fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wiadomości

Wróg? Aż tak źle nie jest

Szef litewskiej dyplomacji Linas Linkevičius
Fotorzepa, Jerzy Dudek JD Jerzy Dudek
Jerzy Haszczyński
Nie trzeba mnie przekonywać do poprawy stosunków z Polską - mówi "Rz" Linas Linkevičius, minister spraw zagranicznych Litwy.
Rz: Ponad jedna czwarta Litwinów uważa Polskę za wroga. Gorzej w sondażu sprzed paru dni wypadła tylko Rosja. Skąd to postrzeganie Polski jako państwa nieprzyjaznego?
Linas Linkevičius, minister spraw zagranicznych Litwy: Sam sobie zadaję to pytanie. ?I naprawdę nie wiem, dlaczego tak jest. Ostatnio było u nas na Litwie wiele sondaży związanych z wyborami [prezydenckimi ?i do Parlamentu Europejskiego]. I one się nie sprawdziły. Mam nadzieję, że tak jest i w tym przypadku.
A gdy pan pyta o to innych Litwinów?
Nie pytam, ta kwestia dla mnie nie istnieje. Komuś jest to potrzebne, by dzielić, wywoływać problemy.
Może postrzeganie innego państwa jako wroga wynika z działań i wypowiedzi polityków?
Można dyskutować o tym, jaka jest rola polityków w tej kwestii. Ja osobiście zawsze staram się podkreślać znaczenie stosunków polsko-litewskich, wskazać nasze wspólne strategiczne ambicje, kwestie bezpieczeństwa, tak teraz ważne – zdolności obronne, projekty energetyczne. Ale bez wątpienia są tacy, którym ta wspólnota strategicznych celów się nie podoba. I starają się przeszkodzić. Widzę tu rolę partii politycznych, nie wykluczając i partii polskiej mniejszości AWPL. Ale nie chcę tego komentować.
Od lat podczas licznych wizyt w Polsce politycy litewscy składali obietnice dotyczące praw polskiej mniejszości. Ale potem, gdy dochodziło do głosowania w litewskim Sejmie, to wygrywała ponadpartyjna koalicja nacjonalistyczna i ustawy korzystne dla Polaków przepadały.
Robię, co mogę. Ale tych spraw nie da się szybko załatwić, bo muszą być zgodne z litewską konstytucją. Zgadzam się, że trwa to za długo, ale prace nad ustawami są w toku. Wiem od posłów, że może już w przyszłym tygodniu rozpoczną się prace związane z ustawą o pisowni nielitewskich nazwisk. Jesteśmy już po wyborach, które nie sprzyjały pracom, i po wyjaśnieniu sądu konstytucyjnego. Podchodzę do tego optymistycznie.
O tym, że coś się stanie w następnym tygodniu czy miesiącu, od wielu litewskich polityków, także od pana, słyszymy od wielu lat.
Nigdy nie powiedziałem, że za tydzień.
Może to było „w najbliższej przyszłości".
Mówi pan do niewłaściwej osoby. Mnie w tej sprawie nie trzeba przekonywać. Staram się coś zrobić i widzę, że jest szansa. Nie robię tego ze względu na Polskę, lecz dlatego, że to trzeba załatwić i będzie załatwione. Ale ma pan rację, to trwa, nie jest łatwe. Z wielu powodów.
Od odzyskania niepodległości przez Litwę upłynęło już ponad 20 lat, a my wciąż rozmawiamy o niezałatwionych sprawach mniejszości.
Sytuacja nie jest tak dramatyczna, jak się ją przestawia, także w polskiej prasie. Sytuacja mniejszości polskiej na Litwie nie jest katastrofalna. Gdy do Litwinów trafia taki dramatyczny przekaz z Polski, to się denerwują.
To znaczy, że wszystkiemu winni są polscy dziennikarze?
Nie mówię, kto jest winny. Chcę powiedzieć, że sprawa nie jest taka prosta. Są też problemy związane z tym, że w rejonach pod Wilnem to Litwini są mniejszością. Ma je szkolnictwo litewskie w okolicach Wilna, bo jest za mało szkół z litewskim. I o tym trzeba pamiętać, gdy się oskarża litewski rząd, że nic nie robi. Chcę też przypomnieć, że nie ma innego kraju poza Polską, gdzie Polacy mają tak korzystną sytuację, jeżeli chodzi o edukację.
Wiem, że jest dużo szkół...
Ale w Polsce ludzie często o tym nie wiedzą. Rozmawiam ?z Polakami, którzy się naczytali, że ich rodacy na Litwie są w tak katastrofalnej sytuacji, że aż trudno zrozumieć, jak oni mogą tam jeszcze żyć. Odpowiadam, że nie jest tak źle. Są problemy, ale jest edukacja po polsku od przedszkola do wyższej uczelni. Nie jest doskonale, musimy zrobić to, co było obiecane przez ostatnie 20 lat, ale nie ma powodu do dramatyzowania.
Najwyraźniej mniejszość polska jest zmęczona oczekiwaniem. Partia tej mniejszości AWPL usilnie zabiegała w wyborach o poparcie mniejszości rosyjskiej.
Trzeba jej polityków spytać dlaczego.
Czy nie obawia się pan, że współpraca mniejszości polskiej i rosyjskiej może się skończyć wspólnym szukaniem poparcia w Moskwie?
Nie przewiduję takiego rozwoju wypadków. Mniejszość rosyjska jest dobrze zintegrowana, mówi po litewsku, jest lojalna wobec państwa.
Wie pan, że Władimir Putin wykorzystuje w swojej polityce mniejszości rosyjskie za granicą.
To nie jest przypadek litewski.
Niektórzy eksperci uważają, że następny agresywny krok Putin zrobi w państwach bałtyckich, na Łotwie.
Tak się mówi. I nic dziwnego, bo to część doktryny wojskowej Kremla: chronić prawa Rosjan niezależnie od tego, gdzie są. My w regionie mówiliśmy, by traktować tę sprawę poważnie, ale nasi adwersarze uważali nas za oderwanych od rzeczywistości i naiwnych. A przecież, jeżeli coś jest w doktrynie militarnej, to oznacza, że nie jest to temat do dyskusji, lecz zadanie dla armii, by przygotowywać odpowiednie plany.
Uważam jednak, także jako były minister obrony, że żadna siła nie może sobie pozwolić na atak na NATO – pod względem militarnym, finansowym, ekonomicznym. Ale może działać niekonwencjonalnie, wysłać zielone ludziki – to jest możliwe i musimy być gotowi na takie wyzwanie.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA