fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Ziobro i Gowin liczą na Kaczyńskiego

ROL
Marcin Pieńkowski
Paweł Majewski
Małe partie prawicy już myślą o warunkach, jakie postawią PiS, jeśli dojdzie do współpracy. Ten jednak czeka.
W sejmowych pokojach, które zajmuje Solidarna Polska, dopisują humory. Choć po rozpadzie klubu partii Zbigniewa Ziobry po eurowyborach teoretycznie powinni się z nich wyprowadzić, a kilku polityków PiS dopytywało już urzędników Sejmu, kiedy to nastąpi, na drzwiach wciąż wisi tabliczka: przewodniczący klubu Arkadiusz Mularczyk. Nie widać też, by coś zostało spakowane.

Spór z Kurskim

Ale nie to wywołuje dobry nastrój kilku posłów, którzy zebrali się w gabinecie. Mają powody, by sądzić, że PiS, który przed wyborami chciał ich wdeptać w ziemię, teraz rozpocznie z nimi rozmowy o współpracy. To nie było pewne w wyborczy poniedziałek. Kiedy okazało się, że niska frekwencja i znane nazwiska nie były ich sprzymierzeńcami, a sejmowy klub (a wraz z nimi pieniądze od Sejmu na jego utrzymanie) przestaje istnieć, byli rozbici.
Humory się poprawiły, gdy zaczęły spływać dane z poszczególnych okręgów wyborczych. – Musnęliśmy próg procentowy. Pokonaliśmy i partię Gowina, i Palikota – mówi dziś Ziobro. – Mamy 281 tys. głosów. To jest pewien kapitał, zwłaszcza przy takiej absencji frekwencyjnej – wtóruje mu partyjny kolega Tadeusz Cymański.
– Te głosy dałyby PiS wyraźną wygraną i tanio ich nie sprzedamy – tłumaczy jeden z polityków ugrupowania.
Ale ziobrystów wiernych liderowi najbardziej ucieszył rozkład poparcia. Gdy się otrząsnęli, do dziennikarzy rozdzwoniły się telefony. Ważni politycy ugrupowania zaczęli opowiadać o destrukcyjnym wpływie Jacka Kurskiego na kampanię. Polityk, który od jakiegoś czasu otwarcie podważał przywództwo Ziobry, zdobył w Warszawie tylko 9 tys. głosów.
To słaby wynik nie tylko w porównaniu z liderem, który w Małopolsce i Świętokrzyskiem przekonał 60 tys. wyborców. To też najgorszy procent poparcia w całej Polsce. – Poszło nam lepiej nawet w miejscach, gdzie nie mamy struktur – przekonuje jeden z posłów.
Tam zaś, gdzie one są silne (np. na Podhalu), SP biła rekordy. W powiatach nowotarskim i nowosądeckim ustępowała tylko PiS, wyprzedzając PO z 20-proc. poparciem.
Kurski uważa jednak, iż co innego sprawiło, że progu przekroczyć się nie udało. – Inwestycja w Tomasza Adamka, za którego musieliśmy świecić oczami, i nieszczęsne oświadczenie, że planujemy koalicję z PiS. Te błędy nas dużo kosztowały – przekonuje w rozmowie z tygodnikiem „Wprost".

Szukają znaków

W partii są jednak przekonani, że PiS będzie chciał przejąć ich głosy. Przyznają, że nikt nie zaczął z nimi żadnych rozmów, ale doszukują się znaków je zapowiadających. Wskazują, że po sporze z rzecznikiem PiS Adamem Hofmanem (zażądał, by się rozwiązali) nie zaatakował ich żaden z ważnych polityków partii Jarosława Kaczyńskiego, a on sam od wyborów milczy.
Ale ziobryści przekonują, że znają go na tyle, iż potrafią odczytać jego przekaz. I pokazują sobie okładkę sympatyzującej z PiS „Gazety Polskiej Codziennie". Wśród „europrzegranych" politycy lewicy i tylko dwóch związanych z prawicą: Kurski i Marek Migalski, który po porażce Polski Razem wycofał się z polityki. Ważniejsze od tego, kto się tu znalazł, ma być to, kogo zabrakło.
Nie tylko Solidarna Polska mówi otwarcie o współpracy z Kaczyńskim. Liczy też na to ugrupowanie Jarosława Gowina Polska Razem. – Inicjatywa musi wyjść od PiS. Na razie nie ma żadnych rozmów – mówi „Rz" Gowin. Obie małe formacje zastanawiają się nad współpracą, która dałaby im lepszą pozycję w negocjacjach.
Z informacji „Rz" wynika, że toczą rozmowy o powołaniu klubu w Sejmie. Liczyłby 15 osób, czyli akurat tyle, ile do jego powołania potrzeba. Bardziej zależy na tym SP, bo Gowin miał już przed wyborami propozycję współpracy z Kaczyńskim. Są jednak w jego partii osoby, które przekonują go, że prezes PiS gra na wykrwawienie się obu grup, stąd milczy, grając na zwłokę.

Mniejsze wymagania ziobrystów

Gowin ma też inne warianty. W najbliższych wyborach samorządowych nie wyklucza współpracy z Ziobrą, ale i z Nową Prawicą Janusza Korwin-Mikkego, co w PiS się nie podoba. – Jeśli ma dylematy, czy z nami, czy z nimi, to może w ogóle szkoda takich rozmów – utyskuje europoseł PiS Ryszard Czarnecki. Ale lider Polski Razem rozważa też inną opcję, która w PiS bardzo się podoba. Chce wyciągnąć od Ziobry kilku posłów, którzy dobrze radzą sobie w swoich okręgach. To dla nich atrakcyjna oferta, bo w PiS słychać głosy, że możliwa jest współpraca z Solidarną Polską, ale bez Ziobry i jego najbliższych kompanów. – Rzucił koło ratunkowe PO i ma być nagrodzony? – tłumaczy punkt widzenia PiS Czarnecki.
Co zrobi Jarosław Kaczyński? Ci, którzy z nim rozmawiali, przekonują, że wyciągnął wnioski z wyborów europejskich i do Sejmu z list PiS wystartują politycy związani z Ziobrą i Gowinem. – Prezes już wie, że konkurencji nie zmiecie i trzeba ją podkupić – ocenia jeden z jego współpracowników.
Jak miałoby to wyglądać w praktyce? Tak jak z Marzeną Wróbel, która nie przystąpiła do sejmowego koła Ziobry. W Solidarnej Polsce mówią, że PiS przyjmie ją z otwartymi ramionami. – Jest silna w Radomiu, a tam podpadł Marek Suski. Za mocno zaangażował się w kampanię Zbigniewa Kuźmiuka, który zabrał euromandat popieranemu przez prezesa Wojciechowi Jasińskiemu – wyjaśnia jeden z ziobrystów.
Czy współpraca całych formacji jest możliwa? Kaczyński miał na posiedzeniu klubu PiS powiedzieć, że „AWS bis" nie będzie. Mała prawica ceni się zaś wysoko. Współpracownik Gowina: – Mieliśmy jedną dziesiątą poparcia PiS, więc należy nam się tyleż jedynek na listach do Sejmu. Cztery z 41.
Ziobryści na tyle nie liczą, wiedzą, że Prawica Rzeczypospolitej Marka Jurka dostała, dzięki porozumieniu z 2012 r., ósme miejsca na listach PiS. ?– Nas jest 12, mamy mocne nazwiska i poradzimy sobie z niższego miejsca, więc nasza cena będzie niższa – przekonuje współpracownik Ziobry.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA