fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze wyborcze

Duda łagodniej o Putinie

Andrzej Stankiewicz
Waldemar Kompała/Fotorzepa
Podczas starcia w TVN Andrzej Duda tak bardzo chciał odpowiedzieć na wszystkie haki, które przeciw niemu zastosował w pierwszej debacie Bronisław Komorowski, że nie potrafił zareagować na większość nowych ataków

Przez większość drugiej debaty prezydenckiej kandydat PiS był w defensywie. Wyraźnie próbował nadrobić wpadki z pierwszej debaty, w której Komorowski zaskoczył go, zarzucając m.in. blokowanie etatu na Uniwersytecie Jagiellońskim, który mógłby przypaść młodemu naukowcowi. Duda odczytał dokumenty z uczelni, które miały potwierdzać, że wszystko jest zgodne z prawem. Ale jednocześnie nie był dobrze przygotowany na nowy atak prezydenta, który skorzystał z doniesień medialnych i zasugerował, że Duda nielegalnie dorabiał na prywatnej uczelni w Poznaniu. Takich sytuacji w tej debacie było więcej — Duda tak bardzo chciał odpowiedzieć na dawne haki, że nie potrafił zareagować na większość nowych ataków.

Wyraźny kłopot miał z nową propozycją Komorowskiego dotyczącą wieku emerytalnego — prezydent zaproponował kilka dni temu, by można było przechodzić na emeryturę po 40 latach pracy. Duda nie potrafił wykazać, że jego propozycja powrotu do dawnego wieku emerytalnego 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn jest korzystniejsza. Ba, sam zaczął wspominać o 40 latach stażu pracy.

Komorowski zręcznie obsadził Dudę w roli obojętnego na przemoc w rodzinie, bo kandydat PiS nie umiał wytłumaczyć swych zastrzeżeń do konwencji Rady Europy dotyczącej zwalczania przemocy wobec kobiet. Duda raz mówił, że przemoc w rodzinie to wina rządów PO, innym razem — że przemocy w polskich domach wcale nie jest dużo w porównaniu z innymi krajami. „Woła do pana 100 tys. ofiar przemocy" — tę zaczepkę Komorowski miał na pewno gotową na długo zanim debata się rozpoczęła.

Po atakach Komorowskiego było widać, że sztabowcy Dudy nie odrobili lekcji. Prezydent wypomniał swemu konkurentowi m.in. jego dawne głosowania — w tym brak poparcia w Sejmie dla projektu Komorowskiego, wprowadzającego obowiązek umieszczania godła na strojach polskich sportowców, a także absencję w Parlamencie Europejskim podczas głosowanie rezolucji potępiającej prześladowanie chrześcijan w Afryce i na Bliskim Wschodzie.

Duda nie wykorzystał swojej szansy — pytań, które mógł skierować bezpośrednio do Komorowskiego. Albo zadawał pytania przewidywalne, które PiS już podnosiło nieraz, przez co prezydent był na nie przygotowany (jak kwestie podpisania przez niego 17 ustaw podnoszących podatki — co Komorowski zbił listą swych obniżek i zarzutem, że Lech Kaczyński też podpisywał podwyżki podatków), albo też nietrafione (jak dowodzenie, że na Westerplatte podczas obchodów rocznicy zakończenia II wojny światowej pojawił się drugi garnitur zagranicznych przywódców — co Komorowski zbył, przypominając obchody 25 lecia odzyskania niepodległości, na których był m.in. prezydent USA).

Najlepiej Duda wypadł, gdy mówił o kształtowaniu polityki społecznej i podatkowej tak, by ograniczać obszary ubóstwa. Zaproponował zwiększenie kwoty wolnej od podatku, co jest ukłonem wobec najmniej zarabiających, podobnie jak postulat dopłacania po 500 zł na każde dziecko w ubogich rodzinach. Zaskakujące — i ryzykowne — było złagodzenie przez Dudę stanowiska wobec Rosji. — Polacy oczekują pokoju. Nie ma potrzeby wchodzić w konflikt z Rosją — stwierdził. Kandydat PiS podkreślał wagę wymiany handlowej z Moskwą, co pokazuje, że to gest wobec rolników i producentów żywności, którzy cierpią na embargu. Dostało mu się zresztą za tę woltę od Komorowskiego. To był jeden z najbardziej gorących momentów debaty, w którym Duda zarzucił prezydentowi „kłamstwa” i „nieuczciwość”.

Przez całą debatę Komorowski był spokojniejszy — inaczej niż w pierwszym starciu. Unikał podnoszenia głosu i wymachiwania rekwizytami. Jednak i w tej debacie zagrał parę razy poniżej pasa. Podczas dyskusji o Jedwabnem wypomniał Dudzie wiersz jego teścia Juliana Kornhausera potępiający pogrom kielecki. Z kolei dopytywany o swój restrykcyjny projekt dotyczący zgromadzeń publicznych, Komorowski stwierdził, że wymierzony jest on w zadymiarzy, którzy zasłaniają twarze. „Pańscy koledzy stosują kamuflaż" — rzucił do Dudy.

Broniąc dorobku III RP, Platformy i swojego Komorowski zastrzegał: „Nie znaczy to, że wszystko w Polsce jest dobrze". To pokazuje, że wyciągnął lekcje z wyniku wyborów, które pokazały ogromne pokłady niezadowolenia.

Zwycięzcą drugiej prezydenckiej debaty prezydent został głównie dlatego, że występ Andrzeja Dudy był rozczarowujący.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA