fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Orzecznictwo

Utracone kolekcje wracają do właścicieli

Eksponaty z Zamku w Łańcucie stanowią własność rodziny Tarnowskich
Fotorzepa, Krzysztof Lokaj klok Krzysztof Lokaj
Coraz częściej trafiają do sądów sprawy o zwrot dzieł sztuki zabranych z pałaców i dworów do muzeów.
Ostatnio Sąd Okręgowy w Rzeszowie potwierdził, że kilkaset eksponatów w Muzeum-Zamku w Łańcucie jest własnością rodziny Tarnowskich. Utraciła je wraz z zamkiem w Dzikowie.
– Tarnowscy zawarli też z Muzeum Narodowym w Warszawie umowę depozytową zbiorów grafiki, odkupionych od nich przez muzeum w 2008 r. Odzyskali również tzw. dzikowiana, czyli część kolekcji w depozycie Biblioteki Narodowej – mówi adwokat Piotr Boroń z krakowskiej kancelarii Góralczyk, Rychlicki i Partnerzy.
Trwają rozmowy o wykupieniu przez Archiwa Państwowe prywatnego archiwum Tarnowskich, znajdującego się na Wawelu.
– O swoją własność upominają się przeważnie spadkobiercy z rodzin arystokratycznych i ziemiańskich – mówi adwokat Józef Forystek z Kancelarii Forystek & Partnerzy. Kancelaria reprezentowała niedawno rodzinę Krasińskich w procesie przed Sądem Okręgowym w Warszawie o kolekcję obrazów i grafik z ordynacji Krasińskich w Opinogórze. Podczas okupacji została ona zdeponowana w Muzeum Narodowym w Warszawie.
Eksponaty trafiały do muzeów z różnych miejsc. Najczęściej były wyposażeniem dworów i pałaców, konfiskowanym na podstawie rozporządzenia z 1 marca 1945 r. do dekretu z 1944 r. o reformie rolnej.
– Wyposażenie wyszło cało z wojny, ale nie sposób nieraz ustalić, gdzie się znajduje – mówi Stanisław Ziemecki, członek zarządu Polskiego Towarzystwa Ziemiańskiego.
Na przykład do Muzeum Narodowego w Warszawie przekazano ponad 80 tys. obiektów z tzw. mienia podworskiego, w tym z pałaców w Nieborowie i Wilanowie. A było to tylko 15 proc. całego mienia podworskiego, o jakie wzrosły zasoby wszystkich polskich muzeów – podaje Lidia Małgorzata Jarecka w piśmie „Muzealnik". Z tego mienia oddano w latach 50. niektóre zabytkowe przedmioty Branickim z Wilanowa, Lubomirskim z Kruszyny i Radziwiłłom z Nieborowa. Potem zwroty wstrzymano. Dopiero w 1985 r. Sąd Wojewódzki w Warszawie nakazał Muzeum Narodowemu wydać Marii Radziwiłł obrazy zdeponowane w Muzeum w 1948 r.
Przełom nastąpił w 1995 r., gdy Naczelny Sąd Administracyjny uchylił przepis rozporządzenia z 1945 r.
Rok później spadkobiercy Adama Branickiego złożyli do Muzeum Pałacu w Wilanowie wniosek o wydanie 6 tys. przedmiotów. Zażądali też księgozbioru ze starodrukami od Muzeum Narodowego oraz wilanowskiego archiwum, przechowywanego w Archiwum Głównym Akt Dawnych.
Sprawy w sądach toczą się do tej pory. Nie udało się powołać fundacji ani uchwalić ustawy, która uregulowałaby kwestię rewindykacji znacjonalizowanych ruchomych dóbr kultury. Projekt, opracowany przez Muzeum Wilanowskie, ugrzązł w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Po śmierci w katastrofie smoleńskiej wiceministra Tomasza Merty zawieszono działalność zespołu ekspertów do opracowania założeń ustawy o statusie własnościowym zbiorów muzealnych. Ciągle nie ma także ustawy reprywatyzacyjnej. Miała ona określać m.in. zasady rewindykacji zbiorów muzealnych.
Obenie MKiDN nie prowadzi żadnych statystyk dotyczących rewindykacji muzealiów. Żądania są wysuwane bezpośrednio do muzeów, i to one prowadzą pertraktacje. Trudno też oszacować ilość przedmiotów, do których zgłoszono roszczenia lub w stosunku do których mogą one zostać wysunięte.
Piotr Boroń mówi, że w pertraktacjach chodzi o ustalenie prawa własności i dokonanie zmiany w rejestrach muzealnych. W ślad za tym może się pojawić żądanie wydania przedmiotów, ale również umowa o ich zdeponowanie. Wreszcie ewentualny odkup przez muzea najbardziej wartościowych eksponatów.
Za modelowe rozwiązanie uchodzi ugoda podpisana przed Sądem Okręgowym w Lublinie, na mocy której rodzina Zamoyskich zrzekła się za 17 mln zł rekompensaty prawa do pałacu w Kozłówce wraz z całym wyposażeniem.
Muzealnicy twierdzą, że przyczyną ogromnych trudności przy ustalaniu właścicieli zabytkowych przedmiotów i zgodności przejęć z ówczesnym prawem jest brak właściwej dokumentacji. Toteż w instrukcji z 2001 r. oraz w pismach wystosowanych przez MKiDN po kontroli Najwyższej Izby Kontroli wskazano dyrektorom muzeów jako najwłaściwszą drogę sądową.
Paweł Jaskanis, dyrektor Muzeum Pałac w Wilanowie, jest zwolennikiem działań legalnych, niestwarzających podejrzeń i niejasnych sytuacji.
– Polska jest krajem o dużym ładunku krzywd. To nie muzea mają je naprawiać – mówi. – Potrzeba narodowej zgody, jak je rekompensować. Niezbędna jest ustawa, która precyzyjnie określi mechanizmy zadośćuczynienia i ureguluje wzajemne relacje pomiędzy interesem publicznym kultury narodowej a prawem własności. Do tego czasu najbezpieczniejszym rozwiązaniem jest sąd i konstytucyjna pewność prawa w jego orzecznictwie.
Stanisław Ziemecki uważa jednak, że ani muzeów, ani właścicieli zawłaszczonych muzealiów nie powinny obciążać długotrwałe i kosztowne procesy sądowe.
– Trwa wtedy walka do upadłego. Używa się argumentu, że to część kultury narodowej. A jednocześnie jest to bezsprzecznie czyjaś prywatna własność, która nie podlegała przepisom nacjonalizacyjnym. Jeżeli więc państwo ma wolę, żeby te dobra były publicznie udostępnione, powinno zebrać środki na ich wykupienie, np. w drodze pierwokupu, czy na zawarcie porozumień w sprawie odpłatnego wypożyczenia eksponatów.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA