fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Racja po stronie Rosji

Filip Memches
Fotorzepa, Magda Starowieyska MS Magda Starowieyska
Ten tytuł to nie pomyłka. Pora otworzyć oczy i poznać prawdę, a nie ulegać propagandzie, którą karmieni jesteśmy od ćwierćwiecza.
Świat się od roku 1989 zmienił, a schematy interpretowania rzeczywistości politycznej powinny być inne niż w epoce zimnej wojny.

Kiedy się jednak ma dzisiaj do czynienia w Polsce z mediami głównego nurtu – zarówno prorządowymi, jak i tymi, które wyrażają pisowski punkt widzenia – można odnieść wrażenie, że czas się zatrzymał w miejscu. Wyłania się zatem następujący obraz: w Rosji wciąż trwa komunizm, bolszewicy sieją postrach u siebie i za granicą, czerwona zaraza próbuje w tej chwili odzyskać Ukrainę, i temu się właśnie przeciwstawia stojący na straży demokracji i praw człowieka szlachetny Zachód (różnice między Wujem Samem a Unią Europejską są w tym kontekście nieistotne). W tej sytuacji oczywiste powinno być, że trzeba popierać walkę z imperium zła, nawet jeśli prowadzona jest ona bardziej powściągliwie i znacznie skromniejszymi środkami niż za prezydentury Ronalda Reagana...
A jednak żadnego komunizmu w Rosji przecież nie ma. Władimir Putin jest tak naprawdę odpowiedzialnym, umiarkowanym politykiem, który po prostu obrał nieco inną drogę rozwoju niż Zachód. To prawda, że rządzi twardą ręką, ale gdyby tego nie czynił, jego kraj pogrążyłby się w chaosie, przez który przeszedł w latach 90. ubiegłego wieku. Nikt nie powinien pouczać rosyjskiego przywódcy, bo przecież – jak pisała Poetka – tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono.
Putin ze swoimi poglądami mógłby się właściwie znaleźć w Europejskiej Partii Ludowej. Nie przypadkiem między nim a stojącą na czele CDU Angelą Merkel jest chemia. Prezydent Rosji to cywilizowany europejski polityk centroprawicowy, daleki od jakichkolwiek radykalizmów, których w jego kraju nie brakuje. Wbrew stawianym Putinowi oskarżeniom o fundamentalizm religijny, polityk ten nie wprowadził żadnego zakazu aborcji, bo przecież nie będzie ingerować w prywatność rosyjskich kobiet.
Ktoś może przypomnieć, że prezydent Rosji był funkcjonariuszem sowieckich specsłużb, co musiało zostawić w nim negatywny ślad na całe życie. Takie ujęcie problemu to jednak przejaw prymitywnego, lustracyjnego podejścia, które w Polsce złamało życie niejednemu przyzwoitemu człowiekowi. A przecież warto wziąć pod uwagę coś innego – Putin nawrócił się na prawosławie (lecz zarazem jako orędownik tolerancji religijnej pozostaje zwolennikiem modelu społeczeństwa wielokulturowego) i z pewnością w głębi duszy żałuje swojej sowieckiej przeszłości, chociaż, żeby nie pogłębiać podziałów społecznych wśród swoich rodaków, nie artykułuje tego głośno.
Z kolei kto inny może przywołać konfrontacyjną wobec Zachodu retorykę, od której prezydent Rosji nigdy nie stronił. To jednak tylko słowa bez żadnego przełożenia na konkretne decyzje. Nie zapominajmy też, że Putin wykonywał w stosunku do Zachodu również przyjazne gesty. Okazał ogrom współczucia Amerykanom po zamachu na World Trade Center i Polakom po katastrofie smoleńskiej. Tylko nikczemni niewdzięcznicy mogą nie doceniać tego, w jak ciepły, życzliwy, przyjazny sposób rosyjski przywódca przytulił Donalda Tuska w Smoleńsku.
Jeśli więc Kreml reaguje agresją, to dlatego, że nie ma skutku bez przyczyny. I tu trzeba wskazać kampanię rusofobiczną podjętą w roku 2013 przez Zachód, której zwieńczeniem była neobanderowska, neofaszystowska rewolucja na kijowskim Majdanie. Przewrót ten musiał spotkać się z odpowiedzią Rosji. Jako sukcesorka ZSRR – państwa, które bądź co bądź uratowało Europę przed szykowaną jej przez III Rzeszę zagładą – realizuje ona swoje moralne zobowiązanie wobec między innymi potomków Polaków zamordowanych przez ukraińskich nacjonalistów na Wołyniu w roku 1943. Ale nad Wisłą do mało kogo to dociera.
Poza tym Zachód powinien zrozumieć, że korzenie rosyjskiej państwowości wyrastają z Kijowa, więc Ukraina jest związana na wieczność z Rosją. Takie są reguły Realpolitik i żadne opowieści o poszanowaniu integralności terytorialnej i suwerenności państwa ukraińskiego nie mają w tym przypadku zastosowania. Przecież Zachód udowodnił, że ma w nosie integralność terytorialną i suwerenność państwa serbskiego – doprowadził do utworzenia w granicach Serbii bandyckiego bytu politycznego, jakim jest „niepodległe" Kosowo. Dlaczego więc Rosja ma postępować inaczej?
Pytania się mnożą. I mógłbym – posługując się nawet, jak wyżej, przede wszystkim fałszywymi, demagogicznymi argumentami, lecz również słusznymi, choć niepoprawnymi politycznie uwagami – formułować je dalej, gdyby nie to, że moje plusowo-minusowe zapiski mają ograniczoną objętość. Pora więc na wyjaśnienia.
Czy zmieniłem zdanie, czy zamierzam teraz rozgrzeszać Putina? Oczywiście tak nie jest, ale czuję się bardzo nieswojo, śpiewając w Polsce w jednym chórze z ludźmi, którzy w ciągu minionych czterech lat zarzucali rusofobię i smoleńskie sekciarstwo osobom nieufającym Kremlowi, a teraz – jak gdyby nigdy nic – przejęli sposób myślenia o Rosji swoich oponentów.
Oczywiście, każdy człowiek ma prawo się pomylić i zmienić zdanie. Ale wpierw wypada odszczekać swoje wcześniejsze stanowisko, przyznać się do popełnionych błędów, i zwrócić honor tym, których się dyskredytowało, a nie udawać, że nic się nie stało.
Tymczasem w Polsce establishment polityczny i medialny, który w roku 2010 przyklaskiwał zacieśnianiu politycznej przyjaźni polsko-rosyjskiej, nie bacząc na wrogość okazywaną przez Moskwę Warszawie, teraz udaje, że tego wszystkiego nie było, i nadal przemawia mentorskim tonem. Skoro tak, to powinien najpierw zamilknąć, a potem ze wstydem wycofać się z przestrzeni publicznej.
Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA