fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Marine Le Pen idzie na Strasburg

W departamencie Var FN otrzymał 40 proc. głosów
AFP
Jędrzej Bielecki
Po wyborach do europarlamentu w maju 2014 r. Front Narodowy zapewne będzie największą partią Francji.
Szokująca wiadomość pojawiła się w poniedziałek rano. Kandydat FN Laurent Lopez  zdobył 40,9 proc. głosów w wyborach lokalnych w departamencie Var w prowincji Prowansja-Lazurowe Wybrzeże. Mandat zdobyłby już w pierwszej turze, gdyby nie konkurencyjny kandydat skrajnej prawicy, którego poparło prawie 10 proc. głosujących.
W Var pozycja ugrupowania Marine Le Pen jest wyjątkowo silna z powodu strachu przed dużą liczbą imigrantów z Afryki Północnej i wielu garnizonów wojskowych, gdzie poparcie dla FN jest tradycyjnie duże. Jednak także w całej Francji Front Narodowy bije rekordy popularności. Według najnowszego sondażu tygodnika „Le Nouvel Observateur" może już liczyć na 24 proc. głosów.
– To wystarczy, aby wygrać wybory do Parlamentu Europejskiego. Frekwencja jest wówczas niska (40 proc. w 2009 r. – red.), a mobilizacja zwolenników Frontu Narodowego o wiele większa niż tradycyjnych ugrupowań politycznych – uważa Dominique Reynie, dyrektor Fondation pour l'Innovation Politique w Paryżu.
Do triumfu już szykuje się Marine Le Pen. Zapowiedziała, że będzie osobiście kandydowała do europarlamentu z regionu Nord-Pas-de Calais. Po raz szósty będzie też startował jej ojciec, założyciel FN, 85-letni Jean-Marie.
Aby nie dopuścić do katastrofy, rządzący krajem socjaliści zaapelowali do innych ugrupowań „republikańskich", aby „zagrodzić" drogę Frontowi Narodowemu w eurowyborach. Chcą, aby kandydaci lewicy i konserwatywnej UMP współpracowali w tych okręgach, gdzie mogą zwyciężyć politycy skrajnej prawicy.
Ale taka strategia może okazać się niebezpieczna, bo czyni z Frontu Narodowego jedyną wiarygodną alternatywę dla obecnego układu politycznego
– Jeśli oni chcą budować tzw. front republikański przeciwko nam, to znaczy, że w pojedynkę nie są już w stanie nas pokonać, bo staliśmy się największą partią Francji – uważa Marine Le Pen. – Sądzę wręcz, że powinni doprowadzić do fuzji. Mam nawet dla nich nazwę: ROM (Rassemblement des Organisations Mondialistes – zgromadzenie organizacji internacjonalistycznych) – ironizuje liderka Frontu, nawiązując do niedawnego sporu o integrację Cyganów.
Na zwycięstwie FN w europarlamencie może się jednak nie skończyć. Charyzmatyczna blondynka już rozpoczęła objazd krajów zachodniej Europy, aby nawiązać współpracę przed kampanią wyborczą z innym ugrupowaniami eurosceptycznymi. Chodzi w szczególności o belgijski Vlaams Belang, Partię Niepodległości Zjednoczonego Królestwa, partię Prawdziwych Finów, włoski Ruch Pięciu Gwiazd Beppe Grillo, Alternatywę dla Niemiec (AfD), holenderską Partię Wolności Geerta Wildersa i jej austriacki odpowiednik.
– Obawiam się, że ugrupowania eurosceptyczne zdobędą od 1/4 do 1/3 wszystkich mandatów w Parlamencie Europejskim. To bardzo utrudni przeforsowanie ustaw, bo oni będą wszystkiemu przeciwni – uważa Alain Lamassoure, przewodniczący komisji ds. budżetu europarlamentu i deputowany francuskiej UMP.
Inny pomysł na powstrzymanie „brunatnej fali" ma znany z ciętego języka minister spraw wewnętrznych Manuel Valls. Rozpoczął  już objazd tych regionów Francji, gdzie mieszka szczególnie dużo emigrantów. Chce promować twarde podejście wobec tych przyjezdnych, którzy łamią prawo.
Ale analiza elektoratu Frontu Narodowego pokazuje, że głównym źródłem jego sukcesu jest kryzys ekonomiczny, a nie poczucie braku bezpieczeństwa Francuzów. Największe poparcie (nawet 35 proc. głosów) Marine Le Pen zdobywa wśród robotników, rodzin o dochodach do tysiąca euro miesięcznie, osób o niskim wykształceniu. A więc tych, którzy załamanie gospodarki mogą przypłacić lub już przypłacili utratą pracy.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA