fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Białoruś prowincją Chin?

Mińsk, Białoruś
Creative Commons Attribution 2.0 Generic license
Chiny, wyprzedzając Rosję, stały się głównym partnerem finansowym Białorusi. Zaplanowana inwestycja białorusko-chińskiego parku industrialnego, który ma powstać w okolicach Mińska, ma przynieść białoruskiemu budżetowi rocznie ponad 50 mld dolarów.
Pomysł ten nie spodobał się jednak władzom Rosji, które w ramach Unii Celnej, zobowiązały Białoruś do likwidacji swobodnych stref przemysłowych do 2017 roku.
Rosja nie sprawdziła się w roli „kluczowego partnera" Białorusi. Prezydent Łukaszenko od lat próbował grać na dwa fronty pomiędzy UE a Moskwą, lecz nie przyniosło to oczekiwanych rezultatów. Z jednej strony Kreml, który od lat prowadzi politykę wspólnego białorusko-rosyjskiego państwa, z drugiej strony Unia Europejska, która walczy z „ostatnią dyktatura Europy". Niezliczone wojny handlowe z Rosją spowodowały, że Aleksander Łukaszenko rozpoczął poszukiwanie „alternatywy", która przyniesie białoruskiej gospodarce wszystkie niezbędne dywidendy, nie zwracając uwagi na polityczną sytuację kraju. Przez długi czas rolę tę pełnili pułkownik Muammar Kadafi i wenezuelski przywódca Hugo Chávez, których dziś zastąpiły Chiny.
Od dwóch lat chińscy inwestorzy dominują w białoruskiej stolicy. Chińskie korporacje rozpoczęły realizację kilku projektów budowlanych m.in. pięciogwiazdkowego hotelu „Pekin", oraz „chińskiej dzielnicy", które powstaną w centrum Mińska. Inwestycje te realizowane są na wyjątkowo atrakcyjnych warunkach, np. działki budowlane Chińczycy dostają bezpłatnie.
- Chińskie inwestycje są prywatnym interesem ekipy Łukaszenki, nie wpłyną one na kieszeń obywateli – mówi dla rp.pl jeden z liderów ruchu "Mów prawdę" Andriej Dmitriew. – Białoruscy przedsiębiorcy mogą tylko marzyć o takich warunkach, jakie Łukaszenko zapewnił Chińczykom - dodaje.
Najbardziej zainteresował białoruskie społeczeństwo projekt białorusko-chińskiego parku industrialnego, który ma zająć ponad 9 100 hektarów ziemi pod Mińskiem. Rozpoczęte w 2012 roku prace budowlane wywołały protesty zbulwersowanych lokalnych mieszkańców. Niezadowolenie spowodowało to, że wśród kilkunastu powstających przedsiębiorstw są firmy chemiczne. Poza tym mieszkańcy okolicznych wsi, znajdujących się na terenie inwestycji, maja opuścić swoje domy.  Po interwencji opozycyjnego ruchu obywatelskiego "Mów prawdę" władza pogodziła się na obecność  prywatnych domów, lecz uprzedziła, że w tym przypadku mieszkańcy muszą się pogodzić z obecnością „chińskiego sąsiada".
Zdaniem białoruskich ekspertów Łukaszenko chce chińskim kosztem wzmocnić swoją pozycję w kraju, demonstrując domniemane wsparcie ze strony wschodniego mocarstwa. - Łukaszenko wykorzystuje stosunki z Chinami jako produkt wewnętrzny, który chce sprzedać Białorusinom jako własny sukces - komentuje dla rp.pl Ryhor Kastusiou, kandydat na urząd prezydenta Białorusi w wyborach w 2010 roku.
Według niektórych ekspertów prochińska polityka Łukaszenki szkodzi „narodowej świadomości Białorusinów" – Łukaszenko sprowadził na Białoruś setki tysięcy Chińczyków, co ma ogromny wpływ na świadomość narodową Białorusinów – mówi dla rp.pl Siarhei Nawumczyk, redaktor białoruskiej sekcji Radia Wolna Europa. Według niego, celem białorusko-chińskiego partnerstwa jest nie tylko kontekst finansowy, lecz również zatuszowanie białoruskiej kultury, zaciskanej przez wiele lat rządów Łukaszenki.
Razem z ogromnymi inwestycjami Chińczycy przywieźli na Białoruś swoją kulturę. W ciągu ostatnich lat w Mińsku powstały dwa Instytuty Konfucjusza, tysiące chińskich studentów przyjechało na studia, a chińskie imprezy stały się normą dla mieszkańców białoruskiej stolicy.
Dziwi również koszt, jakim białoruska władza przyciąga chińskiego inwestora, pomijając interes lokalnych mieszkańców i wątek ekologiczny. Według Andrieja Dmitriewa, władze robią wszystko, żeby przyciągnąć Chińczyków. – W okolicach lotniska „Mińsk", gdzie ma powstać chiński park industrialny, znajduje się rezerwat leśny, który zostanie usunięty – czy to jest w interesie Białorusinów? – podkreśla Dmitriew.
Wszystko wskazuje na to, że Chiny dla Białorusi są  „milczącym partnerem", który nie zwraca uwagi na prawa człowieka w tym kraju, nie wymaga demokratycznych zmian, a co najważniejsze nie wtrąca się w kuluary białoruskiej polityki, gdzie od prawie dwudziestu lat rządzi Aleksander Łukaszenko. Interesujące jest również to, że Łukaszenko, podpisując Unię Celną z Rosją, zobowiązał się do likwidacji wszystkich stref przemysłowych do 2017 roku. Lekceważąc Rosję prezydent Białorusi otworzył trzeci front swojej zewnętrznej polityki – Chiny. Lecz jak mówi chińskie przysłowie – „Zdejmując buty wieczorem, nie wiesz, czy je włożysz rano."
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA