fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Papież rozmawia z ateistą o wyzwaniach Kościoła

Papież Franciszek wciąż zaskakuje. „Dwór jest plagą papiestwa” – powiedział w rozmowie dla lewicowej „La Reppubliki”. A Kuria Rzymska cierpi na watykano- centryzm, przez co zaniedbuje otaczający świat i wykazuje „zbytnią troskę o doczesne interesy Watykanu”
AFP
Piotr Kowalczuk
Kościół musi się otworzyć na kulturę współczesną, co oznacza i dialog z niewierzącymi – uważa Franciszek.
– Dwór jest trądem papiestwa, a dziki liberalizm zuboża biednych i wyklucza – powiedział Franciszek w rozmowie z Eugenio Scalfarim, zdeklarowanym ateistą i założycielem lewicowego dziennika „La Repubblica”.
Papież Franciszek nie przestaje zaskakiwać. Zaprosił do siebie na spotkanie niewierzącego Eugenio Scalfariego. To jeden z najtęższych umysłów i nestor włoskiej lewicy (89 lat), założyciel bardzo krytycznej wobec Kościoła „La Repubbliki”. Wczoraj zapis swobodnej, choć głębokiej rozmowy ukazał się na pierwszych czterech stronach dziennika.
Scalfari w lecie na łamach gazety postawił papieżowi 8 pytań dotyczących encykliki „Lumen fidei” (Światło wiary) napisanej na cztery ręce z Benedyktem XVI. We wrześniu, ku ogromnemu zaskoczeniu, Franciszek przysłał do redakcji obszerne odpowiedzi, a teraz postanowił pogłębić dialog. Osobiście zadzwonił do Scalfariego i zaprosił go do Domu św. Marty.

Czy można nawracać

Spotkanie odbyło się tydzień temu, a zaczęło od żartu. Papież powiedział ateiście: „Mój współpracownik, który Pana zna, powiedział mi, że Pan będzie próbował mnie nawrócić”, by zaraz potem stwierdzić: „Prozelityzm jest dętą bzdurą. Nie ma sensu. Trzeba się poznać, rozmawiać, wysłuchać, wzajemnie poszerzyć horyzonty”.
Franciszek wyjaśnił, że rolą Kościoła nie jest uporczywe nawracanie, ale rozpoznanie potrzeb ludzi, doczesnych i duchowych, po to, by starać się je zaspokoić. Ostro potępił „dziki liberalizm (gospodarczy – przyp. red.), który wzbogaca bogatych, zuboża biednych, a wykluczonych jeszcze bardziej wyklucza”. Za największy problem społeczny uznał bezrobocie młodych i samotność starych, a walkę z tymi zjawiskami za fundamentalną misję społeczną Kościoła.
Papież ubolewał, że w dzisiejszym świecie jest coraz więcej egoizmu, a coraz mniej miłości bliźniego. Przyznał, że powszechny dziś narcyzm przywódców nie był też obcy papieżom, głównie za sprawą pochlebców, by rzucić: „Dwór jest plagą papiestwa”.
Gdy w tym kontekście Scalfari spytał o Kurię Rzymską, papież za jej największą wadę uznał „watykanocentryzm, który zaniedbuje otaczający nas świat” i „zbytnią troskę o doczesne interesy Watykanu”. Zapewnił, że robi wszystko, by to zmienić, by „Kościół stał się na powrót wspólnotą Ludu Bożego, któremu służą księża, proboszczowie i biskupi”. Gdy Scalfari wyznał, że nie jest antyklerykałem, ale się nim staje, gdy spotka klerykała, Franciszek skwitował: „To się także mnie zdarza” i dodał, że klerykalizm nie ma nic wspólnego z chrześcijaństwem.

Kościół ubogi

Pytany, czemu żaden z jego poprzedników nie przyjął imienia św. Franciszka, papież powiedział: „Tu dotykamy najważniejszego problemu. Św. Franciszek chciał Kościoła ubogiego, który otrzymując dobra materialne, będzie wspierał nimi innych, nie martwiąc się o siebie. Po 800 latach te idee są więcej niż aktualne. To jest właśnie Kościół Jezusa i jego uczniów”.
Zdaniem papieża w imię tych ideałów Kościół powinien dać młodym nadzieję, pomagać starym, przyjąć wykluczonych, głosić pokój i otworzyć się na przyszłość. W tym kontekście Franciszek przywołał ostatni Sobór (Watykański II, 1962–1965), „który z inicjatywy Jana XXIII i Pawła VI postanowił patrzeć w przyszłość w nowoczesnym duchu otwarcia na współczesną kulturę”.
Jak powiedział, „Ojcowie synodalni zdawali sobie sprawę, że to otwarcie oznacza też ekumenizm religijny i dialog z niewierzącymi”. Ocenił, że jednak bardzo niewiele w tym kierunku potem zrobiono i obiecał nadrobić te zaległości. W innym miejscu Franciszek stwierdził: „Ja wierzę w Boga. Nie w Boga katolickiego. Nie istnieje Bóg katolicki. Istnieje Bóg”.
W innych wątkach rozmowy przyznał, że nie jest mistykiem, ale doznał mistycznego przeżycia („Napełniło mnie wielkie światło”) przed przyjęciem wyboru na papieża. Stwierdził przy tym, że religia bez mistyki jest tylko filozofią. Odnosząc się do zaangażowania politycznego Kościoła, powiedział: „Kościół ma zajmować się głoszeniem wartości, a nigdy polityką. Tak będzie przynajmniej tak długo jak ja będę pełnił swoją funkcję”. Na koniec Scalfari ujawnił, że pod koniec wojny dostał powołanie do faszystowskiej armii i wraz z kilkoma kolegami w identycznej sytuacji schronili się w Rzymie u jezuitów. Za dezercję groziła kara śmierci.
Jezuici zgodzili się ich przechować, ale pod warunkiem, że przez cały pobyt będą uczestniczyć w rekolekcjach. W ten sposób Scalfari spędził u jezuitów 6 tygodni. A papież jezuita na to: „Ale przecież nie da się wytrzymać 6 tygodni rekolekcji!”. Franciszek zaprosił Scalfariego na kolejne spotkanie: „Porozmawiamy o Pascalu i o roli kobiet w Kościele”.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA