fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Czy warto być polskim prawnikiem w Anglii

Fotorzepa, Jerzy Dudek JD Jerzy Dudek
Kiedy zaczynałem, było tylko dwóch polskich prawników w Anglii widocznych w internecie, a pewnie mniej niż dziesięciu w ogóle świadczyło usługi prawne. Teraz są w każdym większym mieście - mówi adwokat Marcin Kozik.

Skąd pomysł na otwarcie kancelarii w Londynie?

Marcin Kozik: Wcześniej pracowałem w kilku kancelariach adwokackich, w tym w największej  w Wielkiej Brytanii. Część klientów nie była w stanie pokryć rynkowych stawek. Stwierdziłem, że należy zaoferować klientom usługi, na które będzie ich stać. Miałem też wokół siebie zespół, mogliśmy zacząć budować nowe biuro.

Prawo pracy, w którym się specjalizujemy, jest dziedziną bardzo rozwiniętą w Wielkiej Brytanii, a trybunały pracy zasądzają wygranym stosunkowo wysokie odszkodowania.

Czy pana klienci to głównie Polacy?

Ponad połowa naszych klientów to rzeczywiście Polacy. Podejmowanie zatrudnienia czy prowadzenie działalności gospodarczej w obcym kraju wymaga pomocy prawników w rodzimym języku. Szybciej, niż się spodziewaliśmy, zaczęli się jednak do nas zgłaszać klienci z Bułgarii, Węgier, a teraz zlecają nam także sprawy Anglicy, zarówno osoby fizyczne, jak i przedsiębiorcy.

Jak to się stało, że zaczął pan świadczyć usługi prawne w Londynie? Przecież skończył pan prawo w Polsce.

Po obronie wyjechałem od razu do Anglii. Pierwszego dnia przyjęto mnie na uniwersytet w Nottingham. Drugiego zacząłem pracę w kancelarii. Tak się zaczęło.

Bułka z masłem.

Zdecydowanie nie, na początku dość trudno było mi pogodzić pracę z nauką. Musiałem się przecież wszystkiego uczyć od zera, bo to zupełnie inny system prawny i wszystko odbywało się w obcym języku. Po kilku miesiącach wysłali mnie na pierwsze posiedzenie do trybunału pracy, więc wszystko działo się w ekspresowym tempie.

Dlaczego zdecydował się pan na wyjazd za granicę?

Gdy studiowałem w Gdańsku, miałem zamiar udać się na roczne studia podyplomowe w Londynie czy w USA zwane LLM, tak aby później ubiegać się o pracę w jednej z warszawskich kancelarii międzynarodowych. Z jakiegoś powodu w ostatniej chwili zmieniłem zdanie i zacząłem po prostu prawo angielskie.

Czy Polakowi łatwo otworzyć kancelarię w Londynie?

Nie wiem, jak jest teraz. Zaczynałem ponad sześć lat temu. Wtedy było tylko dwóch polskich prawników w Anglii, którzy byli widoczni w internecie, a pewnie mniej niż dziesięciu w ogóle świadczyło usługi prawne w Wielkiej Brytanii. Teraz w każdym większym mieście jest polski prawnik. Wydaje się więc, że do Wielkiej Brytanii wstrzeliłem się w dobrym czasie. Co do otwarcia kancelarii – to nie tyle kwestia narodowości, ile spełnienia wymagań ustawowych wykonywania zawodu oraz uruchomienia własnego biura. Ważne są także finanse. Mało kto tak naprawdę w Anglii startuje dzisiaj z własną kancelarią. Rynek został podzielony chyba wiele lat temu i rządzą tutaj ogromne kancelarie zatrudniające po kilkadziesiąt czy nawet kilkaset osób. Moja ma dziś pozwolenie na prowadzenie spraw przed trybunałami pracy i trybunałem apelacyjnym pracy, może wykonywać jeszcze wiele innych czynności. Inne dziedziny są obsługiwane wspólnie z zespołem adwokackim kolegi.

Nie miał pan problemów z pozyskaniem klientów?

Nie, część przyszła za mną z kancelarii, w której pracowałem. Sam prowadzę ponad 150 spraw jednocześnie. Wymaga to więc sprawnego zarządzania czasem. Każda ze spraw ma swoje terminy, zarówno ustawowe, jak i te, które wyznaczają sądy podczas postępowania. Wszystkich oczywiście należy pilnować.

To chyba czasochłonne.

Praca tutaj zabiera około 80 godzin tygodniowo, włączywszy naturalnie soboty. Niektórzy z moich znajomych, którzy mają domy pod Londynem, wracają do rodziny tylko na niedziele.

Idzie pan trochę pod prąd. Zazwyczaj pierwszym krokiem dla polskich prawników jest otwarcie kancelarii w Polsce, a gdy biznes dobrze idzie i istnieje taka potrzeba, otwiera się filie za granicą. Pan zaczął od kancelarii w Londynie, a teraz z bratem otwiera kancelarię w Gdańsku.

To tylko element długofalowego planu. Naszym zamiarem jest otwarcie kancelarii w dwóch czy trzech kolejnych miastach na terenie Polski oraz w innych krajach europejskich. Nasi klienci w Anglii prowadzą działalność gospodarczą i mają także regularnie sprawy w jurysdykcji polskiej. Zespół opanował oba systemy prawne, specjalizujemy się ponadto w prowadzeniu spraw transgranicznych, czyli takich,w których sąd angielski musi stosować prawo polskie, bądź też sąd polski musi stosować prawo angielskie.

Czy polski rynek prawniczy jest rzeczywiście trudny? Młodym prawnikom mówi się, że jest tak nasycony, że trudno im będzie znaleźć sobie na nim miejsce.

Trudno mi na to pytanie odpowiedzieć, ponieważ nasza kancelaria wchodzi na polski rynek z bazą klientów. Nie mamy więc takich doświadczeń jak początkujący radcy prawni czy adwokaci, którzy się martwią o zdobycie pracy. To, co jest rzeczywistą przeszkodą, to podobno mentalność polskiego klienta, który niechętnie korzysta z obsługi prawnej. Jednak praca w polskiej kancelarii jest prostsza.

A  dlaczego w Anglii jest trudniej?

W Anglii zawód prawnika jest objęty dużo bardziej restrykcyjnymi regulacjami.

W Polsce adwokaci nie są zbytnio szczęśliwi, że przydziela im się sprawy z urzędu, natomiast w Anglii kancelarie startują do przetargów, żeby podpisać z rządem kontrakt na prowadzenie takich spraw. Jest to jednak bardzo kiepsko płatne i wiele firm odczuwa to dość boleśnie, zwłaszcza te, które prowadzą sprawy karne. Największym problemem rynku angielskiego jest to, że jest tu za dużo prawników.

—rozmawiała Katarzyna Wójcik

Marcin Kozik i jego brat Filip Kozik są członkami zarządu kancelarii KL Law z oddziałami w Londynie i Gdańsku. W kancelarii pracuje kilkanaście osób

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA