fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Służby mundurowe

Będzie zaciąg do armii terytorialnej?

Obrona terytorialna mogłaby liczyć nawet 50 tys. żołnierzy
Fotorzepa, Dariusz Golik Dariusz Golik
Grzegorz Byszewski
Marek Kozubal
Marek Domagalski
Zbigniew Lentowicz
Polska ma ogromny potencjał aby zbudować wielotysięczne siły obrony terytorialnej.
Z powodu konfliktu na Ukrainie temat obrony terytorialnej stał się znów niezwykle aktualny. Eksperci zwracają uwagę, że Polska jest jednym z niewielu krajów bez takiej obrony.
Na zlecenie Sztabu Generalnego przygotowywana jest zmiana formuły działania Narodowych Sił Rezerwowych, pozwalającej na formowanie zwartych oddziałów uzupełniających regularne wojsko.
Nad uatrakcyjnieniem służby w NSR kontynuować prace będzie też dziś Sejm.

Niewykorzystana rezerwa

W Polsce 100-tysięczną armię zawodową w czasie pokoju wspierają utworzone cztery lata temu Narodowe Siły Rezerwowe. Liczą one jednak tylko ok. 10 tys. osób, choć powinno być ich dwa razy więcej.
W organizacjach paramilitarnych działa w całym kraju nawet 800 tys. osób – szacują specjaliści
Wielokrotnie zmieniły się przepisy dotyczące funkcjonowania NSR. Eksperci są zgodni, że formacja nie spełniła pokładanych w niej nadziei. Od początku służba była nieatrakcyjna finansowo, a jej dowódcy nisko oceniali jej sprawność. Do krytycznej oceny NSR przyznają się dzisiaj zarówno oficerowie, jak i urzędnicy resortu obrony. Znaczna część kandydatów traktuje NSR jako szybką ścieżkę dostania się do zawodowej służby wojskowej.
Żołnierze NSR dotychczas byli kierowani do jednostek wojskowych na różne stanowiska. Nie stanowili zwartych pododdziałów.  Od kilku miesięcy trwają prace nad reformą tych jednostek. Propozycje zmian przygotowuje zespół, który działa przy Akademii Obrony Narodowej. W jego skład wchodzą m.in. przedstawiciele AON, ale także Sztabu Generalnego, Inspektoratu Wsparcia Sił Zbrojnych, BBN, a także uczelni, np. Wyższej Szkoły Policji w Szczytnie.
Pięciomilionowa Finlandia ma siły zbrojne składające się z 60 tys. żołnierzy zawodowych i 230 tys. ochotników wojsk obrony terytorialnej. Szwedzka Gwardia Krajowa Hemvarnet liczy z kolei 600 tys. żołnierzy. W podobny sposób funkcjonują armie Szwajcarii, Niemiec, Izraela, Norwegii. Najbardziej znaną na świecie armię ochotniczą mają Stany Zjednoczone – Gwardię Narodową. W czasie pokoju służy w niej ok. 360 tys. osób. Gwardziści uczestniczą nie tylko w likwidacji skutków klęsk żywiołowych, lecz także w misjach zagranicznych, m.in. w Iraku, Kosowie czy Afganistanie.

Dodatkowa armia

– Odbudujmy tę armię, najlepiej na wzór amerykańskiej Gwardii Narodowej – przekonują eksperci.
Zdaniem gen. Romana Polki, byłego dowódcy GROM, ochotnicy mogliby przechodzić szkolenie wojskowe kilka tygodni w roku. – Miałem kontakt z gwardzistami w Bośni. Na początku w działaniach brali udział żołnierze wojsk specjalnych, potem regularna armia, a potem Gwardia Narodowa, byli oni bardzo dobrze wyszkoleni i wyposażeni  – dodaje Polko.
Jego zdaniem w Polsce jest duży potencjał osób i instytucji, które mogłyby tworzyć takie oddziały. – Zaplecze stanowią harcerze, grupy Strzelca – wylicza generał Polko.
Obrona terytorialna mogłaby liczyć nawet 50 tys. żołnierzy.
Prof. Józef Marczak z Wydziału Bezpieczeństwa Narodowego AON, wybitny ekspert zajmujący się obroną terytorialną, szacuje, że w różnych organizacjach paramilitarnych działa w tej chwili ok. 600–800 tys. osób.
Jego zdaniem masowo powstają stowarzyszenia, które same prowadzą szkolenia wojskowe. To m.in. Strzelec, harcerze, Legia Akademicka. W 220 szkołach ponadgimnazjalnych w tzw. klasach mundurowych jest 20 tys. uczniów.
Zdaniem naszych rozmówców ochotników wystarczy przeszkolić, dać im umundurowanie i broń. – Powinni być oni przypisani do swojej miejscowości, broń mogłaby być magazynowana np. na terenie posterunków policji lub jednostek wojskowych – uważa Grzegorz Matyasik, prezes stowarzyszenia Obrona Narodowa.

Zachęcić do służby

Nie wiadomo dokładnie, ile kosztowałoby utworzenie takiej Gwardii Narodowej. Profesor Marczak podaje jednak przykład USA, gdzie wydatki kształtują się na poziomie 2,6 proc. wydatków na całą obronę. Przypomina, że Sztab Generalny, który opracowywał kalkulację funkcjonowania Obrony Terytorialnej na początku tego wieku, szacował, że jej budżet wyniesie ok. 6 proc. wydatków na obronę.
A co proponuje dziś resort obrony?
– Zaproponowaliśmy pakiet ekonomicznych i finansowych zachęt, które  ułatwiłyby kandydatom decyzję o wstępowaniu do NSR – mówi „Rz" gen. Bogusław Pacek, rektor-komendant Akademii Obrony Narodowej, doradca szefa MON. – Na razie nie brak chętnych do wstępowania do NSR, są też pieniądze na podstawowe szkolenie rezerwistów, jednak większość adeptów traktuje służbę w NSR jako wstęp do kariery żołnierza zawodowego.
Tadeusz Wróbel z „Polski Zbrojnej" przypomina, że na całym świecie istniejące formacje rezerwistów czy gwardii narodowych korzystają z wymiernych przywilejów. Zachętą są nie tylko dodatki finansowe, lecz także m.in. ulgi podatkowe,  wyższe standardy opieki medycznej, nawet gwarancje wsparcia dla bliskich podczas  nieobecności w domu głowy rodziny.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA