fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Ekologia

Siódmy kontynent - z plastiku

Odpady z tworzyw sztucznych powodują trwałe uszkodzenia w przewodach pokarmowych ryb, morskich ssaków i ptaków
EAST NEWS
Na Pacyfiku powstał nowy, pływający kontynent zbudowany nie z twardych skał, piasku i gliny, ale z wyrobów przemysłu chemicznego - pisze Krzysztof Kowalski.
Na północno-wschodnim Pacyfiku, na powierzchni i pod wodą nagromadziło się gigantyczne skupisko plastikowych odpadów: nakrętek od butelek, reklamówek, szczoteczek do zębów, zabawek, strzykawek, zapalniczek. Ten obszar ma już swoją nieformalną nazwę – to siódmy kontynent.

Podróż na śmieciach

Zajmuje on powierzchnię 3,4 mln kilometrów kwadratowych, jest dziesięciokrotnie większy od Polski. Utworzyły go prądy oceaniczne między Kalifornią a Hawajami. Niosą one śmieci z wybrzeża Ameryki Północnej i południowo-wschodniej Azji. Odkrył go w 1997 roku kapitan Charles Moore.
Po katastrofalnym tsunami, jakie nawiedziło Japonię w  2011 roku, drugi, podobny twór powstał między Hawajami i Japonią, dotarł do Kanady, przemieściły się na nim 52 gatunki niewystępujące wcześniej w Ameryce. Takie migracje stwarzają zagrożenie ekologiczne i epidemiologiczne.
Eksperci szacują, że dryfująca masa siódmego kontynentu sięga 100 mln ton. W ?90 proc. składa się z plastiku, który się nie rozkłada, lecz rozdrabnia na pył tworzący w wodzie zawiesinę. Na otwartym oceanie większość tej zawiesiny unosi się pod powierzchnią, do głębokości ?30 metrów. Zarówno pył, jak i większe fragmenty plastiku są niestrawne, blokują układ pokarmowy zwierząt, co roku powodują śmierć około miliona ptaków oraz 100 tys. ssaków morskich.
Śmieciom przyglądają się oczywiście naukowcy. Wyprawę na żaglowcu „Elan" zorganizował Francuz Patrick Deixonne z pomocą Societe des Explorateurs Francais i Centre National des Etudes Spatiales. Jednym z wielu rodzajów instrumentów badawczych, jakie zabrał na pokład szkuner „Elan", są czujniki zbudowane przez specjalistów z Politechniki w Tuluzie, przeznaczone do montowania na swobodnie dryfujących bojach. Mierzą one zawartość w wodzie plastikowego pyłu i planktonu. Dzięki danym przekazywanym przez dwa satelity NASA – Aqua i Terra – szkuner kierował  się w rejony najbardziej zanieczyszczone, nie musiał szukać ich na chybił trafił.
Organizator wyprawy sam siebie określa jako „eksploratora nowej generacji, której obowiązkiem jest dokumentowanie wielkich problemów środowiskowych, ponieważ informacja jest kluczem do zmian na lepsze".

Dno obrasta brudem

Plastikowe odpady są plagą nie tylko Pacyfiku. Cieśnina Fram między Grenlandią i archipelagiem Svalbard (ze Spitsbergenem), miejsce styku Oceanu Arktycznego, Morza Grenlandzkiego i Morza Norweskiego, to jedyne głębokie połączenie między Oceanem Arktycznym i resztą przestrzeni wodnej Ziemi. Ze względu na takie położenie, naukowcy z Alfred Wegener Institute for Polar and Marine Research rozmieścili tam 16 automatycznych stacji badawczych. Lodołamacz „Polarstern" z naukowcami na pokładzie odwiedza ją regularnie w ramach programu OFOS (Ocean Floor Observation System). Kamery fotografują dno na głębokości 2500 m. Głównym celem było śledzenie bioróżnorodności.
Jednak dr Melanie Bergmann wykryła na zdjęciach jeszcze coś innego. Ilość śmieci w tym miejscu planety z dala od cywilizacji i szlaków morskich podwoiła się w ciągu dziesięciu lat.  W 2002 roku odpadki pojawiały się na co 100. fotografii, w roku 2011 już na co 50. Dziesięć lat temu na jednym kilometrze kwadratowym obserwowano średnio 3635 odpadów, po upływie dekady – już 7710.
Co z tym fantem robić?  Utworzona w ubiegłym roku Global Ocean Commision nakreśliła pięcioletni ośmiopunktowy plan ratowania oceanów, który zakłada między innymi  zminimalizowanie wykorzystywania plastiku w życiu codziennym, co doprowadzi w rezultacie do zatamowania napływu plastiku do wszystkich akwenów na Ziemi. Ale plan ten na razie ma charakter utopijny, bowiem nie ma żadnych przepisów prawa międzynarodowego ani konwencji, na mocy których można by go wdrażać.

Morski odkurzacz

Na szczęście bezradność komisji niedysponującej żadną mocą sprawczą nie jest cechą naukowców i ekologów. Snują oni plany i projektują urządzenia do wielkiego sprzątania oceanów.
Być może ogromne podwodne automaty pomogą uporać się z plagą pływających śmieci. Projekt automatycznego urządzenia pochłaniającego torby plastikowe i inne odpady powstał we francuskim Institut Superieur de Design w Valenciennes.
Automatyczny śmietnik będzie miał kształt cylindra średnicy 3,6 m i wysokości 5 m. Możliwość poruszania zapewnią mu trzy silniki, dzięki nim ten podwodny dron będzie w stanie pływać w pozycji horyzontalnej.
Ma operować do głębokości 20 m, gdzie śmieci jest najwięcej. Zostanie wyposażony w komory balastowe – napełnianie ich wodą i opróżnianie spowoduje zanurzanie i powrót na powierzchnię. Gdy  cylinder wypełni się śmieciami, trzeba go będzie wydobyć z wody i opróżnić. Pomogą w tym  pływające doki – do nich przybiją wypełnione po brzegi śmieciami cylindry i poczekają na przybycie statku z odpowiednią ładownią.
Morski odkurzacz samodzielnie odnajdzie najbliższy wolny dok dzięki automatycznemu systemowi – bojom podającym pozycję śmietnika i doku. Ten sam system poda precyzyjnie na statek pozycję doku z pełnym śmietnikiem. Regulowanie ilości wody balastowej umożliwi odkurzaczowi przyjęcie pozycji pionowej, w jakiej połączy się z dokiem. Projektanci usiłują zainteresować swoim pomysłem kilka francuskich i włoskich stoczni.
Czy można jednak w ten sposób zutylizować 100 milionów ton plastikowych śmieci pływających po Pacyfiku? Wierzą w to twórcy projektu Kaisei. Nazwa wywodzi się z języka japońskiego i oznacza „oceaniczną planetę". Powstał w ramach współpracy Instytutu Oceanografii im. Scrippsa i producenta filtrów do wody Brita.
Projekt zakłada użycie pływającego zakładu przetwórczego, czyli statku ulokowanego w obrębie siódmego kontynentu. Będzie on przetwarzał plastik na olej napędowy. Projekt zakłada, że instalacja przetworzy 2000 ton odpadów rocznie. Ale w tym tempie usunięcie siódmego kontynentu, jeżeli nie przybędą nowe śmiecie, zajmie około ?50 tysięcy lat.
masz pytanie, wyślij e-mail do autora
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA