fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Awanse po polsku: z gońca na urzędnika

Fotorzepa, Rob Robert Gardziński
Samorządy omijają konkursy i zatrudniają urzędników w drodze awansu wewnętrznego, i to ze stanowisk pomocniczych. Co gorsza, nawet konkursy bywają fikcją.
Nabór powinien być transparentny, a urzędnicy wybierani w otwartych konkursach, po to, by wygrywali najlepsi. Jednak praktyka jest inna: urzędnicy stosują wybiegi, omijają konkursy i na urzędnicze stanowiska przesuwają sekretarki, pracowników obsługi, a w skrajnych przypadkach sprzątaczki – wynika z raportu NIK, do którego dotarła „Rz".
– Odkąd powstała idea konkursów, te zasady są łamane – mówi „Rz" prof. Antoni Kamiński, były prezes polskiego oddziału Transparency International. – W przypadku samorządów do pracy często przyjmuje się ludzi ze względu na koneksje rodzinne albo z nadania partyjnego.  Mamy do czynienia z wewnętrznym rozbiorem państwa – zauważa.
– Takie postępowanie jest sprzeczne z duchem ustawy o pracownikach samorządowych, która nakazuje zapewnienie równych szans dla kandydatów ubiegających się o pracę – mówi „Rz" Jacek Jezierski, prezes Najwyższej Izby Kontroli.
NIK zbadała, jak w 45 urzędach samorządowych na szczeblu powiatu, gminy i województwa wygląda nabór na stanowiska.
Zatrudnienie w samorządach rośnie w najlepsze. W końcu 2010 r. w 45 zbadanych urzędach pracowało 14,6 tys. osób,  a w połowie 2012 r. już  15,2 tys.  W tym czasie obsadzono 4,2 tys. stanowisk urzędniczych, z czego blisko połowę z pominięciem konkursów. I tak w  trybie tzw. awansu wewnętrznego stanowiska urzędnicze obsadzono 1,9 tys. razy, kolejne 200 osób przeniesiono z innego urzędu. W wyniku otwartych konkursów zatrudniono 2,1 tys. osób.
Na porządku dziennym jest taki oto wybieg: przyjmuje się kogoś na stanowisko pomocnicze do pracy w administracji czy obsługi, a później przenosi na stanowisko urzędnika. NIK wskazuje, że w co trzecim urzędzie w naganny sposób awansowano na stanowiska urzędnicze pracowników ze stanowisk pomocniczych i obsługi.
„Przyjęcie tezy, że na stanowisko urzędnicze można przenieść w drodze awansu wewnętrznego pracownika zatrudnionego na stanowisku »nieurzędniczym« stanowi próbę obejścia przepisów o naborze określonych w ustawie o pracownikach samorządowych i prowadzi do łamania zasady równego dostępu do stanowisk publicznych" – wprost stwierdza raport.
NIK potwierdza powszechne przekonanie, że konkursy na stanowiska to często fikcja. W większości urzędów odkryła mniej lub bardziej poważne błędy w ich przeprowadzaniu. Np. urzędnicy nie publikowali ogłoszeń o konkursie, więc o tym, że je rozpisano, wiedzieli tylko wtajemniczeni. W innych przypadkach podawano niepełne dane, wyznaczano krótsze niż 10 dni terminy na składanie ofert, a wyników nie umieszczano w Biuletynie Informacji Publicznej.
Kuriozalny przypadek NIK wykryła w mazowieckim Urzędzie Marszałkowskim. Komisja rekrutacyjna rekomendowała do pracy osobę spoza piątki najlepszych kandydatów na referenta. Wygrał kandydat bez stażu i wykształcenia w preferowanych kierunkach,  choć miało je trzech z pięciu konkurentów z najlepszą punktacją w konkursie. Pod względem liczby punktów wybraniec urzędników był na przedostatnim, ósmym miejscu.
W urzędzie miejskim w Aleksandrowie Kujawskim naczelnikiem wydziału, który powinien mieć pięć lat stażu, została zaś osoba niemająca stażu nawet trzyletniego. – Był problem z obsadą stanowiska naczelnika w wydziale gospodarki komunalnej. Zdecydowaliśmy się więc na osobę z wyższym wykształceniem, w trakcie studiów podyplomowych. Sprawdziła się i nadal pracuje – tłumaczy Krystyna Pieniążek-Bołotowicz, sekretarz gminy Aleksandrów Kujawski. – U nas pensje są niewysokie, ludzie wykształceni z długim stażem nie przyjdą – dodaje.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA