fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Katalońska samodzielność

Wiele wskazuje na to, że w Europie powstanie nowe państwo. Ze stolicą w Barcelonie.
Korespondencja ?z Barcelony
– Nie wyłącznie, ale przede wszystkim chodzi o pieniądze, dopiero potem o zachowanie katalońskiej kultury i tradycji – przekonuje znany pisarz kataloński Jordi Punti. Dyskutujemy w jednej z kawiarni Barcelony o przyszłym niepodległym państwie Katalonia. Parlament autonomicznej Katalonii postanowił właśnie, że 9 listopada odbędzie się referendum w sprawie niepodległości. W końcu Katalonia to odrębny naród, język, kultura i tradycja. Cóż trzeba więcej? Jordi Punti nie ma wątpliwości co do wyniku referendum, lecz w przeciwieństwie do wielu polityków, intelektualistów czy dziennikarzy opowiadających się za niepodległością nazywa sprawy po imieniu. Jest przekonany, że Katalończycy chcą się oddzielić od Hiszpanii, bo chcą po prostu lepiej żyć. Hiszpania to bankrut, a licząca 7,5 mln mieszkańców Katalonia z nowoczesnym przemysłem i gospodarką chce się odbić szybko od kryzysowego dna i stać się dynamicznie rozwijającym się państwem. – Kryzys sprawił, że Katalończycy umocnili swą tożsamość narodową – tłumaczy pisarz.
Rzut oka na statystyki potwierdza tę tezę. Im gorzej było w Hiszpanii w ostatnich latach, tym szybciej rosła liczba zwolenników niepodległości. Przy tym większość mieszkańców Katalonii nie ma katalońskich korzeni. Wszyscy znają mniej lub gorzej kataloński, ale posługuje się nim w życiu prywatnym mniej niż połowa mieszkańców. W końcu język kataloński obowiązuje w szkołach wszystkich szczebli. Katalończykiem zostaje się, osiedlając się po prostu w Katalonii. Katalonką jest więc 26-letnia Corazon, która siedem lat temu uciekła z rządzonej przez Chaveza Wenezueli, a korzenie jej rodziny sięgają Andaluzji. Katalonką jest też Krystyna, Niemka z Drezna, która wyszła tu za mąż, i Katalonką jest pochodząca ze Słowenii żona Ricarda Gene, adwokata stojącego na czele Assamblea Nacional Catalana (ANC), czyli Zgromadzenia Narodowego Katalonii, prężnej organizacji społecznej walczącej o niepodległość. Jordi Punti jest Katalończykiem z dziada pradziada, dlatego ma bardziej emocjonalny stosunek do tradycji i kultury Katalonii. Na różnice pomiędzy Katalonią a resztą Hiszpanii patrzy jednak pragmatycznie, przypominając, że w Katalonii zaledwie jedna czwarta uczniów wybiera religię zamiast etyki, w Andaluzji 80 proc. To jeden z argumentów odrębności. Bynajmniej nie najważniejszy.

Katalonia jak Kuba

– Nic już nas nie zatrzyma – zapewniają katalońscy politycy. Kampania na rzecz niepodległości jest zdumiewająca, poraża swą doskonałą organizacją i rozmachem. Katalonia ma już pięć przedstawicielstw na świecie, to quasi-ambasady. Sekretarz stanu w rządzie Katalonii jest właściwie ministrem. Zatrudnia 150 osób oraz sprawuje nadzór nad działalnością organizacji o nazwie Diplocat, czyli Publiczna Rada Dyplomatyczna. Część funduszy to subwencje rządowe, część pochodzi z prywatnych dotacji. Starcza na smakowite lunche, interesujące kolacje z przedstawicielami elity katalońskiej, na taksówki i hotele dla zagranicznych gości, dziennikarzy, polityków i ludzi kultury z całego świata zapraszanych, aby przekonali się na własne oczy, jak powstaje niepodległa Katalonia. – Właściwie to dopiero rozwijamy skrzydła – mówi szef Albert Royo. Oficjalnie jego organizacja nie utrzymuje żadnych więzi z ANC. Ta organizacja powstała zaledwie dwa lata temu z połączenia wielu stowarzyszeń na rzecz niepodległości. Zdążyła już zorganizować dwie ogromne manifestacje. Pierwsza w 2012 roku zgromadziła prawie 2 mln osób na barcelońskiej Plaza de Catalonia pod hasłem: „Katalonia. Nowe państwo w Europie". Były płomienne przemówienia, wiele emocji i koszulki w żółto-czerwone pasy, jak flaga katalońskiej autonomii. Takie same, w jakich na niektórych meczach gra FC Barcelona. Najwięcej było jednak flag uzupełnionych niebieskim trójkątem umieszczonym wzdłuż lewej krawędzi z białą gwiazdą pośrodku, wzorowanych na fladze Kuby, której udało się wyzwolić spod dominacji Hiszpanii. W roku ubiegłym na wezwanie ANC w Dzień Narodowy Katalonii zwany Diada półtora miliona Katalończyków utworzyło 400-kilometrowy ludzki łańcuch, od francuskiej granicy do położonej na południu Walencji. ANC ma 20 tys. stałych członków, którzy wnoszą składki w wysokości 4 euro miesięcznie. To daje około miliona rocznie, ale znacznie więcej wpływa od sponsorów, którzy z pobudek patriotycznych czynią, co mogą, aby Katalonia przestała być wreszcie częścią Hiszpanii. ANC wysłała właśnie 14,5 tys. egzemplarzy liczącej ponad półtora setki stron książki w dużym formacie, będącej kompendium wiedzy Katalonii, do najważniejszych polityków i ludzi prominentów na świecie. Otrzymał ją także oczywiście i premier Donald Tusk, tak jak Barack Obama czy Dalajlama oraz Madonna. Można się z niej dowiedzieć, jak w 1924 roku słynny kataloński architekt Antonio Gaudi został aresztowany za odmowę używania języka hiszpańskiego w rozmowie z policjantem, że obecny szef rządu autonomicznej Katalonii Artur Mas jest 129. w historii przywódców Katalonii, licząc od 1359 roku, kiedy to Katalonię i Aragonię łączyła unia personalna. Powstał pierwszy Generalitat, czyli rząd. Do dziś ma taką nazwę i mieści się w tym samym pałacu. Katalonia straciła niezależność 11 września 1714 roku, gdy hiszpańsko-francuskie wojska Filipa V – z rządzącej do dziś dynastii Burbonów – zajęły Barcelonę w czasie wojny sukcesyjnej. Rocznica tego zdarzenia, Diada, jest dzisiaj świętem narodowym upamiętniającym wolę walki o niepodległość. Potem były jeszcze dwa krótkie okresy prawdziwej niepodległości. Ostatni zakończył się wraz z zdobyciem Barcelony przez wojska gen. Franco w 1939 roku.

Madryt kontratakuje

Trzysta lat z Hiszpanią wystarczy – to zdanie można usłyszeć z ust katalońskich polityków i działaczy niepodległościowych. – Idziemy krok po kroku  – tłumaczy premier Artur Mas. W zapowiedzianym referendum Katalończycy odpowiedzą na dwa pytania. Pierwsze: Czy chcesz, aby Katalonia była państwem? Drugie brzmi: Jeżeli tak, to czy Katalonia ma być państwem niepodległym? Rzecz w tym, że tego rodzaju działania są sprzeczne z konstytucją Hiszpanii. – Dlatego też wysłaliśmy prośbę do rządu centralnego o zgodę na przeprowadzenie referendum – mówi premier Mas. Rozmawiał już na ten temat prywatnie z premierem Mariano Rajoyem i wie doskonale, że żadnej zgody nie będzie. Żałuje, że Katalonia jest przez rząd traktowana całkowicie inaczej niż Szkocja, której brytyjski premier David Cameron nie przeszkadza w organizacji referendum niepodległościowego we wrześniu. Ale Cameron jest święcie przekonany, że zwolennicy niepodległości Szkocji są w mniejszości. W Katalonii jest inaczej. 55 proc. mieszkańców deklaruje, że głosować będzie za niepodległością, jeszcze więcej opowiada się za prawem do referendum. Dlatego premier Rajoy już dziś grozi teoretycznie niepodległej w przyszłości Szkocji, że przestanie być członkiem UE i będzie musiała się starać powtórnie o status, jaki posiada obecnie. To przejrzysty sygnał dla Katalończyków. – Takie słowa wzmacniają jedynie nastroje separatystyczne w Katalonii – zapewnia Ricard Gene, szef ANC. Rząd w Madrycie nie czeka z założonymi rękami. Wysłał też do swych ambasad 200- stronicowy materiał, na podstawie którego hiszpańscy dyplomaci mają przystąpić do ofensywy, tłumacząc, że niepodległościowe aspiracje Katalonii to mrzonka. Premier Mas nie wyklucza, że wszystko może jeszcze zakończyć się uzyskaniem nowego statusu rozszerzającego zakres autonomii Katalonii. Taki jak ma Kraj Basków. Tam nie słychać już o dążeniu do niepodległości. Tam gdzie jeszcze niedawno wybuchały bomby i mnożyły się ataki terrorystyczne zwolenników oderwania od Hiszpanii, jest już spokój. – Dzięki temu mają dzisiaj znacznie szerszą autonomię niż my – przekonuje Andreu Mas-Colell, minister gospodarki Katalonii. Baskowie cieszą się najwyższym poziomem życia w Hiszpanii, bo nie płacą janosikowego i sami decydują o tym, jak wydawane są ich pieniądze. – Domagamy się tego samego – mówi premier Mas i podkreśla, że janosikowe Katalonii to 8 proc. PKB regionu. Całe 15 mld euro rocznie idzie do Madrytu. – Na nieefektywne i nikomu niepotrzebne inwestycje – mówi Miguel Puig, znany ekonomista. Jak na rozbudowę niezwykle kosztownej sieci superszybkich pociągów łączących Madryt ze stolicami regionów. Pod względem długości tej sieci Hiszpania zajmuje pierwsze miejsce w Europie. – Chcemy także, aby lotnisko i port przeszły na własność Katalonii – mówi minister Mas-Colell. Madryt nie chce o niczym takim słyszeć. Wcześniej czy później będzie musiał.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA