fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Fikcja darmowej służby zdrowia

Bartosz Marczuk
Fotorzepa, Waldemar Kompała Waldemar Kompała
To nie żart. Na 2029 r. wyznaczono w listopadzie tego roku termin wszczepienia endoprotezy stawu biodrowego znanej mi osobie.
Bez gruntownych zmian w systemie ochrony zdrowia takie przypadki będą powtarzać się coraz częściej. Pokazuje to opisywany dzisiaj przez „Rzeczpospolitą" raport NIK. Zawarte tam dane zmuszają do refleksji. Na przykład na usunięcie zaćmy półtora roku czeka 400 tys. Polaków. Na wizytę w pracowni rehabilitacji – blisko 500 tys. osób.
A przecież świadczenia medyczne teoretycznie wszystkim należą się od ręki. Nieraz słyszymy, że to nasze konstytucyjne prawo. Ale to fikcja. Powszechnego systemu opieki zdrowotnej nie stać na sfinansowanie wszystkim Polakom wszystkich świadczeń. Żaden publiczny system tego nie zapewnia, nawet w najbogatszych krajach świata. Musimy pogodzić się więc z ograniczeniem prawa do leczenia i dopłacaniem do wybranych zabiegów albo przygotować się na drastyczne podwyższenie składki.
Rząd od sześciu lat mówi o dodatkowych ubezpieczeniach zdrowotnych i innych zmianach w służbie zdrowia. I na deklaracjach się kończy. A szkoda. Około 2 mln osób korzysta już z abonamentów medycznych, wielu z nas płaci za leczenie z własnej kieszeni. Ten rynek można ucywilizować, wprowadzając polisy i obniżając koszty dodatkowych usług. Im więcej osób przystąpi do ubezpieczeń, tym niższa będzie ich cena.
Przeciw takim rozwiązaniom protestuje opozycja. Wskazuje, że służba zdrowia będzie tylko dla bogatych. Jednak tak wcale być nie musi. Osoby, które zapłacą za wizytę i zostaną zoperowane „po godzinach", „wypadną" z kolejki publicznej. Stanie się więc ona krótsza dla mniej zamożnych, a szpital zarobi dodatkowo i zgodnie z prawem.
Polisy to niejedyny sposób na poprawę sytuacji. Trzeba pomyśleć o uszczelnieniu systemu, zastanowić się nad wprowadzeniem współpłacenia, nad ograniczeniem liczby „darmowych" procedur, decentralizacją NFZ i możliwością negocjowania z nim kontraktów, wprowadzeniem realnych, a nie wydumanych limitów na liczbę świadczeń, przekształceniami szpitali.
Zdrowie to delikatna materia, gdzie trzeba ważyć interesy pacjentów i płatników składek. Pewne jest jedno:  kontynuowanie obecnej fikcji doprowadzi do tego, że już niedługo na zabieg będziemy czekać nie 16, ale 20 lat.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA