fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Otwarcie filii kancelarii prawniczej w mieście powiatowym

Mariusz Papalczyk
Fotorzepa
Dobrym rozwiązaniem jest otwarcie filii w mieście powiatowym. Wystarczy tam być dwa razy w tygodniu.

Rzeczpospolita: Czy ma pan jakiś przepis na sukces na rynku usług prawnych?

Mariusz Paplaczyk, adwokat: Dzisiaj adwokat bez Facebooka, dobrej strony internetowej i bez pomysłu na siebie ginie. Rodzą się więc specjalizacje i strony internetowe poświęcone konkretnym problemom prawnym. Już nie wystarczą strony internetowe samych kancelarii. Jeśli więc ktoś zna się na pozwach zbiorowych, tworzy stronę poświęconą tej problematyce. Jeśli ktoś jest dobry w sprawach medycznych, powinien zaprezentować na swojej witrynie, że ma za sobą kilka trudnych i że je wygrał. Szczególnie warto się pochwalić sprawami, które zakończyły się uchwałą Sądu Najwyższego czy nawet zmianą prawa.

Czyli warto się specjalizować?

Oczywiście. Warto zainteresować się prawem ochrony środowiska, internetu, bankowym, obsługą administracji samorządowej czy nawet mandatami od straży miejskiej. Skończyły się czasy, że jest się prawnikiem i od rozwodów, i od przetargów publicznych.

Nawet w mniejszych ośrodkach?

Z Polską powiatową jest problem. Adwokaci i radcy prawni migrują do większych miast. W Polsce powiatowej ludzie mają zaś problem z dostępem do usług prawnych. Dlatego dobrym rozwiązaniem jest otwarcie filii w mieście powiatowym. Wystarczy tam być dwa razy w tygodniu. Nie trzeba codziennie.

Jednej recepty, jak osiągnąć sukces w zawodzie, jednak nie ma. Oczywiście ważna jest rzetelna praca i ciągłe dokształcanie, ale w dzisiejszych realiach to może nie wystarczyć. Dlatego warto wyrobić sobie nazwisko, choćby świadcząc usługi na rzecz organizacji pozarządowych.

Chyba jednak na tym się nie zarobi.

Rzeczywiście, nie ma z tego pieniędzy, ale w ten sposób można wyrobić sobie kontakty, które w przyszłości zaprocentują. Trzeba wyjść do ludzi i przez pomoc, nawet pro bono, zaistnieć na rynku. Potem przyjdą inni klienci. Sukces się sam nie pojawi.

Ja działam w Towarzystwie im. Hipolita Cegielskiego w Poznaniu. Promujemy w nim pracę organiczną. Naszym hasłem jest „Labor omnia vincit" – praca wszystko zwycięży. Tylko ciężką pracą można zbudować sobie pozycję na rynku, także rynku usług prawnych.

Czy warto się podejmować trudnych, głośnych spraw?

Ktoś kiedyś powiedział, że nie ma co brać przegranych spraw, ale to nieprawda. Sprawa jest jeszcze trudniejsza, gdy interesuje się nią opinia publiczna. Cały warsztat adwokacki jest wówczas poddany krytyce. Adwokat nie powinien nikomu odmawiać pomocy prawnej. Trzeba się jednak liczyć z tym, że kiedyś poniesie się spektakularną porażkę.

Obsługiwał pan taką bardzo głośną sprawę Jakuba T. Było ciężko?

Tak, było bardzo ciężko, bo sprawą zajmowałem się niemal na początku mojej kariery w zawodzie. Była trudna. Okazało się nawet, że w dużych ośrodkach uniwersyteckich odbywały się posiedzenia połączonych katedr, by porozmawiać o problemie prawnym, który wypłynął na kanwie tej sprawy. Problem dotyczył przekształcenia wymiaru kary, który przekraczał zagrożenie ustawowe w Polsce, gdy ma być odbywana w naszym kraju. Jakub T. został skazany w Wielkiej Brytanii na karę podwójnego dożywotniego pozbawienia wolności za gwałt na Brytyjce i jej pobicie. W Polsce grozi za to maksymalnie 12 lat pozbawienia wolności.

W wyniku prowadzonej przeze mnie sprawy zmieniono kodeks – wprowadzono rozwiązanie, zgodnie z którym, jeżeli kara orzeczona w innym kraju Unii Europejskiej przekracza maksymalne ustawowe zagrożenie przewidziane w polskim prawie, to polski sąd obniża ją do tej maksymalnej wysokości.

Czy obecnie prawnicy powinni rzeczywiście znać biegle kilka języków obcych?

Nie muszą, ale w ten sposób zostaną pozbawieni części klientów. Wiele spraw, nawet niewielkich, ma obecnie charakter transgraniczny. Polacy osiedlają się w Wielkiej Brytanii i w innych państwach Unii. W tych krajach mają problemy z opieką nad dziećmi, rozwodzą się, ale też popełniają przestępstwa. Chętnie korzystają z usług polskich prawników.

Trudno więc sobie wyobrazić, że prawnik nie zna przynajmniej jednego języka obcego. Najczęściej jest to angielski. Znajomość drugiego języka obcego jest także pożądana. Ożywia się współpraca gospodarcza między Polską a Afryką. Warto więc też znać francuski czy portugalski. Również znajomość niedocenianego przez lata rosyjskiego jest obecnie atutem.

Na rynku pojawia się coraz więcej ofert kursów języka prawniczego oraz certyfikatów potwierdzających jego znajomość. Dostęp do wiedzy nie jest więc trudny.

Czy warto się angażować w życie publiczne? Wielu prawników tak robi. Za przykład może tu posłużyć chociażby mecenas Jacek Wilk, który startował w wyborach prezydenckich.

Tak. Apeluję do wszystkich kolegów prawników – adwokatów i radców prawnych, by brali udział w życiu publicznym. Potrzeba nas w parlamencie. Boli, że polskie prawo jest tak często uznawane za niekonstytucyjne przez Trybunał.

Adwokaci są zobowiązani do obrony praw i wolności. Potencjał młodych ludzi powinien zostać zagospodarowany w organizacjach pozarządowych. Prawnicy powinni zabierać głos czy to na Facebooku, czy na Twitterze. Mogą zostać łatwo zauważeni. Dlatego powinniśmy publikować swoje stanowiska w sprawie zmian prawa. Taka działalność przerodzi się w rozpoznawalność, która z kolei przyciągnie do nas klientów.

—rozmawiała Katarzyna Wójcik

Mariusz Paplaczyk, poznański adwokat z kancelarii Wiza Paplaczyk Adwokacka Spółka Partnerska

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA