fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wiadomości

Zamknijmy oczy na aneksję Krymu

Ewentualne sankcje ?wobec Rosji uderzą ?w polskich przedsiębiorców. O tym powinniśmy dyskutować. Na sankcjach więcej stracą ci, którzy je wprowadzą, niż Rosjanie ?– twierdzi prezes Stowarzyszenia Republikanie? Przemysław Wipler w rozmowie z Elizą Olczyk.
Rz: Polityczna wierność nie jest pana mocną stroną. W ciągu dwóch lat porzucił pan najpierw PiS, teraz Polskę Razem Jarosława Gowina i związał się pan z Januszem Korwin-Mikkem.
Zawsze podejmowałem działania mające na celu budowę formacji wolnorynkowej i konserwatywnej. Jarosław Gowin miał unikalną szansę na budowę takiej formacji, ale moim zdaniem ją zmarnował. Za to Janusz Korwin-Mikke dostaje właśnie olbrzymią premię od wyborców za konsekwentne głoszenie tych samych poglądów od 20 lat. Wokół niego skupieni są dzisiaj ludzie, którzy chcą zmian w polityce.
Polska Razem ma za sobą kilka miesięcy działania. Po takim czasie można już zawyrokować, że jakiś projekt polityczny jest skazany na porażkę?
Ja w ten projekt nie wierzę, bo sposób jego budowy, czyli zbieranie przegranych polityków z różnych formacji, nie rokuje dobrze.
Mówi pan jak Jacek Kurski z Solidarnej Polski.
Ale taka jest prawda. Jestem zwolennikiem budowania szerokiego porozumienia Polski Razem, Nowej Prawicy Korwin-Mikkego, Republikanów i części Ruchu Narodowego, bo te formacje mogą przyjąć linię konserwatywną w sprawach światopoglądowych i liberalną gospodarczo. Niestety, przed wyborami do Parlamentu Europejskiego to się nie udało i odpowiadają za to liderzy.
A złe języki twierdzą, że pan się obraził na Gowina, bo nie dostał pierwszego miejsca na warszawskiej liście do Europarlamentu.
To nieprawda. Mandat europosła nie jest moim marzeniem. Z Januszem Korwin-Mikkem będę współpracował przy wyborach samorządowych, bo moje środowisko chce pracować dla Warszawy. W wyborach europejskich nie będę kandydował.
Co zawiodło w Polsce Razem?
Strategicznym błędem tego ugrupowania było niepodjęcie rozmów o koalicji z Nową Prawicą. Taka koalicja Gowina i Korwina miała szansę na kilkanaście procent poparcia. To wynikało z naszych badań. Ci dwaj politycy są wobec siebie komplementarni. Gowin poważny, stateczny, wyważony, cieszący się szacunkiem osób starszych. A Korwin – dynamit, kontrrewolucjonista, uwielbiany przez młodzież. To by świetnie grało. Ale Gowin nie chciał się tłumaczyć z niektórych kontrowersyjnych wypowiedzi Korwin-Mikkego. Sądził pewnie, iż jego godność kandydata na prezydenta RP może na tym ucierpieć. I ja to  nawet rozumiem, ale przecież można się umówić, że nie komentujemy swoich wypowiedzi, z którymi się nie zgadzamy.
Rozumiem, że panu nie przeszkadzają wypowiedzi Korwin-Mikkego, np. że wie, kto z Polski szkolił terrorystów z Majdanu, ale nie powie, albo że nie powinno się oglądać zmagań paraolimpijczyków, bo równie dobrze można by organizować zawody w szachach dla debili?
Umówiliśmy się z Korwinem, że nie będziemy nawzajem komentować swoich słów.
Wygodne. Ale w  ubiegłym roku ?sam pan mówił, że nie po drodze jest panu z Korwin-Mikkem, bo on za wzór postawił sobie Augusto Pinocheta, a pan Viktora Orbana.
Po prostu nie popieram rozwiązań autorytarnych. Orban zbudował gigantyczny ruch społeczny, który stał się ogromną siłą. To nie jest człowiek, który rządzi dzięki poparciu kilku generałów, tylko dlatego, że przekonał miliony Węgrów, iż chce dla nich dobrze. Przeprowadza zmiany, które uważa za potrzebne, i utrzymuje wysokie poparcie. Dlatego Orban jest dla mnie wzorem, tak samo jak dla Jarosława Kaczyńskiego, który chciałby, żeby PiS stało się Fideszem.
PiS już nie jest takie zauroczone Orbanem, bo okazało się, że premier Węgier jest przeciwko sankcjom gospodarczym wobec Rosji.
Orban ma inne interesy niż my i inną sytuację geopolityczną. Dużo taniej płaci za gaz niż Polska i ma zagwarantowaną taką umowę na wiele lat. Prowadzi też strategię budowania wielobiegunowych sojuszów. Nie idzie więc na wojnę, na której nic nie wygra. Tym bardziej że on i Węgrzy mogliby zapłacić za takie zaangażowanie.
Popiera pan takie myślenie wyłącznie w kategoriach własnego interesu?
Tak. Uważam, że Polska też powinna to brać pod uwagę. Ewentualne sankcje wobec Rosji uderzą w polskich przedsiębiorców. A jakoś nikt nie mówi o rekompensatach dla nich, które nie  zostałyby później przez UE uznane za niedozwoloną pomoc publiczną. O tym powinniśmy dyskutować. Na sankcjach więcej stracą ci, którzy je wprowadzą, niż Rosjanie. A my powinniśmy postawić na działania dla nas najbardziej optymalne.
Czyli jakie?
Koalicja Gowina i Korwina miała szansę na kilkanaście procent poparcia. Ci dwaj politycy są wobec siebie komplementarni
Należy wycofać się z jak najmniejszymi stratami z obecnej eskalacji napięcia, naciskać na reformy na Ukrainie oraz wspierać tamtejszych  prozachodnich polityków, tak by w przyszłości możliwe było przystąpienie Ukrainy do UE. Wszystko to należy zrobić przy jak najmniejszych stratach terytorialnych państwa ukraińskiego.
Na aneksję Krymu należy zamknąć oczy?
Mówiąc uczciwie – tak. Alternatywą jest zaangażowanie się militarne, a tego nikt nie chce.
Nie boi się pan, że Władimir Putin właśnie rozpoczął realizację planu, o którym mówił kiedyś Lech Kaczyński – najpierw Gruzja, potem Ukraina, republiki nadbałtyckie, a wreszcie przyjdzie kolej na Polskę?
Oczywiście, że się tego boję. Dlatego powinniśmy szybko reformować państwo i podwoić wydatki na armię.
Pod tym względem nigdy nie będziemy w stanie przebić Rosji.
Ale nasz potencjał odstraszający musi być większy. Nie może być tak, że zlikwidowaliśmy armię poborową, a nie zbudowaliśmy armii zawodowej, natomiast pieniądze MON wydajemy głównie na emerytury wojskowe. Mamy armię emerytów, armię urzędników, a nie mamy armii, która strzegłaby naszych granic. To jest problem naszego kraju. Zamiast wydawać pieniądze na powiaty, powinniśmy je wydawać na wojsko, a powiaty po prostu zlikwidować. Poza tym należy włączyć obywateli w system obronności, bo ja sam i większość znanych mi mężczyzn nie mamy pojęcia, co należy robić w razie mobilizacji. Moment, w którym przestanie działać internet i telefony, może być katastrofą. A zagrożenia są całkiem realne, bo historia, wbrew modnym teoriom, wcale się nie skończyła.
Wróćmy do pana nowego projektu politycznego. Czy będzie pan kandydował na prezydenta Warszawy?
Będziemy budować szeroki komitet koalicyjny na te wybory i uważam, że uda nam się znaleźć lepszego kandydata na tę funkcję – inspirującego dla wszystkich środowisk.
Któż to może być? Czyżby Janusz Korwin-Mikke?
(śmiech) On nie jest fanem samorządności. Uważa, że najlepszymi prezydentami Warszawy byli komisarze – Stefan Starzyński czy Sokrates Starynkiewicz. Gdyby miał zostać komisarzem Warszawy, to pewnie pełniłby tę funkcję z dużo większym zapałem niż jako wybrany prezydent.
Czy Solidarna Polska jest brana pod uwagę w takim porozumieniu?
Oni nie istnieją w Warszawie. A poza tym krytykują PiS za to, co ja w tej formacji najbardziej ceniłem, czyli działania prorynkowe.
Wolicie Ruch Narodowy z jego zadymiarskimi marszami?
To jest wartościowe środowisko. A co do marszów, to ja też na nie chodzę i dobrze wiem, że zadymy są poza marszem, więc organizatorzy za to nie odpowiadają. Przecież ubiegłoroczny marsz nie szedł obok tęczy na placu Zbawiciela. A z faktu, że ambasada rosyjska była niedostatecznie chroniona przez policję, powinien się tłumaczyć minister spraw wewnętrznych Bartłomiej Sienkiewicz, a nie my.
Ale to wasz marsz przyciągnął ludzi, którzy brali czynny udział w tych burdach.
No i odpowiedzą za to karnie. Dla mnie gorsze jest to, że całe pokolenie młodych ludzi jest społecznie i ekonomicznie eksploatowane, wypychane za granicę, a jedyne, co może zrobić, to raz do roku spalić budkę pod ambasadą rosyjską. To jest miara bezsiły całego pokolenia.
Rozgrzesza pan te zachowania?
Nie. Chodzi mi to, że gdyby Polacy zarabiający ustawową pensję minimalną dostali od pracodawcy do ręki całe te 2028 złotych, sami musieli wpłacić do urzędów podatki i składki, po których zostałoby im w portfelu tylko 1237 złotych, to już dawno mielibyśmy w Warszawie Majdan, a nie Marsz Niepodległości.
Może ma pan po prostu słabość do zadymiarzy? Zajmował się pan prawami kibiców. Chciał pan  m.in., żeby został zniesiony zakaz stadionowy.
Zabiegałem o to, żeby był tryb odwoławczy od zakazu stadionowego wydawanego przez kluby. Bo jeżeli prywatny klub może pozbawić obywatela jego praw, zakazując mu uczestnictwa w imprezie sportowej, i to bez możliwości odwołania, jest to łamanie podstawowych zasad praworządności. A już z całą pewnością nie powinno być odpowiedzialności zbiorowej, czyli zamykania stadionów za awantury, bo dlaczego ludzie tacy jak ja, którzy nie rzucają racami, z nikim się nie szarpią, przez kilka kolejnych meczów nie mogą kibicować swojej drużynie?
To w jaki sposób organizatorzy mają walczyć z łobuzerką na stadionach, tak jak ostatnio na stadionie Legii?
Trzeba identyfikować i karać sprawców. Na Legii to organizator zawiódł, bo nie skontrolował należycie kibiców gości, czyli kibiców Jagiellonii, którzy wnieśli materiały pirotechniczne na stadion i zaczęli nimi rzucać na sektor rodzinny. A to znaczy, że powinien zostać ukarany klub, a nie spokojni kibice. Tyle że polskie kluby są biedne i takie sankcje szybko by je zrujnowały.
A pan nie był zwolennikiem wnoszenia materiałów pirotechnicznych na stadion?
Byłem i jestem. Ale uważam, że powinien być stosowany tzw. model duński – stowarzyszenie kibiców wpłaca kaucję i jest odpowiedzialne za to, jak użytkowana jest pirotechnika. Gwarantuję, że gdyby stowarzyszenie musiało zapłacić 200–300 tys. zł kary za wrzucenie racy na murawę, toby do takich incydentów nie dochodziło. Polska ma najbardziej restrykcyjne prawo w zakresie bezpieczeństwa imprez masowych i nie przynosi to bynajmniej zakładanych efektów.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA