fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Urzędnicy pojeżdżą po naładowaniu

Na jednym ładowaniu auto testowane w Gdańsku przejeżdża 200 km. Koszt takiego przejazdu to kilkanaście złotych
123RF
Gdańsk sprawdza, czy opłaci się kupić auta na prąd. – Wynik prób jest podniecający – mówi rzecznik ratusza.
Podwładni prezydenta Pawła Adamowicza testują na razie taki pojazd, a jeszcze w tym roku ogłoszą przetarg na zakup. Inne samorządy też rozważają taką inwestycję, ale na razie to pieśń przyszłości.
– Auta elektryczne mogą stanowić sprawny środek lokomocji dla tych służb miejskich, które mają zaplecze do jego eksploatacji – mówi Mikołaj Krupiński z Instytutu Transportu Samochodowego w Warszawie.
Gdańscy urzędnicy testują nissana leaf o wartości ok. 150 tys. zł. – Wynik prób jest podniecający. Przejazd 100 km kosztuje tylko 7 zł, a kierowca, który jeździ tym samochodem, mówi, że auto prowadzi się fantastycznie – opowiada Antoni Pawlak, rzecznik Gdańska.  Na jednym ładowaniu można przejechać 200 km.
Przed ogłoszeniem przetargu na zakup aut elektrycznych urzędnicy zapewne przetestują modele także innych firm.
Czy inne samorządy pójdą w ślady Gdańska? – Już na początku roku padła taka propozycja ze strony pana prezydenta, który interesuje się takimi technologiami. Poza tym siedzibę ma u nas Solaris, największy producent autobusów różnego typu – mówi Paweł Marciniak z Urzędu Miasta w Poznaniu.
Zastrzega, że na razie żadne decyzje o zakupie samochodów napędzanych energią elektryczną nie zapadły.
Warszawa, Łódź, Kraków czy Wrocław  nie myślą o wzbogaceniu swojej floty w pojazdy elektryczne.
– Nie kupujemy żadnych samochodów. Powodem są oszczędności – mówi Marcin Masłowski, rzecznik Łodzi. A Bartosz Milczarczyk ze stołecznego ratusza dodaje, że nie można o tym myśleć, kiedy maleją wpływy z podatków.  – Dla nas ważniejsze są inwestycje priorytetowe dla mieszkańców – tłumaczy. Przyznaje, że sama idea pojazdów elektrycznych jest ciekawa i w przyszłości będą one bardziej popularne.
Urzędnicy wrocławskiego ratusza też nie myślą o zakupie samochodów na prąd. Ale stolica Dolnego Śląska rozbudowuje system ładowania pojazdów elektrycznych. Miasto chce też otworzyć wypożyczalnie takich aut.
Z tego typu samochodu korzystają już wrocławscy strażnicy miejscy. – Dostaliśmy go w użytkowanie na trzy lata. Jest prawie bezkosztowy – mówi Sławomir Chełchowski ze straży.
Także strażnicy miejscy w Krakowie korzystają z takiego pojazdu. I tam jednak ratusz kupować tego typu aut nie zamierza. – Są zbyt drogie – tłumaczy Filip Szatanik z krakowskiego Urzędu Miasta. Jednocześnie deklaruje, że w przyszłości, kupując nowe auta, miasto będzie zwracało uwagę na to, czy są ekologiczne.
Samochody elektryczne rzeczywiście są droższe od tradycyjnych. Jak wyliczyli nam przedstawiciele firmy AP Flota, zakup elektrycznego nissana leaf zamiast qashqai zwróci się po przejechaniu ok. 200 tys. km.
– Przejazd 100 km samochodem elektrycznym kosztuje kilka złotych. Poza tym właściciele takich aut mogę liczyć na niższe koszty obsługi  i ubezpieczenie OC – wylicza  Mikołaj Krupiński z ITS.
Jego zdaniem korzystanie z samochodu elektrycznego sprawdzi się w przypadku osób, które  podróżują na krótkich dystansach i mają łatwy dostęp do punktu ładowania akumulatorów. Ekspert zauważa, że aby auta elektryczne  przyjęły się w Polsce, potrzebny jest system zachęt dla kierowców podobny do istniejącego w Europie Zachodniej. Chodzi np. o dofinansowanie zakupu takiego pojazdu czy prawo do bezpłatnego parkowania w mieście. Szacuje, że za sześć lat co dziesiąte auto w Europie będzie miało napęd elektryczny.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA