fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kraj

Rosyjska mina nad Dniestrem

Andrzej Talaga
Fotorzepa, pn Piotr Nowak
Unia Europejska oraz Polska koncentrują się na Ukrainie i umowie stowarzyszeniowej z tym krajem, tymczasem nad Dniestrem tyka mina, która może wysadzić europejską politykę wschodnią. Rosja jest bowiem bliska storpedowania podobnego porozumienia z Mołdawią, najbardziej prozachodnim państwem posowieckim.
Nie zawahała się nawet przed prowokowaniem napięć granicznych na styku Mołdawii i separatystycznego Naddniestrza, które mogą zaowocować incydentami zbrojnymi. Gdyby ta gra się powiodła, Unia poniosłaby na Wschodzie dotkliwą porażkę nie tylko prestiżową, ale przede wszystkim geostrategiczną.

1

Rosja, promując Unię Celną oraz Unię Eurazjatycką, chce wyznaczyć granice swojej strefy wpływów, ma ona obejmować oprócz Białorusi i Ukrainy także Mołdawię. Tymczasem kraj ten najdalej wysunął się na Zachód, nie geograficznie wprawdzie, ale gospodarczo i politycznie. Ma większe obroty handlowe z UE niż z Rosją, także emigranci zarobkowi w większym stopniu wybierają kraje unijne niż Rosję. W przypadku Białorusi i Ukrainy jest natomiast odwrotnie.
Unia nie ma z Mołdawią żadnych problemów negocjacyjnych, rokowania nad układem stowarzyszeniowym idą ostro do przodu, Kiszyniów chce przyjąć europejski dorobek prawny. We wspieranie jego celów zaangażowała się Polska i Niemcy, ma też poparcie Rumunii. Sprawy szłyby naprawdę w dobrym kierunku, gdyby nie opór Rosji. A dysponuje ona potężnym narzędziem nacisku – to oddzielone w wyniku wojny domowej Naddniestrze.
Umowa stowarzyszeniowa, a przede wszystkim towarzyszące jej porozumienie o pogłębionej strefie wolnego handlu, musiałaby albo obejmować całe terytorium Mołdawii w rozumieniu prawa międzynarodowego, w tym Naddniestrze, albo też Kiszyniów będzie zobowiązany stworzyć granicę celną między terytoriami kontrolowanymi przez siebie a separatystami. Oba rozwiązania są więcej niż trudne do przyjęcia, co ułatwia sytuację Rosji, a utrudnia UE.
Pierwsze odrzucają władze separatystyczne, ponieważ Naddniestrze musiałoby zaakceptować europejski reżim prawny, co podważałoby fundamenty gospodarki tego parapaństwa opartej na układach oligarchiczno-mafijnych. Drugi zaś wariant utrwalałby podział Mołdawii na de facto dwa państwa, co jest z kolei nie do zaakceptowania przez Kiszyniów, który zgadza się wprawdzie na autonomię Naddniestrza, ale nie na jego niepodległość.

2

Rosja gra w tej batalii na nieustępliwość Naddniestrza; jeśli sprzeciwi się wejściu do układu z UE w ramach Mołdawii, umowa może w ogóle nie dojść do skutku. Moskwa ma sporo atutów w ręku. Separatyści otrzymują od niej nie tylko bezpośrednie dotacje do budżetu, ale też darmowe dostawy gazu. Politycy rosyjscy sugerują nawet uznanie niepodległości Naddniestrza i włączenie go do Unii Celnej oraz Unii Eurazjatyckiej, co miałoby zrekompensować mu straty gospodarcze poniesione po ewentualnym zawarciu przez Kiszyniów i UE umowy o pogłębionej strefie wolnego handlu. Gdyby Naddniestrze się z niej wyłączyło, nie mogłoby korzystać z preferencyjnych stawek celnych przy eksporcie na rynki unijne, jak dotychczas, a to nawet połowa całego eksportu separatystów.
Niewątpliwie Rosja stoi także za dekretem władz Naddniestrza poszerzającym granice „państwa” o niewielki obszar w okolicach Bender kontrolowany obecnie przez Kiszyniów. Separatystyczny prezydent wydał resortom siłowym polecenie przygotowania planu przejęcia władzy na tych ziemiach i dał im na to trzy miesiące. Termin mija pod koniec września, a w listopadzie odbędzie szczyt Partnerstwa Wschodniego w Wilnie, na którym może zostać podpisywana umowa Mołdawii z UE. Trudno o gorszy kontekst dla tych wydarzeń niż ewentualne zbrojne przepychanki z separatystami.

3

Polska aktywnie promowała przemiany w Mołdawii i jej proeuropejski kurs, nie inaczej powinno być teraz. Korzystniejsze dla Kiszyniowa, UE oraz Warszawy będzie podpisanie umowy stowarzyszeniowej, choćby miało to oznaczać napięcia z separatystami i utratę nadziei na odzyskanie Naddniestrza. Nawet jeśli na stałe odpadnie od Mołdawii, odniesie ona większe korzyści z bliskich więzów z UE, niż z utrzymywania złudnej nadziei na odzyskanie separatystycznego regionu, ale w zamian za wejście do strefy wpływów Rosji.
Grę Moskwy ciągle można storpedować, ale trzeba przekonać naszych mołdawskich przyjaciół, by mentalnie pogodzili się z utratą Naddniestrza. Jeśli na Wschodzie ktoś jeszcze naprawdę chce do Europy, jest to Mołdawia, wypuszczenie jej teraz z rąk pogrąży wschodnią politykę UE i Polski na długie lata.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA