fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Bezpieczeństwo

Legalne rewolwery niebezpieczne?

Fotorzepa, MW Michał Walczak
Komendy policji alarmują, że bardzo popularna broń sprzedawana dotąd bez zezwolenia wymaga jednak koncesji.
Policyjni eksperci z Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego uznali, że popularne rewolwery na gumowe naboje są bronią palną zagrażającą życiu i zdrowiu i że trzeba na nie mieć zezwolenie, które wydaje policja. Mimo to na rynku nadal można je kupić w wolnym obrocie. Bałagan w interpretacjach może słono kosztować właścicieli rewolwerów.

Kłopoty klientów

„Polecam każdemu, kto może go użyć w celach samoobrony, kule gumowe przebijają trzy kartony wypchane papierem, folią i tynkiem z odległości ok. 20 metrów. Każdy, kto ma kawałek ziemi i dom, musi ten pistolet mieć" – zachęca jeden z internautów do zakupu pistoletu Zoraki R1 K-10.
Specjaliści od broni nie zgadzają się z argumentami Komendy Głównej Policji
Zoraki odstrasza napastnika głośnym hukiem. Bębenek mieści sześć gumowych naboi hukowych 6 mm, które zoraki wystrzeliwują z prędkością do 170 m/s. Ten popularny rewolwer – zaliczany dotąd do broni palnej alarmowej – sprzedawany jest od kilku lat w Polsce bez zezwolenia w licencjonowanych przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych sklepach. Posiadają go tysiące polskich klientów. Bez zezwolenia, a więc nielegalnie – twierdzi dziś policja.
Zoraki – ale także keseru K-10, shotgum kal. 6 mm czy gazowe walthery modele P-22 i P-99  – trafiły na czarną listę broni palnej, na którą trzeba mieć zezwolenie. Alarmujące komunikaty w tej sprawie rozwieszono w komendach policji. Nie uzasadniono jednak, czy to efekt zmiany w przepisach i kto za to odpowiada. – Ja trafiłem na nie przypadkiem – piekli się Marek W., który kupił zoraki trzy lata temu w legalnie działającym sklepie z bronią w Warszawie, sprawdzając wcześniej w Wydziale Postępowań Administracyjnych Komendy Stołecznej Policji, że na ten model – zgodnie z ustawą o broni i amunicji – nie musi posiadać zezwolenia. Z akcesoriami i nabojami zapłacił 900 zł. W obawie o kłopoty z prawem dwa tygodnie temu oddał ją policji. O zmianie w wymogach dowiedział się... z forum internetowego i komunikatu policji, który przypadkowo zobaczył w komendzie.
Co gorsza, policyjny komunikat straszy właścicieli tych modeli: „W przypadku ujawnienia posiadania bez pozwolenia broni uznanej za broń palną wymagającą pozwolenia, będą podejmowane czynności w związku z podejrzeniem popełnienia czynu z art. 263 & 2 kk". To przestępstwo zagrożone karą do ośmiu lat więzienia.
Zoraki sprowadza z Turcji od siedmiu lat częstochowski importer firma Kolter, broń sprzedają dziesiątki licencjonowanych sklepów militarnych. Z ich ofert wynika, że kupić może ją każdy, nawet przez internet.
Jednak Komenda Główna Policji twierdzi, że Centralne Laboratorium Kryminalistyczne już w 2011 r. wydało opinię, że na zoraki czy walthery potrzebne jest pozwolenie. – Ponieważ jest fabrycznie przystosowana do wystrzeliwania pocisków przy wykorzystaniu ciśnienia gazów powstających podczas spalania materiału miotającego. Oznacza to, że na jej posiadanie wymagane jest pozwolenie. Broni tej nie można zaliczyć do broni alarmowej, ponieważ jej konstrukcja umożliwia wystrzeliwanie pocisków – tłumaczy Iwona Kuc z KGP.

Litera przepisów

Z taką interpretacją nie zgadzają się specjaliści ds. broni, m.in. Polskie Towarzystwo Kryminalistyczne czy Fundacja Rozwoju Strzelectwa.
Z dokumentów, jakie posiada „Rz", wynika, że sprawą zajmował się także w 2012 r. Departament Zezwoleń i Koncesji MSW, jednak po uzyskaniu wielu niezależnych ekspertyz umorzył postępowanie przeciwko importerowi broni.
– W ustawie o broni i amunicji są dość precyzyjnie podane parametry broni, na którą są wymagane zezwolenia. Jeżeli istnieją jakieś wątpliwości interpretacyjne i sprzeczne opinie, to powinno się doprecyzować przepisy i dopiero wtedy policja czy inne organy mogą je egzekwować – mówi gen. Rapacki, były wiceszef MSWiA. – Interpretacja, nawet policyjnego laboratorium, nie może przesądzać o zarzutach karnych. To musi precyzyjnie wynikać z przepisów – zaznacza.
– Zarówno na rewolwery Zoraki K-10, jak i pistolety Walther kal. do 6 mm nie jest wymagane żadne pozwolenie – utrzymuje nadal Mirosław Klekot, dyrektor Koltera, który nie martwi się grożącą mu karą (do dziesięciu lat więzienia) ani faktem, że miesiąc temu MSW wszczęło postępowanie zmierzające do odebrania mu koncesji na sprzedaż broni. Jest przekonany, że CLK się myli. – Rewolwery te nie są bronią palną, gdyż do działania nie wykorzystują materiału miotającego, którym według zapisów ustawowych oraz dyrektyw unijnych jest proch strzelecki. Rewolwery Zoraki zasilane są kapiszonami z materiałem inicjującycm, nie miotającym. To nie broń, lecz stosowane naboje decydują, czy jest to broń alarmowa czy gazowa. Argumentem CLKP traktującym tę broń jako gazową było stwierdzenie, że pistolet ten przystosowany jest także do odpalania naboi gazowych – wyjaśnia Klekot.
Policja trwa przy swoim i już kieruje zawiadomienia o przestępstwie przeciwko posiadaczom wspomnianej broni. Głośno o tym na forach internetowych pasjonatów militariów. Jeden z nich pisze, że miał kłopoty, gdy policja zatrzymała go z tą bronią. „Znalazła Zoraki k 10. Miałem zarzuty z 263 par 2 kk". Ostatecznie prokurator umorzył sprawę, uznając, że „w dacie zakupu nie miałem świadomości, iż to broń". Ale najadł się strachu. Rewolwer zabrała policja do czasu, aż właściciel przedstawi pozwolenie.
Adam Rapacki jest zdziwiony: – Na podstawie niejednoznacznego przepisu nie powinny być wszczynane postępowania karne. Najpierw trzeba uściślić przepisy, dopiero potem można ścigać osoby, które je naruszają – zaznacza.
Mirosław Klekot: – W tej sprawie były już prowadzone dwa postępowania w prokuraturach, jedno przeciwko naszemu klientowi z Otwocka i drugie z inicjatywy Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach w sprawie sprzedaży przez moją firmę broni bez pozwolenia. Oba skończyły się umorzeniami – zapewnia szef Koltera.
Częstochowska prokuratura potwierdza, że sprawę przeciwko Kolterowi umorzyła – opinia biegłego ds. broni i amunicji z Opola była jednoznaczna – na tę broń niepotrzebne jest pozwolenie. – Ale policja złożyła zażalenie na umorzenie. Sprawę rozstrzygnie sąd – tłumaczy „Rz" Tomasz Ozimek, rzecznik prokuratury.
Zdaniem Rapackiego ekspertyza biegłych z CLK powinna być upowszechniona w środowisku handlujących bronią. – Żeby wiedzieli, czy jest na nią wymagane pozwolenie czy też nie – dodaje gen. Rapacki.

Wyniki w listopadzie

Na jakiej podstawie policyjne laboratorium uznało, że na broń, którą przez lata można było kupować bez pozwoleń, teraz trzeba posiadać zezwolenie? Nie wiadomo. Biegły powołany przez częstochowską prokuraturę zauważył, że CLK dopiero rozpoczyna badania naukowe dotyczące różnego rodzaju broni – określenie maksymalnego zasięgu, siły rażenia, w tym rykoszetu. Policyjne laboratorium otrzymało na to kilka milionów z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. Tyle tylko, że wstępne wyniki badań mają być... dopiero w listopadzie tego roku.
Całe zamieszanie, na którym najbardziej mogą stracić posiadacze broni, jeszcze potęguje fakt, że pod koniec marca tego roku MSW wszczęło postępowanie w sprawie cofnięcia koncesji Kolterowi na sprzedaż wspomnianych rewolwerów. Dziś MSW twierdzi, że na zoraki czy walthery od zawsze były wymagane policyjne zezwolenia. Przeczą temu jednak posiadane przez „Rz" dokumenty, m.in. decyzja Departamentu Koncesji i Zezwoleń MSW z 2012 r.
Tymczasem Marek W., który kupił zoraki i oddał je, obawiając się zarzutów o nielegalne posiadanie broni, zaznacza: – Zastanawiam się nad złożeniem doniesienia na działanie na szkodę interesu publicznego funkcjonariuszy publicznych, którzy dopuścili do obrotu bez zezwolenia broń palną, która obecnie zagraża społeczeństwu.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA