fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kultura

Zmarł wybitny gitarzysta jazzowy Jim Hall

Jim Hall
Archiwum autora, Marek Dusza m.d. Marek Dusza
Jeden z najwybitniejszych gitarzystów, kompozytor Jim Hall zmarł 10 grudnia w swoim mieszkaniu na Manhattanie. Miał 83 lata.
Jego ostatni planowany koncert w Polsce został odwołany z powodu żałoby narodowej po katastrofie smoleńskiej. Wcześniej wystąpił ze swoim triem w Studiu i. W. Lutosławskiego w 1997 r.
- Wpływ Jima na ewolucję jazzu jest transcendentalny - powiedział Pat Metheny po śmierci swojego mentora. W 1999 r.  dla wytwórni Telarc nagrał z nim w duecie album „Jim Hall & Pat Metheny".
- Jego osiągnięcia wykraczają poza grę na gitarze czy jazz. Jim wymyślił sposób bycia. Znalazł przestrzeń w muzyce, która była wyłącznie jego domeną. Poruszył wyobraźnię słuchaczy i kolegów muzyków, co jest całkowicie unikalne. Był także jednym z najlepszych ludzi, co dało się słyszeć w każdej jego frazie - dodał Metheny.
Po raz pierwszy Pat zagrał z Jimem Hallem, kiedy miał 15 lat i trafił do klubu The Guitar, gdzie gitarzysta grał w duecie z kontrabasistą Ronem Carterem. Polecony przez innego gitarzystę Attilę Zollera Metheny mógł przyłączyć się do duetu.
Hall był jednym z nielicznych muzyków, o których już za życia mówiło się, że są legendą jazzu. Zrewolucjonizował improwizację na gitarze. Uczynił ją instrumentem równoprawnym dla saksofonu, trąbki i fortepianu. Razem z Wesem Montgomerym zmienił wizerunek gitary elektrycznej w jazzie, wprowadził gitarę do jazzu nowoczesnego.
Ceniony był również za genialne kompozycje i nowatorskie aranżacje. Grał wyjątkowo oszczędnie, po mistrzowsku operując ciepłą barwą instrumentu, a cechą, która zjednała mu fanów była wyjątkowa melodyjność fraz. To dlatego nazywany był poetą jazzowej gitary.
Jego ulubioną formacją było trio, ale wiele znaczących płyt nagrał w duetach. Jeden z albumów „Jim Hall & Basses" poświęcił kontrabasistom. - Styl Jima odzwierciedlał jego osobowość, był ciepły, delikatny, wrażliwy, a także bardzo dowcipny i mądry. Miałem zaszczyt pracować z nim kilka razy, będzi mi go brakować - powiedział wybitny kontrabasista Christian McBride, uczestnik tamtej sesji.
W połowie lat 50. po nauce w Cleveland Institute of Music Jim Hall przybył do Los Angeles i tu studiował grę na gitarze klasycznej. Występował chętnie z jazzmanami szybko zyskując ich uznanie. Grał z perkusistą Chico Hamiltonem i saksofonistą Jimmym Giuffre, który z nim właśnie stworzył oryginalne trio Jimmy Giuffre Three: saksofon - gitara - puzon, na którym grał Bob Brookmeyer.
W latach 1960 - 61 Hall akompaniował Elli Fitzgerald. Dzięki niej poznał wybitnych jazzmanów m.in.: Bena Webstera, Paula Desmonda, Zoota Simsa i Billa Evansa. Wiele z ich wspólnych występów zostało wydanych na płytach zdobywając światowy rozgłos. Do najważniejszych należą albumy zrealizowane z saksofonistą Sonnym Rollinsem: „The Bridge" i „What's New".
Za wzór improwizacji w duecie podaje się do dziś jego album „Alone Together" nagrany z kontrabasistą Ronem Carterem w 1972 r. Trzy lata później wytwórnia CTI Creeda Taylora wydała słynną płytę „Concierto", na której występują: saksofonista Paul Desmond i trębacz Chet Baker. Muzycy nagrali m.in. ujmującą nastrojowymi improwizacjami jazzową wersję „Concierto de Aranjuez" Joaquina Rodrigo. Cały album stał się natchnieniem dla aranżerów i jest uznawany za arcydzieło.
Jim miał również swoje gitarowe fascynacje. Jedną z nich była twórczość cygańskiego gitarzysty Django Reinhardta, któremu na koncercie w Warszawie zadedykował jeden z utworów. Nie zapomniał wtedy o przedstawicielach młodszego pokolenia. Jednemu z najoryginalniejszych współczesnych gitarzystów, Billowi Frisellowi zadedykował własną kompozycję o zmiennej rytmice i zawiłych solówkach. W oryginalnym stylu grał także standardy, sięgał po kompozytorów spoza jazzowego kanony jak np. Astora Piazzollę.
Lubił przypominać maksymę swojej twórczości: „Słuchanie jest kluczem". Anglicy nazywali go „Cichym Amerykaninem".
Odszedł jeden z ostatnich wielkich jazzmanów, którzy zaczynali swe kariery w latach 50. i mieli największy wpływ na ewolucję tej muzyki.
Marek Dusza
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA