fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o polityce

Czas gniewu

Monika Małkowska
Fotorzepa/ Ryszard Waniek
Premier Ewa Kopacz klepie same slogany

Każdy powtarza: „Żyj i dać żyć innym". Hasło, w którym pozytyw połączył się z negatywem, tolerancja zmieszała z konformizmem i obojętnością. Uwierzyliśmy. Ba! Powtarzaliśmy to jak mantrę, jak paciorek, jak „sezamie, otwórz się". Wydawało się, że to pozwoli nam żyć. Lepiej, bardziej światowo, niwecząc schedę po komunizmie.

Jednak w praktyce w ostatnich latach slogan skrócił się do słów: „Żyj kosztem innych". Na to dał zgodę neoliberalny kapitalizm. Taka jest powszechna postawa Polaków w rzekomo wolnej Polsce. Nikt z tych, którzy dorabiają się dzięki pomijaniu praw i lekceważeniu etyki, nie dostrzega wynaturzeń.

Krzywa rośnie!

„Do wyborów poszli sfrustrowani" – tłumaczy klęskę Bronisława Komorowskiego Janusz Lewandowski, europoseł, przewodniczący Rady Gospodarczej przy Premierze, odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski". „Ludzie, którzy sobie radzą, nie głosowali" – dodaje.

Bezczelność i pogarda.

Lewandowski mówi z pozycji Brukseli: tak fajnie wypadamy (my, Polacy) na tle innych krajów Unii Europejskiej. Bezrobocie maleje, mamy wzrost PKB i zarobków. Premier Ewa Kopacz klepie te same slogany – jest dobrze, a nawet lepiej. Jako żywo przypomina to słynne w PRL powiedzonko: „Krzywa rośnie!". Znaczy: uwierz w to, czego nie widać, bo rzeczywistość kłamie, a prawdę mówi statystyka.

Wiem, jak sobie „radzą" ludzie sztuki, nauki, małych prywatnych przedsięwzięć związanych z kulturą. To ci, którzy sprawili, że o Polsce było głośno w świecie z racji naszego potencjału twórczego. Dziś słuch o nich ginie, jeśli nie podpisali lojalki dla jedynie słusznej wizji kultury. Oni też giną. Tracą mieszkania, dorobek, tracą oszczędności, do których nie doszli. Nie mają żadnych zabezpieczeń socjalnych. Wstydzą się protestować – przecież mówiono im, że mają talent i że sztuka, kultura to posłannictwo. Więc milczą, po cichu żebrząc o pożyczki w instytucjach publicznych i w stowarzyszeniach twórczych. Bez szans na ich otrzymanie, zbywani wzgardą. O nich, wokół nich jest cicho.

Walka o zasiłek

Ci, którzy „sobie radzą", też siedzą cicho. Również zdolni, ale to umiejętności w służbie egoizmu, wygodnictwa, naciągania prawa. A malwersacje nie lubią ostrych świateł.

Jednak jest w ludziach (jest jednak?) elementarne poczucie sprawiedliwości, przyzwoitości, jakiegoś wewnętrznego ładu. I nawet jeśli większość nie potrafi ująć tego w słowa, to gdzieś z tyłu głowy mają świadomość, że jesteśmy świadkami niebezpiecznego zaniku praw moralnych i rozchwiania hierarchii wartości. Takich bazowych, ponadczasowych i ponadustrojowych reguł, bez których nie może długo funkcjonować żadna społeczność.

Do tego coraz bardziej powszechna staje się świadomość, że ktoś tu kogoś wykorzystał, oszukał. Co się stało, że w tych samych – rzekomo – warunkach i okolicznościach jednym żyje się luksusowo, a inni walczą o zasiłek? Chodzi o ludzi wykształconych, utalentowanych, ale – na ich nieszczęście – nieskorych do korupcji.

Ci, którzy zgarnęli więcej, niż im się należało, nazywają niezadowolenie uczciwych frustracją. Paskudne, poniżające słówko. Frustrację można olać, wyśmiać, zepchnąć w kąt. Takie określenie zamyka usta tym, którzy to i owo dostrzegli i nie chcą dłużej milczeć. I nie godzą się, że taki jest efekt „wolności".

Nie dawajcie się podpuszczać, poniżać, obrażać. To żadna frustracja – to gniew. Gniewu nie należy lekceważyć – jest groźny. Jeszcze na razie cichy, choć strajków coraz więcej. Zaczynają się w instytucjach kultury – w muzeach, teatrach, filharmoniach. Strajki w tych miejscach to nie jest roszczeniowa postawa, lecz krzyk rozpaczy.

Kiedyś to było nie do pomyślenia. Pracownicy instytucji kulturalnych i twórcy poczytywali sobie za zaszczyt, że odpowiadają za misyjną rolę kultury. Kultura jest niszczona, ludzie jej się poświęcający nie mają jak i za co się utrzymać. Dlaczego mają się bać nadejścia „czegoś jeszcze gorszego"? Dla nich najgorsze już się stało.

Trzeba się przeciwstawić

„Po co pisarze i malarze, skoro szumowiny odkryły artystów w samych sobie?" – pyta Dubravka Ugresić w eseju „Artyści i mordercy" publikowanym w ostatnim Magazynie Świątecznym „Gazety Wyborczej". W tym samym wydaniu „GW" mamy wywiad z Andrzejem Stasiukiem „iPhone'em świata nie zbawisz" opatrzony leadem: „Jaka demokracja?! Tu o najzwyklejszy egoizm chodzi. O święty spokój, a nie o demokrację. O »daj mi zarabiać i kupować i odp...rdol się ode mnie«". I jest jeszcze tekst autorstwa Magdaleny Środy, dotyczący poglądów i postawy zmarłej sześć lat temu filozofki Barbary Skargi. Tytuł: „Obywatel Kaliban się nudzi", a lead: „Filozofii zwyczajnie nie rozumie. Jeśli sztuka, to tylko ta, którą lubi. Nauka to dlań pusta zabawa. Chyba że daje szybki efekt, najlepiej produkt. Barbara Skarga o człowieku epoki bezwstydu".

Nie dawajmy na to zgody. Na brak kultury – w kulturze. Na korupcję w instytucjach budżetowych. Na nepotyzm, na dotowanie z budżetu prywatnych, cynicznie dochodowych przedsięwzięć. Na spychanie w ubóstwo wspaniałych twórców, którzy nie chcą ani nie potrafią być celebrytami.

Tak, to światowy trend, narzucony amerykanizacją. Może jest do przyjęcia w bogatszym, dojrzalszym kapitalizmie – tak jest większy wybór, polaryzacja, miejsce na rozmaite zjawiska. U nas ciasno, bez szans na powstanie rynku sztuki. Nie mamy nic do stracenia – przeciwstawmy się.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA