MATERIAŁ PARTNERA: PPL

Przez ostatnie 30 lat Polska niemal perfekcyjnie odgrywała rolę pojętnego ucznia. Byliśmy niesamowicie sprawnym podwykonawcą na wielkim, europejskim placu budowy, a naszym głównym paliwem wzrostu była dobrze wykształcona, ale wciąż relatywnie tania siła robocza. Dziś to paliwo po prostu się wyczerpało. Awansowaliśmy do grona 20 największych gospodarek świata i musimy zrewidować nasze podejście, bo stara klatka, w której mieściły się nasze ambicje, zrobiła się zdecydowanie za ciasna. Ostatnie lata, naznaczone pandemią, wojną w Ukrainie i rwaniem się łańcuchów dostaw, uświadomiły nam jedno: zależność od zagranicznych dostawców w kluczowych sektorach przestała być tylko problemem ekonomicznym. Stała się realnym zagrożeniem dla bezpieczeństwa i suwerenności państwa.

Polska wchodzi do gry

Widać to bardzo wyraźnie w branży lotniczej. Lotnisko to przecież nie jest zwykły dworzec, lecz infrastruktura krytyczna, która musi działać bez przerw, 24 godziny na dobę, stanowiąc krwiobieg nowoczesnego państwa. W dobie narastających napięć geopolitycznych w Polskich Portach Lotniczych zrozumieliśmy, że musimy zmienić zasady gry i zająć miejsce przy stole, przy którym te zasady się pisze. Kończymy z erą biernego reagowania na kryzysy i kupowania gotowych rozwiązań z półki. Wkraczamy w czas, w którym to Polska staje się głównym rozgrywającym na europejskim rynku transportowym. Narzędziem, które pozwala nam tę wizję zrealizować, jest mądra, nowocześnie pojmowana doktryna local content.

To nowe podejście już teraz wywołuje nerwowe reakcje u naszych sąsiadów, co jest najlepszym dowodem na to, że obraliśmy słuszny kurs. Najbardziej wymownym przykładem jest sytuacja w Wiedniu. Tamtejszy port lotniczy, po latach przygotowań, zdecydował się wstrzymać budowę trzeciego pasa startowego wartego 2 miliardy euro, odkładając decyzję aż do 2040 roku. Oficjalnie mówi się o analizach rynkowych, ale nieoficjalnie w kuluarach wiedeńskiego lotniska wybrzmiewa jedno słowo: Polska. Zachód wstrzymuje oddech i inwestycje, widząc, że nad Wisłą powstaje najsilniejszy system transportowy w tej części globu. Nasza determinacja w budowie Portu Polska i konsekwentna modernizacja Lotniska Chopina paraliżują plany konkurencji, przesuwając lotnicze centrum ciężkości Europy Środkowej właśnie do nas. To już nie jest tylko rywalizacja o pasażera, to walka o to, kto będzie rozdawał karty w logistyce całego regionu.

Podobny obraz wyłania się, gdy spojrzymy na Berlin. Podczas gdy tamtejsza infrastruktura zmaga się z problemami operacyjnymi i stagnacją, polskie lotnictwo w 2025 roku urosło o ponad 14 procent. To tempo niemal trzy razy szybsze niż średnia europejska. Jesteśmy tygrysem, którego nie można już dłużej trzymać w klatce z napisem „brak przepustowości”. Jeśli sami nie stworzymy sobie warunków do wzrostu, nasze zyski i nasz potencjał przejmie właśnie Berlin czy Wiedeń. Ale my nie chcemy już tylko pasywnie dostarczać pasażerów do zagranicznych hubów. Chcemy, by to Polska stała się główną bramą do Europy dla wschodzących potęg, takich jak Wietnam czy Indonezja, które według prognoz do 2050 roku będą wśród liderów w światowym transporcie.

Czytaj więcej

Port Polska ma być hubem bezpieczeństwa

Polonizacja łańcuchów dostaw

Samo pojęcie local contentu, które stanowi fundament tej ekspansji, bywa mylnie rozumiane jako archaiczny, zamykający rynki protekcjonizm. Powtarza się mit, że wspieranie rodzimego biznesu na wielką skalę wymagałoby wywrócenia do góry nogami prawa zamówień publicznych czy wchodzenia w ostry spór z unijnymi dyrektywami. To po prostu nieprawda. Obecne przepisy dają nam, jako dużym zamawiającym, w pełni wystarczające narzędzia, by inteligentnie promować firmy, które budują realną wartość nad Wisłą. Nie chodzi nam o to, by twardo zakazywać zagranicznym korporacjom udziału w polskich megaprojektach. Chodzi o polonizację łańcuchów dostaw. Chcemy, by globalni giganci, którzy stają do przetargów na budowę naszej infrastruktury, zapuścili w Polsce głębokie korzenie. Premia trafia dziś do tych, którzy otwierają u nas swoje centra badawczo-rozwojowe, zatrudniają polskich inżynierów i dzielą się unikalnym know-how poprzez celowe konsorcja z lokalnymi wykonawcami.

Sztuką jest sprawić, by miliardy wydane na inwestycje ostatecznie owocowały u nas, budując potęgę polskich firm, które z czasem same ruszą na podbój globalnych rynków. Zamiast ślepo patrzeć na najniższą cenę, zaczynamy wreszcie premiować bezpieczeństwo i odporność. Wykorzystujemy legalne mechanizmy, takie jak wymóg zlokalizowania serwisu na terytorium kraju czy oceny śladu węglowego, które w naturalny sposób promują lokalność. Najlepszym dowodem na to, że kapitał państwowy potrafi być wybitnym menedżerem, jest to, co dzieje się obecnie w Polskich Portach Lotniczych. Jako zarząd PPL definitywnie odrzuciliśmy dawną logikę, w której nasza spółka miała być sprowadzona jedynie do roli „dawcy organów” w postaci najcenniejszych aktywów. Dziś jesteśmy bijącym sercem projektu Port Polska i jako inwestor strategiczny dyktujemy warunki na rynku.

Już dziś możemy twardo wymagać od zagranicznych dostawców transferu technologii. Ale idziemy o krok dalej, zamieniając PPL w interdyscyplinarną grupę kapitałową, która wejdzie odważnie na rynek nieruchomości i IT. Chcemy odpowiadać za zagospodarowanie nie tylko Airport City w otoczeniu nowego lotniska w Baranowie, ale też gigantycznych terenów Warszawy, które zostaną uwolnione po Lotnisku Chopina. To szansa na stworzenie najnowocześniejszej dzielnicy w tej części Europy. Zyski z tej operacji zasilą polską gospodarkę, a nie portfele zagranicznych funduszy inwestycyjnych. To właśnie jest suwerenność w praktyce – posiadanie nie tylko infrastruktury, ale i wizji jej komercyjnego wykorzystania z korzyścią dla kraju.

Czytaj więcej

Na rynku trwa walka o każdy przetarg

Wielkie wyzwania, cargo jako szansa

Niezwykle ważnym wymiarem tej transformacji jest też budowa naszej suwerenności cyfrowej. Polska zasługuje na własne, niezależne rozwiązania cyfrowe, szczególnie dla infrastruktury krytycznej. Współczesne lotnictwo opiera się na danych, dlatego jako PPL wchodzimy w rolę narodowego integratora IT. Zbudowanie własnych, niezależnych centrów danych to nasza fizyczna tarcza w cyberprzestrzeni. Gdyby globalne usługi chmurowe uległy awarii, nasz system transportowy musi działać bez najmniejszych zakłóceń. Tak właśnie rozumiemy infrastrukturalny patriotyzm XXI wieku. Nie możemy pozwolić, by krwiobieg naszej gospodarki był zależny od jednego kliknięcia w centrali za oceanem.

Infrastruktura to jednak nie tylko beton, stal i kod źródłowy. To przede wszystkim ludzie, a tu stoimy u progu naprawdę potężnego wyzwania. Zegar demograficzny tyka i w ciągu najbliższych dekad na polskim rynku po prostu zabraknie milionów rąk do pracy. By Port Polska i zmodernizowane lotniska regionalne mogły sprawnie funkcjonować, automatyzacja staje się warunkiem przetrwania, a nie tylko technologiczną ciekawostką. Musimy wykształcić nową elitę specjalistów, którzy będą zarządzać zaawansowanymi algorytmami sztucznej inteligencji. W PPL już teraz przygotowujemy szerokie badania rynku pracy, by precyzyjnie określić przyszłe potrzeby kompetencyjne i dostosować do nich system kształcenia.

To płynnie prowadzi nas do kolejnego wielkiego wyzwania, jakim jest towarowy transport lotniczy. Przez dekady polskie cargo było uśpionym gigantem. Nasza świetna produkcja wyjeżdżała ciężarówkami do Frankfurtu czy Lipska, budując tamtejszy kapitał i zasilając zagraniczne budżety wpływami z cła. Mając ułamek procenta europejskiego rynku, byliśmy jedynie dawcą kapitału dla naszych zachodnich sąsiadów. Z taką polityką właśnie kończymy. Rekordowe zwyżki obsługi towarów na naszych lotniskach pokazują, że biznes pilnie potrzebuje silnego, bezpośredniego okna na świat. Port Polska szeroko otworzy to okno.

Budowa nowoczesnej infrastruktury, oparta na mądrej egzekucji local contentu, to nie jest żaden eksperyment. To świadome wykorzystanie naszego strategicznego położenia z prawdziwą biznesową precyzją. Musimy wypuścić polskiego tygrysa z klatki biurokracji i przestarzałych norm, które dziś często są bardziej rygorystyczne niż na Zachodzie. Tylko w ten sposób Polska trwale umocni swoje miejsce w lidze największych światowych gospodarek, pozostając suwerennym twórcą reguł, z którym inni będą musieli się wreszcie liczyć. Naszym celem w PPL jest przesunięcie lotniczego i logistycznego centrum Europy nad Wisłę i robimy to właśnie teraz, z pełną konsekwencją.

Autor jest członkiem zarządu PPL S.A. ds. finansowo-handlowych