fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Medycyna i zdrowie

Rośnie bakteryjny ruch oporu

Badania nad nowymi kategoriami antybiotyków wyhamowały. Dla producentów są mniej opłacalne niż leki na choroby przewlekłe
123RF
Antybiotyki stają się nieskuteczne – alarmuje Światowa Organizacja Zdrowia. Rozbrajamy się na własne życzenie.
Odporność chorobotwórczych bakterii na powszechnie dziś wykorzystywane antybiotyki stała się globalnym zagrożeniem – głosi dokument przygotowany na podstawie danych ze 114 krajów świata. Jak poważny to problem? Choć trudno w to uwierzyć, grozi nam powrót do czasów, kiedy zwykły ból gardła albo biegunka groziły śmiercią. Żyjemy w erze „postantybiotykowej" – twierdzą autorzy pierwszego raportu WHO na ten temat.
– To oznacza, że bez wspólnego wysiłku nas wszystkich niewielkie skaleczenia i powszechne infekcje, z którymi przez całe lata doskonale sobie radziliśmy, będą ponownie uśmiercać ludzi – ostrzega dr Keji Fukuda, ekspert w dziedzinie epidemiologii chorób zakaźnych WHO. Raport „Antimicrobial resistance: global report on surveillance" koncentruje się na najczęściej występujących i najbardziej niebezpiecznych bakteriach wywołujących m.in. zatrucia pokarmowe, sepsę oraz zapalenie płuc. Naukowcy wskazują, że stosowane do walki z nimi antybiotyki nie działają nawet w połowie przypadków. Podają przykład pałeczki okrężnicy (Escherichia coli) wywołującej schorzenia układu pokarmowego i moczowego. Oporność na leczenie antybiotykami wzrosła – z „praktycznie zerowej" w latach 80. ubiegłego wieku do 50 proc. obecnie. Stawiając sprawę jasno, autorzy raportu WHO piszą, że „standardowe antybiotyki nie działają u połowy pacjentów wymagających leczenia".

Pokruszone ?filary zdrowia

Dlaczego tak się dzieje? Antybiotyki są nadużywane i wykorzystywane lekkomyślnie oraz niezgodnie z zaleceniami lekarzy. Może to oznaczać na przykład używanie antybiotyków przez hodowców zwierząt, aby zapewnić szybszy przyrost masy i uchronić się przed infekcjami, ale również przepisywanie antybiotyków ludziom w sytuacjach, które tego nie wymagają. Na przykład przy lekkim przeziębieniu czy chorobach wywoływanych przez wirusy (na nie antybiotyki nie działają wcale). Problemem jest wreszcie zachowanie samych pacjentów: na przykład przepisane na tydzień leki bierzemy tylko do momentu, kiedy poczujemy się lepiej. Później terapię przerywamy, a w opakowaniu pozostaje jeszcze część dawki, którą powinniśmy wziąć. To pozwala szczepom bakterii wykształcić odporność na leki. Gdy rozpoczynamy stosowanie antybiotyków, pewna niewielka grupa bakterii może być częściowo odporna na ich działanie. Wysokie dawki – i dłuższe stosowanie – w końcu je zabije, ale pierwsze dni leczenia przeżywają. To wynik mutacji, dotykającej niewielkiej części bakterii. W efekcie są takie, które na przykład wytwarzają enzymy blokujące działanie leku. Zwykle jest ich zbyt mało, aby stały się niebezpieczne i organizm pacjenta radzi sobie z nimi. Ale gdy bakterie mają wielokrotny kontakt z tym samym antybiotykiem i za każdym razem pozostaje jakaś ich część, zaczyna działać dobór naturalny. Przeżywają te, które dysponują odpornością na leki. Później atak na nasze zdrowie przypuszczają już tylko te odporne – bo innych nie ma. – Skutecznie działające antybiotyki są filarami pozwalającymi nam żyć dłużej, cieszyć się lepszym zdrowiem i czerpać korzyści z nowoczesnej medycyny – podkreśla dr Fukuda. – Jeżeli nie zaczniemy działać w kierunku zapobiegania infekcjom, a także nie zmienimy zasad produkcji, przepisywania i używania antybiotyków, świat straci to, co dzięki tym lekom zyskaliśmy. Skutki będą niszczące.

Siedem plag

O odporności na antybiotyki wybranych bakterii mówiono dotąd w czasie przyszłym – podkreślają eksperci WHO. To było coś, co może się zdarzyć, jeżeli nie będziemy ostrożni. Ostrzeżeniem miał być sztandarowy przykład tego zjawiska – gronkowiec złocisty oporny na metycylinę – tzw. MRSA. Metycylina to antybiotyk, który obecnie stracił znaczenie terapeutyczne, a gronkowiec MRSA jest przyczyną częstych zakażeń szpitalnych. Lekarze sięgnęli po nowocześniejsze antybiotyki – m.in. wankomycynę. Ale „w odpowiedzi", w tym swego rodzaju wyścigu zbrojeń, pojawił się gronkowiec oporny na wankomycynę (VRSA). Teraz to samo dzieje się z innymi patogenami. Raport WHO wymienia siedem najpoważniejszych. Oprócz wspomnianych gronkowców oraz E. coli to również salmonella, paciorkowce (streptokoki), bakterie Klebsiella (wywołują m.in. zapalenie płuc, sepsę, zapalenie opon mózgowych, układu moczowego), wywołująca czerwonkę Shigella oraz dwoinka rzeżączki. Według WHO we wszystkich zbadanych regionach ponad połowy zakażeń Klebsiella pneumoniae nie daje się leczyć cefalosporynami. W Polsce oporność na tę grupę antybiotyków sięga 60 proc. Co najgorsze – w Europie, USA i wschodnim regionie Morza Śródziemnego ponad 50 proc. szczepów Klebsielli jest odpornych również na inne stosowane antybiotyki – karbapanemy. Lekarzom pozostają praktycznie tylko antybiotyki z grupy fluorochinolonów. Podobnie jest z rozpowszechnioną E. coli – połowa infekcji jest oporna na cefalosporyny i karbapanemy. W ciągu ostatnich lat skuteczność straciły też fluorochinolony. A to sprawia – jak podkreślają w raporcie specjaliści WHO – że z pozoru drobna infekcja układu moczowego staje się sporym kłopotem. Wymaga długotrwałego leczenia albo wręcz jest nieuleczalna. W wielu regionach świata jedna czwarta infekcji powodujących czerwonkę jest odporna na fluorochinolony. Rzeżączka – choroba, o której rzadko się mówi – stała się za to odporna na cefalosporyny. I to w krajach rozwiniętych – na liście są: Austria, Australia, Kanada, Francja, Japonia, Norwegia, Słowenia, RPA, Szwecja i Wielka Brytania. A rzeżączką zaraża się na świecie milion osób... dziennie.

Gdzie są firmy farmaceutyczne?

Skoro skuteczność obecnie wykorzystywanych antybiotyków spada, to może pora zacząć robić nowe? I tu jest problem: nowych nie ma. Od lat 50. do 70. ubiegłego wieku wprowadzono kilka klas antybiotyków – to tzw. złota era, kiedy lekarzom wydawało się, że choroby zakaźne udało się pokonać. Ale ostatnich kilkanaście lat pokazało, że bakterie nie zamierzają się poddać. Poddały się za to firmy farmaceutyczne. W 2004 roku dr Brad Spellberg sprawdził, jak wyglądają ich badania nad nowymi środkami przeciwbakteryjnymi oraz ile nowych zarejestrowała amerykańska FDA. W ciągu 20 lat liczba nowych antybiotyków wprowadzanych na rynek spadła o połowę. Spośród siedmiu największych światowych firm farmaceutycznych prace nad nowym antybiotykiem prowadziła tylko jedna. W planach na ponad 500 nowych leków antybiotyków było tylko sześć. Dlaczego? Firmom się to nie opłaca. Przygotowanie innowacyjnego leku kosztuje średnio ok. 700–800 mln dolarów i może trwać dziesięć lat. W zamian otrzymujemy lek, który pacjent będzie stosował przez od trzech do 14 dni, a później wyzdrowieje i go odstawi. Bardziej opłacalne jest przygotowanie leków na cukrzycę czy nadciśnienie albo wręcz na zaburzenia wzwodu, które pacjenci będą przyjmować regularnie do końca życia. Tym samym zapewniając stały przypływ gotówki producentom.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA