fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Katalonia idzie w ślady Bałtów

Flaga symbolizująca niepodległą Katalonię
AFP
Jędrzej Bielecki
Setki tysięcy Katalończyków utworzy w środę długi na 400 kilometrów żywy łańcuch, który ma upamiętnić utratę niezależności prowincji 300 lat temu i zapoczątkować proces oderwania się od Hiszpanii.
Równo o 17.14 uczestnicy protestu podadzą sobie rękę. To pamiątka po wkroczeniu wojsk Filipa V do Barcelony 11 września 1714 roku, co zakończyło trwające 13 miesięcy oblężenie miasta.
– Chcemy, aby ta demonstracja okazała się tym samym, co marsz na Waszyngton Martina Luthera Kinga uczynił dla czarnych Amerykanów 50 lat temu: doprowadziła do odzyskania przez nas pełnej wolności – zapowiedział premier prowincji Artur Mas.
Mas, który wywodzi się z konserwatywnej, umiarkowanej partii Konwergencja i Unia, i tak jest jeszcze wstrzemięźliwy. Jego współkoalicjanci z ugrupowania Katalońska Republikańska Lewica (ARC) wolą porównywać manifestację z żywym łańcuchem, który połączył w 1989 roku mieszkańców Litwy, Łotwy i Estonii i doprowadził w ciągu kilku miesięcy do oderwania się trzech krajów od Związku Radzieckiego.
Do udziału w organizacji protestu zostali zresztą zaproszeni działacze z krajów bałtyckich. Przedsięwzięcie jest bowiem rzeczywiście trudne: łańcuch będzie przebiegał wzdłuż rzymskiej drogi Via Augusta od granicy ze wspólnotą Walencji do granicy z Francją. To trasa, która często wiedzie przez bezludne regiony.
Aby dowieźć manifestantów, organizatorzy musieli więc wynająć tysiąc autobusów. Operację uwieczni 800 fotografów. Już w ubiegłym roku Barceloną wstrząsnęły przeszło milionowe manifestacje zwolenników niepodległości Katalonii. Wówczas Mas obiecał, że w 2014 roku, w 300. rocznicę podboju Filipa V, zostanie zorganizowane referendum w sprawie niepodległości.
Teraz jednak nie jest to już wcale takie pewne. Jak ujawnił „El Pais", od sierpnia trwają tajne rozmowy między premierem Hiszpanii Mariano Rajoyem a Arturem Masem. Ich ideą miałoby być przyznanie przez Madryt szerokiej autonomii fiskalnej prowincji. To jeden z głównych postulatów Katalonii, która każdego roku wpłaca o kilkanaście miliardów euro więcej do budżetu centralnego, niż z niego otrzymuje. Być może porozumienie zakładałoby także przekształcenie kraju w federację na wzór Niemiec – z szerokimi uprawnieniami dla regionów. W zamian Mas zobowiązał się, że zgodnie z hiszpańską konstytucją nie rozpisze referendum w sprawie niepodległości bez zgody władz centralnych, a nawet przesunie głosowanie na 2016 rok.
Zgodnie z najnowszymi sondażami 40 proc. Katalończyków opowiada się za pełnym oderwaniem prowincji, ale dla 25 proc. wystarczająca byłaby szeroka autonomia.
– Pomysł niepodległości jest dziś bardzo popularny w opinii publicznej, ale jeśli się okaże, że dzięki reformie kondycja finansowa Katalonii się poprawi, więcej osób pogodzi się z autonomią. Jestem o tym przekonany – mówi agencji Reutera Manel Cruz, wykładowca filozofii na Uniwersytecie w Barcelonie. Porozumienie z Masem jest dla Rajoya najlepszym rozwiązaniem, bo alternatywą jest przejęcie władzy w Katalonii przez radykałów z ARC.
Hiszpański premier nie zdoła także ustabilizować kondycji finansowej kraju i doprowadzić do przełamania recesji bez współpracy z prowincją, która dostarcza 1/5 dochodu narodowego. Jednak pomysł autonomii fiskalnej kryje także pułapkę. Bez transferów z Katalonii uboższe prowincje kraju znajdą się w jeszcze trudniejszej sytuacji. W szczególności dotyczy to Andaluzji, gdzie bezrobocie dochodzi już do 37 proc.
W razie uzyskania niepodległości Katalonia miałaby porównywalną powierzchnię co Belgia i tylko o ¼ mniej ludności. Madryt wielokrotnie ostrzegał jednak, że nie zgodzi się na przystąpienie nowego kraju do Unii Europejskiej. Dysponuje w tej sprawie prawem weta.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA