fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Ukręcić zgodnie z prawem - komentarz Tomasza Pietrygi

Tomasz Pietryga
Fotorzepa/Rafał Guz
Nie lubię filmu „Układ zamknięty". Nie tak dawno wyświetlany w kinach, opisywał historię niszczenia przedsiębiorstwa przez prokuratorsko-urzędniczą sitwę.

Scenariusz filmu opierał  się na prawdziwych wydarzeniach. Dla wielu był kolejnym dowodem na to, że lokalne koterie mają się dobrze, niszcząc wszystko, co stanie im na drodze. Na tej podstawie zresztą  Jarosław Gowin, ówczesny minister sprawiedliwości, skonstruował retoryczną figurę o „niszczeniu lokalnych układów w sądach".

Teza o sitwie pojawia się często, a opiera na generalizacji pewnych zjawisk, bo tak najłatwiej definiować świat, zwłaszcza jeżeli wydaje się wrogi. To są jednak uogólnienia  i budowanie dogmatów na jednostkowych przypadkach.

Niestety, z prokuraturą mam pewien problem. Gdy spojrzeć  na miliony śledztw, które prowadzi każdego roku – ich tempo, efekty itp. – wydanie kategorycznego werdyktu, że funkcjonuje źle, byłoby wręcz niesprawiedliwe. Abstrahując oczywiście od wpadek wynikających z  niedbalstwa, głupoty czy uległości. Te jednak zamykają się w promilu i trudno przez ich pryzmat dokonywać oceny.

Jest jednak grupa spraw,   dziś opisywana na łamach „Rzeczpospolitej", która może rodzić  niepokój. Kiedy na drodze śledczego staje polityk lub prominentny urzędnik. Tu nic się nie zmieniło od dekad. Mimo rozdziału prokuratury od urzędu ministra sprawiedliwości coś ciągle jest nie tak.

Ostatnio opisywana przez media  historia odsunięcia od śledztwa prokuratora, który chciał postawić zarzuty ministrowi sprawiedliwości, tylko to potwierdza. Samo odsunięcie odbywa się zgodnie z prawem, procedurami. Ot, po prostu przełożeni inaczej oceniają materiał dowodowy. Kropka.  To znany schemat.

Bo prokuratura jest instytucją zhierarchizowaną, a przełożeni mogą mieć  wpływ na prowadzone przez śledczych postępowania. Mogą im je odebrać lub nadać tym śledztwom kierunek.

Refleksja nasuwa się jedna. Mamy ustawowo niezależną prokuraturę na poziomie centralnym. Ale owa niezależność jeszcze nie  całkiem dociera do niższych struktur, zwłaszcza gdy na drodze śledztwa staje dygnitarz.  To zawsze test na prokuratorską niezależność, który ta  nieustająco oblewa.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA