nauki, a przede wszystkim polityków i urzędników publicznych , którzy w swojej wieżyczce z kości słoniowej opowiadają banialuki o rzekomych społecznych racjach, jakie stoją za ich decyzjami czy pracą, nawet jeśli produkują straty. Piotr Aleksandrowicz

Źródło: ekonomia.rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA