fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sztuka

Camille Claudel, 1915 w kinach

Juliette Binoche jako tytułowa bohaterka filmu „Camille Claudel, 1915”, który do naszych kin wchodzi w przyszłym tygodniu
Stowarzyszenie Nowe Horyzonty
„Camille Claudel, 1915” to opowieść o kilku dniach z życia rzeźbiarki, którą na ponad sto lat wykreślono z historii sztuki - pisze Monika Małkowska.
Camille, najstarsza z trójki dzieci państwowego urzędnika, od dziecka lubiła modelować figurki z gliny. Jako nastolatka zachwycała uzdolnieniami plastycznymi, ale i urodą, czemu świadectwo dają jej młodzieńcze zdjęcia. Zobacz galerię zdjęć
Z racji pewnego podobieństwa do rzeźbiarki Isabelle Adjani wydawała się predestynowana do zagrania w filmowej biografii Camille Claudel. Nakręcono ją w 1988 roku, motywem przewodnim był trwający ponad dekadę romans między Augustem Rodinem, genialnym i podziwianym twórcą, a pozostającą w cieniu mistrza uczennicą, potem modelką, bliską współpracownicą, kochanką, następnie – byłą kochanką...
Zerwanie okazało się dla Camille fatalne w skutkach. O tym traktuje film „Camille Claudel, 1915". Bruno Dumont koncentruje się tu na dramacie ubezwłasnowolnionej artystki, na jej zamknięciu w „azylu" dla psychicznie i fizycznie upośledzonych.
W efekcie przymusowego odizolowania Camille oraz jej sztuka przestały dla świata istnieć. Gdy umierała w samotności i zapomnieniu, nie mogła przewidzieć, że los przyniesie jej zadośćuczynienie: ubiegłoroczna retrospektywa jej dorobku, zorganizowana w Muzeum Rodina w 70. rocznicę śmierci artystki, miała rekordową frekwencję. Przypadającą na ten rok 150. rocznicę urodzin Camille Claudel przypomina film Dumonta o niej i tylko o niej. Już bez Rodina.
Życie Camille Claudel, tak jak i jej sztuka, nie przystaje do żadnej z epok

Śmierć za życia

Juliette Binoche nie jest fizycznie podobna do panny Claudel. Ta aktorka nie kojarzy się z osobą rozedrganą wewnętrznie, prześladowaną maniami i obsesjami, odrzuconą przez społeczeństwo. A jednak jest idealna w roli genialnej szalonej, zrozpaczonej, namiętnej artystki, którą skreślono z istnienia. Jej blada, postarzała o sporo lat twarz staje się maską cierpienia. Chuda postać w burych ciuchach zdaje się wtapiać w ponure mury. Nawet bez słów wyraża rozpacz i świadomość krzywdy. W zakładzie dla psychicznie chorych talent Claudel i jej osobowość zostają unicestwione, ale ona zachowuje godność.
Bruno Dumont skupił się na kilku dniach, kiedy Camille dostaje dobrą wiadomość: odwiedzi ją Paul, młodszy o cztery lata ukochany brat. Poeta, dramaturg, do tego dyplomata. Żarliwy katolik.
Camille wierzy, że przekona brata, aby ją uwolnił. Że nie ma powodu do trzymania jej wśród obłąkanych. A to właśnie Paul tuż po śmierci ojca, gdy jako jedyny męski spadkobierca formalnie stał się głową rodziny, polecił ją izolować w szpitalu.
Po pięciu dniach Camille przemocą wyciągnięto z sali i wywieziono daleko od rodziny, w okolice Awinionu. Zdiagnozowano paranoję i manię prześladowczą. Było to w 1913 roku, miała 39 lat. Pozostała w zamknięciu ponad trzy dekady, do śmierci w 1943 roku.

Okrucieństwo brata

Tytuł filmu określa czas akcji: 1915 rok, trwa wojna. Dumont precyzuje: jest wczesna wiosna, słońca jak na lekarstwo, wieje mistral, który wzmaga ludzkie szaleństwo. Camille stara się być spokojna, lecz nie umie zaakceptować swego położenia. Nie potrafi „zintegrować się" z innymi pacjentkami, niesprawnymi umysłowo, odrażającymi wizualnie.
Kiedyś tacy ludzie fascynowali malarzy i rysowników – Boscha, Bruegla, Géricaulta, Goyę. Dumont także zdaje się kompletować katalog psychicznych kalectw. Kamera zagląda w oblicza napiętnowane obłędem, w bezmyślne oczy, w rozwarte bezzębne usta.
W takim otoczeniu Camille Claudel wydaje się piękna jak anioł. Cieszy się względami personelu – udaje się jej przekazać list do przyjaciółki; wolno jej gotować osobne posiłki. Stara się trzymać w emocjonalnych ryzach.
Pęka podczas cotygodniowej wizyty u lekarza-dyrektora szpitala. Starszy pan w milczeniu, nieporuszony wysłuchuje lawiny żalów artystki, której jedynym marzeniem jest wrócić do domu matki, mieć pokój i ciszę.
Okrucieństwo tej sceny poraża. Jednak to tylko wstęp do rozmowy z bratem. Paul Claudel (znakomity Jean-Luc Vincent) to bardziej wyrafinowana wersja Tartuffe'a. Gładki, obłudny, egocentryczny i lodowaty. Nie wykonuje w stronę siostry pół serdecznego gestu, przy nim nawet zachowanie siostry Ratched z „Lotu nad kukułczym gniazdem" wydaje się szczytem empatii.
Camille zostaje sama. Skazana na dożywocie, już to wie. Nie wie, że lekarz zalecał zabranie jej do domu, co mogłoby przynieść poprawę zdrowia. Paul ani o tym myślał, podobnie jak matka i siostra.

Wiek nigdy niedojrzały

„Kiedy mając lat 30, zorientowała się, że Rodin ani myśli jej poślubić, wszystko zawaliło się wokół niej i nie oparły się temu władze umysłowe" – tak Paul Claudel podsumował cios, który spotkał  siostrę. Tak naprawdę to ona zdecydowała się zerwać. Żeby nie znosić już poniżeń.
Kiedy się spotkali, on miał czterdziestkę z okładem, ona nie skończyła 19. Rzeźbiła od dzieciństwa, jako 15-latka wykonała popiersia Napoleona i Bismarcka oraz scenę walki Dawida z Goliatem (te prace się nie zachowały). Wydawało się, że sukces miała w kieszeni: polecono ją Augustowi Rodinowi, bożyszczu francuskiej rzeźby.
Szybko zdobyła uznanie w pracowni mistrza powagą i zapałem do pracy. A przede wszystkim – talentem. Dzielili pracownię, współpracowali. Pełniła funkcję asystentki – rzecz niezwykła w tamtej epoce! Do tego była atrakcyjna. Pozowała do wielu dzieł Rodina (m.in. do „Danaidy", „Pocałunku", „Wiecznej wiosny" czy „Przemijającej miłości").
W 1888 roku zdobywa się na wyczyn niebywały: wynajmuje własną pracownię w Paryżu. Rodin przeprowadza się w pobliże i zwodzi dziewczynę. Jednocześnie jest z inną kobietą. Ale wybiera Camille jako modelkę. Ona zaś portretuje go (1892) tak doskonale, że on uznaje ten wizerunek za swoją najlepszą podobiznę. Claudel pracuje też nad „Walcem" – wizją prawie nagiej pary porwanej rytmem/obłędem/miłością. Podobno był to moment, w którym miała kolejnego genialnego kochanka – Claude'a Debussy'ego.  Ale już nie miała nadziei na miłość.
W 1898 roku wykonała dzieło „autobiograficzne" – podczas jego oglądania Rodin podobno płakał jak dziecko. „Wiek dojrzały" to kompozycja oddająca relacje między leciwym mistrzem a wybranką: niemłody mężczyzna zostaje porwany w otchłań przez starość; młoda kochanka błaga go na kolanach, żeby pozostał...
Rok później stworzyła „Falę" – pracę z ducha secesyjną. Tytułowy żywioł wodny porywa i zarazem chroni trzy nagie kobiece sylwetki. Niezwykły jest użyty materiał – onyks. Ekskluzywny i dekoracyjny, zapowiada późniejszą, międzywojenną stylistykę. Bo dorobek Camille Claudel mieści się między epokami – impresjonizmem, symbolizmem, secesją. Tak jak ona sama – jej sztuka nigdzie nie przystawała.

Depresja leczona pracą

Dumont, wybierając do głównej roli Binoche, podkreślił nieprzystawalność artystki do ówczesnych norm i tradycji. Próbowała żyć jak mężczyzna i poniosła porażkę, z której nie umiała się podźwignąć. Miała zranione uczucia, ale i ambicję. Rodin zostawił ją dla prostej szwaczki, niestety – także matki ich nieślubnego syna.
Dziś przypadek Camille Claudel zdiagnozowano by jako depresję. Po odsunięciu przez kochanka rzuciła się w wir intensywnej pracy. Sztuka stała się jej jedyną rzeczywistością; jedynym dobrem, które nie zawiodło. Wtedy osiągnęła artystyczne wyżyny, znalazła własny styl. A że czasami niszczyła to, co uznała za mniej udane? Tego typu wściekłość i determinacja ogarniają niejednego twórcę.
Camille zapuściła pracownię, przestała dbać o powierzchowność. Cierpiała straszną biedę, wycofała się z życia towarzyskiego, zamiast ludzi otaczając się kotami.
Zamknięta w szpitalu, poddawana rozmaitym eksperymentom medycznym, wciąż pisywała do rodziny i przyjaciół przejrzyste, logiczne i smutne listy. Nie zniżyła się do żebrania o pomoc. „Żyję w dziwnym, obcym świecie – napisała w jednym z nich. – Po życiu, które było jak marzenie, to tutaj jest koszmarem sennym".
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA