Polityka

Szorstka przyjaźń z ludowcami

Fotorzepa, Raf Rafał Guz
Związek PO z PSL to nie „strategia miłości” Donalda Tuska. Są starcia i targi. Ludowcy chcą wreszcie wyjść z cienia
Politycy PSL, pytani o koalicję, odpowiadają: – Jest wróg, wróg śmiertelny, koalicjant. Choć symbioza ludowców z PO niewiele ma z anegdotą wspólnego, partia Waldemara Pawlaka robi już bilans. – Kiedy Platforma uprawiała politykę i dobry PR, my zajmowaliśmy się administrowaniem państwem – mówią dziś ludowcy. I dodają: – Najwyższy czas, by PSL wyszło z cienia.
Ministrowie z PSL mają teraz przystąpić do medialnej ofensywy. Będą opowiadać dziennikarzom o swych planach. Podczas podsumowania prac rządu, jakie zapowiedział premier Donald Tusk, własną ocenę ministrów przedstawi też wicepremier i lider PSL Waldemar Pawlak. Ministrowie stronnictwa ocenią zaś swych zastępców, np. tych z PO.
To próba ucieczki przed wchłonięciem PSL przez silną i aktywną Platformę. – Obchodzimy się z nimi jak z jajkiem – ubolewa jeden z polityków PO. Gdy w lutym premier wyjechał na urlop, posiedzeniom rządu przewodniczył Pawlak. – Zaproponowali mu to Tusk i wicepremier Grzegorz Schetyna – opowiada poseł PO. Gdy Adam Szejnfeld, wiceminister Platformy w resorcie Pawlaka, przygotował pakiet ustaw i chciał go firmować, PO przypomniała mu, kto jest jego szefem. Choć Pawlak jest przez liderów PO traktowany ostrożnie, to w pracy nie ma taryfy ulgowej. Gdy media skrytykowały go za umorzenie kary dla J&S Energy, Tusk odebrał mu kierowanie zespołem ds. bezpieczeństwa energetycznego. Politycy PSL dyplomatycznie oceniają, że wicepremier jest zadowolony z takiego obrotu spraw, ponieważ dziedzina ta wymaga wiele pracy. – A teraz w zespole się nic nie dzieje, bo premier nie ma czasu się nim zajmować – mówią. Od kuchni lepiej też widać, że głaskany koalicjant nie zawsze jest przez PO traktowany jak najważniejszy partner. Partii Pawlaka nie było widać na uroczystej konferencji podsumowującej 100 dni rządu. Politycy PO przekonują, że nie było to celowe marginalizowanie PSL. – Przecież premier bardzo chwalił Pawlaka w czasie konferencji – mówi jeden z posłów. Liderzy PSL siedzieli w rzędach, słuchając strategii rządu Tuska. Ale ludowcy nieustannie są zaskakiwani przez PO projektami, o których koalicjant opowiada wbrew ustaleniom. Liberalna PO naciska też PSL, by rezygnowało z ważnych dla siebie spraw. Janusz Palikot chwalił się ostatnio, że jako szef komisji „Przyjazne państwo” namówił PSL do odrolnienia w miastach gruntów od VI do IV klasy. Ale na tym nie poprzestaje – wierci ludowcom w brzuchu dziurę, by zgodzili się na odrolnienie III klasy. To dla osadzonej na wsi partii ważne kwestie. Tak samo jak reforma KRUS, na którą w części PSL przystało. Tyle że zanosi się na zmiany kosmetyczne, bo na 2,3 mln rolników w Polsce objęłyby one zaledwie 947. Czy to PO odpuściła PSL? Podobnie może być w sprawie ordynacji większościowej do Sejmu. Platforma wprowadzi mieszaną, bo na taką ludowcy mogą się zgodzić. Przykłady można mnożyć. PSL ze zdumieniem odnotowało, że podczas białego szczytu PO ustaliła podniesienie składki zdrowotnej. – Nie jesteśmy przeciw, ale jeśli podnosić składkę, to tylko po uszczelnieniu całego systemu opieki zdrowotnej – mówi Stanisław Żelichowski, szef Klubu PSL. Ale sprawa składki, tak jak podatku liniowego, to kwestia odległa – odłożona o kilka lat. – Dziś nie widzę zgody PSL na podatek liniowy – mówi Stefan Niesiołowski, wicemarszałek Sejmu z PO. Partia Pawlaka jednak nie zostawia propozycji Platformy bez odpowiedzi.Strategia wygląda tak: gdy PO czymś ich zaskoczy, zgłaszają własny pomysł. Np. w odpowiedzi na pomysł zniesienia podatku Belki szybko pojawiła się propozycja, by wypuścić obligacje na finansowanie rozbudowy infrastruktury drogowej, kolejowej itp. Gdy PO walczyła z PiS o traktat lizboński, PSL zaproponowało przyznanie po 1145 zł rocznie rodzicom, którzy nie korzystają z podatkowej ulgi prorodzinnej. PSL stara się podkreślić swoją obecność. Gdy się okazało, że w sprawie traktatu może nie być w koalicji jednomyślności, w Kancelarii Premiera natychmiast zorganizowano spotkanie Tuska z Pawlakiem i marszałkiem Sejmu Bronisławem Komorowskim. Bo PSL chciało składać swoje poprawki do rządowej ustawy ratyfikującej. – Moglibyśmy składać swoje projekty, ale opozycja je na pewno poprze i wtedy koalicja będzie zagrożona – przyznaje Żelichowski. – Postanowiłem więc z przewodniczącym Klubu PO Zbigniewem Chlebowskim zacieśnić współpracę. Raz na miesiąc będą się spotykały kierownictwa klubów PO i PSL. Raz na kwartał – eksperci partii będą pracować nad rozwiązaniem „spraw trudnych”. – Gdy podpisywaliśmy ramowy program koalicji, wiadomo było, że zgadzamy się w 80 proc. spraw, w 10 proc. – na styk, a w reszcie jesteśmy daleko od siebie – mówi Żelichowski. Te „trudne sprawy” to ordynacja w przyszłorocznych wyborach do Parlamentu Europejskiego. PSL nie podoba się pomysł PO, by Polska była jednym okręgiem. Mogą wtedy nie wprowadzić nikogo do PE. – Gdybyśmy startowali w tych wyborach jako koalicja, to może być. Ale jeśli nie, to chcemy podzielić Polskę np. na pięć okręgów i głosować na nazwiska, nie na partie. To zwiększy frekwencję – tłumaczy Żelichowski. Politycy PSL podkreślają jednak, że wbrew wszystkiemu koalicja z PO jest dużo łatwiejsza od wszystkich, jakie zawierali wcześniej. Ludowcy lubią podkreślać, że mają dziś mnóstwo pracy w rządzie i w parlamencie. Są bowiem bardziej od PO doświadczeni. Janusz Piechociński, wiceprezes PSL, opowiada, że Naczelny Komitet Wykonawczy partii nie ma już nawet czasu na spotkania. Większość spraw ustala więc, odbywając narady e-mailowo i telefonicznie. Niektórzy politycy PO wieszczą, że PSL może się stać jej ludowym skrzydłem, ale Stefan Niesiołowski w to nie wierzy. – My już współrządziliśmy. Wiemy, jak to się robi – dodaje Piechociński. Masz pytanie, wyślij e-mail do autorek: d.kolakowska@rp.pl, b.waszkielewicz@rp.pl
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL