fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Równe traktowanie a przemoc wobec kobiet

Tomasz Pietryga
Fotorzepa, Ryszard Waniek Rys Ryszard Waniek
Wygląda na to, że w czasach zaciskania pasa i kolejnych nowelizacji budżetu, trudnej sytuacji kraju nie wyczuwa minister Agnieszka Kozłowska-Rajewicz.
Pełnomocnik rządu do spraw równego traktowania próbuje właśnie zainicjować proces szybkiej ratyfikacji konwencji o przemocy wobec kobiet. Ten kontrowersyjny dokument został w imię politycznej poprawności przyjęty przez rząd, ale z wyraźną sugestią, że ratyfikacji pewnie szybko nie będzie. Premier zastrzegł też, iż konwencja nie będzie stosowana w punktach, które mogłyby godzić w nasz porządek konstytucyjny. Było to dość czytelnym przekazem.
Wbrew temu minister Kozłowska-Rajewicz zamierza wyruszyć właśnie na ideologiczną wojnę. Jest tylko pewien szkopuł: wojna ta może okazać się kosztowna. Jak oszacowano, koszty wdrożenia konwencji wynoszą bowiem kilkaset milionów złotych.
Poza tym jest to dokument obłudny, gdyż pod szczytnym hasłem walki z przemocą wobec kobiet próbuje przemycić do polskiego porządku prawnego ideologię gender, której założenia są nam cywilizacyjnie obce.
Ideologia ta jest dziś wysoko niesiona na sztandarach europejskich środowisk feministycznych. Mówi – w skrócie – o tak zwanej płci społecznej i kulturowej. Jej wyznawcy twierdzą, że wiele cech „kobiecych" i „męskich" nie wynika z różnic biologicznych, lecz ze stereotypów przypisanych kobietom i mężczyznom przez społeczeństwo i kulturę.
Konwencja zobowiązuje też państwa-strony do przyjęcia całego katalogu przepisów, które pozwoliłyby wzmocnić ochronę kobiety poddawanej przemocy, i skuteczniej karać sprawców. Problem jednak w tym, że wymienione w konwencji środki zostały w zdecydowanej większości wprowadzone do polskiego prawa już dawno temu, a inne, których brakuje, są po prostu egzotyczne. W tym drugim przypadku chodzi między innymi o zakaz wycinania łechtaczek czy zmuszania małoletniej do małżeństwa.
W konwencji jest coś jeszcze. Zobowiązuje ona państwo do stworzenia rozbudowanych struktur, agend i grup roboczych, które będą zajmować się monitorowaniem jej wdrażania i przestrzegania. W efekcie konwencja ma szansę stać się przede wszystkim źródłem stałego dochodu dla całej masy różnego rodzaju ekspertów i aktywistów, którzy dzięki pieniądzom podatników mile spędzą czas na różnego rodzaju zagranicznych sympozjach, konferencjach i debatach.
Na realny problem przemocy wobec kobiet przypuszczalnie pieniędzy pozostanie niewiele. Zresztą nie o to w tej konwencji chodzi. Powinien pamiętać o tym rząd, dla którego portfel podatnika powinien okazać się ważniejszy nawet od politycznej poprawności.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA