fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Umiesz liczyć? Licz na siebie. I na swoje dzieci

Krzysztof Ziemiec
Fotorzepa, Dominik Pisarek Dominik Pisarek
Aż strach się bać. Taka sytuacja, w listopadzie czy grudniu, nie była w ostatnich latach wyjątkiem. Ale tym razem doszło do niej w połowie roku. W kilku polskich szpitalach wstrzymano już teraz planowane przyjęcia pacjentów. Powód? Kompletny brak pieniędzy.
W Mysłowicach placówka nie jest w stanie zapewnić zakupu leków, materiałów medycznych, wyżywienia, pełnej diagnostyki – w związku z czym decyzja była oczywista. Tylko wtedy kiedy życie będzie zagrożone, szpital nie odmówi pomocy. W każdym innym przypadku chorzy usłyszą „do widzenia".
W szpitalu w Pile przesunięto planowane zabiegi na przyszły rok aż na 9 oddziałach. Limity przyznane przez NFZ na cały rok też wyczerpano. Szpitala nie stać na to, żeby realizować coś, za co nie otrzyma zapłaty.
Ogólny dług wszystkich szpitali to już ponad 10 miliardów złotych. A brać – nie za bardzo jest skąd. Do kasy NFZ ze składki zdrowotnej do tej pory wpłynęło o 200 milionów złotych mniej niż przed rokiem.

*

Komentarz właściwie jest zbędny. Oczywiście można poprawić szczelność systemu, można prowadzić lepszą kontrolę wydawanych przez NFZ środków, można też podnieść składkę, czyli dodatkowo obciążyć każdego z nas. Ale pacjentom trudno się powstrzymać od zadania racjonalnego pytania: jak to jest, że ludzie płacą całe życie za coś, co później im się nie należy i na co muszą czekać nie wiadomo ile?
Zawsze było prawdziwe powiedzenie, że aby chorować, trzeba mieć końskie zdrowie. No, ale nigdy chyba jeszcze nie było tak, by dla wszystkich, którzy obawiają się, że będą potrzebowali leczenia w szpitalu, wiceminister zdrowia miał jedną krótką żołnierską radę: „niech przestaną palić, zaczną zdrowiej się odżywiać, biegać... Będzie mniej chorych. Niech nie patrzą na to, że to korzyści dla systemu, tylko dla samego siebie".
Nic dodać, nic ująć. Wypowiedź ta, trzeba dodać, padła nie jakoś przypadkowo, gdzieś na korytarzu w Sejmie, tylko została nagrana specjalnie dla „Wiadomości" TVP... Skądinąd to dobra rada. Tyle że problemy szpitali to nie są kłopoty przejściowe. A przecież Sławomir Neumann to doświadczony polityk, więc chyba wiedział, co mówi? Dlatego może lepiej dla nas samych odczytać tę wypowiedź wprost: jest źle, a będzie jeszcze gorzej...
Czy ludzie starsi, czyli emeryci, w Polsce są biedni? Zależy, z kim ich porównać, lecz w sporej części – tak. Ale czy to się zmieni? Tak, bo mogą być jeszcze biedniejsi. Jak jeszcze w lipcu na łamach „ Rzeczpospolitej" przyznał sam szef ZUS: niedobory w emerytalnym budżecie już są całkiem spore (49 mld zł), a w przyszłości będą tak duże, że za ok. 15 lat prawdopodobnie osiągniemy rekord niewypłacalności. Prezes ZUS uspokaja, że to naturalne, że tak jest w wielu państwach i sytuacja ma się poprawiać. Ale nie tylko przyszli emeryci nie bardzo w to już wierzą.
Ci, którzy potrafią liczyć, wiedzą, że najlepiej jak najszybciej zacząć liczyć na siebie i ewentualnie na swoje dzieci. I na wsparcie z ich strony za kilkadziesiąt lat. Na ZUS można się już dziś „obrazić". Warunek jest jeden – że mamy cały czas niezłą pracę, która pozwala na odłożenie czegoś na koncie. Że nie ulegliśmy pokusie łatwego życia i nie przehulaliśmy naszych zarobków. Że „zainwestowaliśmy" w dzieci i swój czas, i niemałe pieniądze. No i przede wszystkim, że nauczyliśmy je czegoś o życiu i o wartości rodzinnych więzów.
Dziś ciężar utrzymania jednego emeryta rozkłada się na czterech pracowników, w 2030 roku na emeryta będzie przypadało tylko dwóch pracujących. I wtedy dopiero zaczną się prawdziwe problemy. Bo będzie duża presja na osoby, które są młode i mogą jeszcze pracować – żeby wycisnąć z nich jak najwięcej pieniędzy na emerytury starszych Polaków. Obecni młodzi rodzice już dziś powinni zacząć się martwić o to, że uderzy to właśnie w ich dzieci. One tak naprawdę pracować będą na długi nasze, naszych dziadków i całego systemu...

*

Eksperci mówią jasno: trzeba odblokować tak znaną już w Europie przedsiębiorczość Polaków i obniżyć koszty pracy, bo tylko tak można zmniejszyć bezrobocie i dać ludziom szansę na emeryturę. Czas też pomyśleć już dziś o zasadach imigracji do Polski, bo lepiej ten proces przygotować samemu, niż potem z nim walczyć. Najlepiej by było, aby osiedlali się u nas podobni do nas kulturowo przybysze ze Wschodu. Tym bardziej że zaniedbanie kwestii powrotu do Ojczyzny Polaków z Kazachstanu czy Syberii jest wielkim wstydem dla kolejnych ekip rządzących od przeszło 20 lat.
Autor jest dziennikarzem TVP, prezenterem „Wiadomości"
Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA