fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Edukacja

40 proc. polskich dzieci nie chodzi do przedszkola

Polskie przedszkola bezpłatnie zajmują się dziećmi tylko 25 godzin tygodniowo. W większości krajów europejskich jest to 40 godzin
Fotorzepa, Radek Pasterski RP Radek Pasterski
Prawie 40 proc. polskich dzieci przed pójściem ?do zerówki nie chodzi do przedszkola. To najgorszy ?wynik w Europie.
Takie dane przynosi najnowszy raport Komisji Europejskiej poświęcony opiece i edukacji dzieci przed ich pójściem do szkoły. Analitycy przyjrzeli się okresowi żłobkowemu (do trzech lat) oraz przedszkolnemu, czyli od trzeciego roku życia do momentu, kiedy dziecko zostaje objęte obowiązkiem szkolnym.

W europejskim ogonie

Wynika z niego, że aż 37 proc. polskich dzieci od trzeciego roku życia, zanim trafi do zerówki, pozostaje jedynie pod opieką rodziców. To najsłabszy wynik w Europie, gdzie w tej grupie wiekowej średnio w domu pozostaje jedynie 11 proc. dzieci. Dla przykładu: w Bułgarii i Rumunii odsetek ten wynosi ok. 26 proc., na Słowacji i Węgrzech ok. 20 proc., ale w Czechach  tylko 12 proc.,  a w Niemczech zaledwie 8 proc.
W Polsce obowiązek przedszkolny zaczyna się od piątego roku życia. Jak wygląda uprzedszkolnienie w grupie czterolatków? Tu także jesteśmy daleko za Europą, w której średnio (dane za rok szkolny 2012/2013) do przedszkoli uczęszczało 93 proc. czteroletnich dzieci. W Polsce wszystkimi formami opieki przedszkolnej objętych ich było ok. 65 proc.,  w Czechach 87 proc. w Niemczech 97 proc.
W tej kategorii jest kilka państw, które wypadają słabiej niż Polska.

Ograniczony dostęp

Raport wskazuje, że w roku szkolnym 2012/2013 byliśmy jednym z nielicznych państw, w których prawo (poza obowiązkową zerówką) nie gwarantowało dzieciom miejsca w przedszkolu czy żłobku. W Szwecji takie prawo nabywa już roczne dziecko, w większości państw jednak są to trzylatki i prawo dotyczy opieki przedszkolnej. W Polsce uregulowała to dopiero tzw. ustawa przedszkolna, która weszła w życie we wrześniu 2013 r. Zgodnie z nią od września 2015 r. gminy będą miały obowiązek zapewnić miejsce w przedszkolu wszystkim czterolatkom, a od września 2017 r. także trzylatkom. Od września 2013 r. państwo zaczęło też partycypować w kosztach opieki przedszkolnej, jednocześnie ograniczając gminom możliwość pobierania opłat za nią. Maksymalna opłata to 1 zł za godzinę opieki ponad bezpłatne pięć godzin.
Choć według raportu Polska jest jednym z nielicznych europejskich krajów, w których na całym obszarze występuje niedobór miejsc opieki przedszkolnej, to – jak się okazuje – środki, jakie na nią przeznaczają gminy, nie są tak małe. W Polsce było to 0,52 proc. PKB, czyli dokładnie tyle, ile wynosi średnia europejska, W Czechach jest to 0,49 proc. PKB, w Niemczech 0,46 proc. PKB, a na Węgrzech 0,7 proc. PKB. Dodatkowo w raporcie czytamy, że 21 proc. wydatków na przedszkola pochodzi z kieszeni rodziców. Średnio w Unii to 14 proc. Zdecydowanie mniej wydają Czesi, bo tylko 8 proc., Niemcy nieco więcej, bo 23,5 proc.
W Polsce te wysokie wydatki związane są z ograniczonym dostępem do przedszkoli publicznych, co zmusza rodziców do płacenia za opiekę niepubliczną. Dodatkowo rodzice muszą płacić, jeżeli ich dziecko przebywa w przedszkolu publicznym dłużej niż pięć godzin dziennie; średnio ten czas jest o dwie godziny dłuższy.
Czas darmowej opieki w przedszkolach publicznych to kolejny parametr, który niekorzystnie pozycjonuje nas w europejskich statystykach. W Polsce jest to 25 godzin na tydzień, w większości krajów europejskich – więcej. W Czechach, Niemczech, Rumunii czy na Węgrzech jest to 40 godzin.
Darmowy czas pracy polskich przedszkoli jest związany z tygodniowym wymiarem czasu pracy nauczycieli tych placówek. Zgodnie z Kartą nauczyciela jest to właśnie 25 godzin. To dlatego przedszkola, chcąc zapewnić dłuższą opiekę nad dziećmi, muszą zatrudniać dodatkowych pedagogów. W Niemczech czy Czechach, według danych OECD, tygodniowo czas pracy przedszkolnych pedagogów wynosi 40 godzin.

Konieczne zmiany

O zmiany czasu pracy pedagogów do ponad dwóch lat bezskutecznie ubiegają się samorządy, które odpowiadają za finansowanie systemu oświaty. Marek Olszewski, wiceszef Związku Gmin Wiejskich, przekonuje, że bez zmian w Karcie nauczyciela samorządy nie będą w stanie zrealizować wymagań dotyczących stworzenia darmowych miejsc w przedszkolach dla wszystkich trzy- i czterolatków.
Choć państwo do 7,5 mld zł, jakie gminy wydają rocznie na przedszkola, co roku będzie dorzucało ponad 1 mld zł dotacji, to te nakłady mogą być niewystarczające, szczególnie dla małych ośrodków, by rozbudować infrastrukturę i stworzyć nowe miejsca w przedszkolach. Dysproporcje doskonale widać na przykładzie Warszawy, która na utrzymanie przedszkoli wydaje rocznie ok. 550 mln zł, w tym roku w formie dotacji z budżetu państwa dostała ok. 40 mln zł, a wpływy z opłat od rodziców wyniosły niespełna 7 mln zł.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA