fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

W sądzie i urzędzie

Rząd zyskuje dostęp do baz wyroków sądowych

Cezary Grabarczyk zyska prawo do czytania sądowych akt
Fotorzepa
Rząd zyskuje dostęp do baz wyroków sądowych. To niebezpieczny precedens zagrażający obywatelskiej wolności.

Minister sprawiedliwości i jego urzędnicy zapewniają sobie właśnie ogromne uprawnienia, które grożą nadużywaniem władzy wobec obywateli. Będą mogli sięgnąć do bazy online orzeczeń i sprawdzić szczegółowo nie tylko, czy ktoś popełnił przestępstwo, ale np. protokoły z rozpraw rozwodowych czy o ustalenie ojcostwa, dane osobowe podsądnych dotyczące np. preferencji seksualnych czy to, dlaczego upadła firma danego obywatela.

Jeśli zatem ktoś stanie się osobą niewygodną, na którą trzeba znaleźć haka, może podlegać sprawdzeniu.

W tej sprawie alarmują sędziowie. – To gorzej niż za komunizmu – ocenia Maciej Strączyński, prezes Stowarzyszenia Sędziów Iustitia. – Wtedy przynajmniej oficjalnie nikt nie miał takiego prawa.

Skąd to zagrożenie? Uchwalona w ubiegłym tygodniu ustawa sędziowska (wejdzie w życie już w tym roku) daje ministrowi prawo przetwarzania danych stron postępowania sądowego i administrowania nimi.

Sejm uchwalił przepisy pod hasłem zwiększenia nadzoru nad sądami – miały pomóc w walce z nieprawidłowościami w orzekaniu. Ale przeciwko nowemu prawu wystąpił generalny inspektor ochrony danych osobowych, domagając się wręcz ich usunięcia. Protestowali też sędziowie. Bezskutecznie.

– Jestem przekonany, że ma to służyć szukaniu haków – uważa Strączyński. Podkreśla, że w takich zbiorach znajdują się dane wrażliwe, dotyczące spraw osobistych (o rozwód, sprawy rodzinne itd.). Jeśli trzeba będzie znaleźć sposób na niewygodnego posła, sędziego czy polityka, pod ręką będzie baza. Wystarczy, że jakakolwiek sprawa danej osoby trafi do sądu.

– Jest coś jeszcze bardziej niepokojącego – mówi Łukasz Piebiak, sędzia z Warszawy. – Sędziowie gospodarczy mają dostęp do tajemnic firm. Co jeśli one wypłyną i spowodują idące w miliony szkody? – pyta sędzia.

Tłumaczy, że wtedy zapewne odpowiedzialność poniesie sąd, który nieprawidłowo zabezpieczył dane. Nikt nie będzie brał pod uwagę, że dostęp do nich ma nie tylko minister, ale także urzędnicy.

Ministerstwo Sprawiedliwości się broni. – Tylko dzięki takim uprawnieniom minister ma szansę wykonywać powierzone zadania. Nikt nie ma zamiaru nikogo śledzić. Zresztą to wręcz niemożliwe, bo co roku toczy się 10 mln spraw. O tym, że atak jest chybiony, może świadczyć też to, że akta elektroniczne dopiero się tworzą – tłumaczy „Rzeczpospolitej" Wojciech Hajduk, wiceminister sprawiedliwości. Nowe przepisy trafią teraz do podpisu prezydenta.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA