fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Felietony

Kalisz w domku na prerii

Anna Kozicka-Kołaczkowska
archiwum prywatne
„Okres rządów PIS-u był wynikiem pewnych procesów i czynności, które powodują, że on powinien stanąć przed Trybunałem Stanu” – zarzucił poseł Kalisz lasso całkiem niepolityczne w Poranku Radia Tok FM (22 lipca 2013).
Pociąg z ekipą odjechał, a wysadzony na pustej prerii Kalisz kleci swoje westernowe miasteczko. „Dom Wszystkich Polska” – jak to się pisze (Dom Wszystkich – Polska?), jak odmienia (Domu Wszystkich Polski? itd.)? Kalisz pewnie wie. Skoro zaproszono Kalisza do Radia Tok Fm, to niechybnie też ktoś w przyrodzie jest jeszcze ciekawy tobołków z jego przemyśleniami, które cisnęli za nim z okien ciuchci zniecierpliwieni przyjaciele i towarzysze ideałów młodych lat.
Jak dobrze mieć radio. Kalisz wyciągał z węzełków swoje towary i sztandary tylko gdzieniegdzie nadgryzione przez mole. Ojciec stowarzyszenia „Dom Wszystkich Polska” już na wstępie zagłaskał nasze uprzedzenia. Solidarność ze zbrzydzonymi polityką robi zawsze jak najlepsze wrażenie. Społeczeństwo, które stawiało się tłumnie na wici „Domu Wszystkich” w osobie posła Kalisza w różnych miastach, z odrazą odnosi się do polityki – otrzymaliśmy zapewnienie. Awersję ludności do polityki i polityków poseł Kalisz podziela w całej rozciągłości. Chyba tylko on wie, ile kosztuje przestać być politykiem, gdy koledzy po tylu latach pracy u podstaw wyrzucą cię na tej pustej stacji. Nie pisnął więc w radiu ani słówkiem na temat święta 22 lipca, które właśnie skromnie przemykało koło jego nosa. Zamiast tego dnia, z trybuny ulokowanej na jakiejś głównej ulicy, ogarniać gospodarskim okiem wcinających kiełbasę radosnych obywateli, dumnych ze święta swojego Manifestu, udał się na wywiad zupełnie jak zwykły, szary obywatel, który nic z polityką nie ma do czynienia. Po prostu, od kwietnia, od kiedy zostawiono go na tym pustym peronie, zrósł się z apolitycznym społeczeństwem niczym szlachetny szczep z winnym krzewem.
Ludzie, którzy garną się do „Domu Wszystkich” - „widzom (tzn. widzą), że mamy wyalienowane partie polityczne, dla których obywatele som (tzn. są) potrzebni tylko na czas wyborów, raz na cztery lata” – uświadomił słuchaczom radia. Potępił zdecydowanie „niepójście na akt wyrażenia swojej woli” – czym postawił się obecnej władzy.
Na przykładach niespełna dwuletniej władzy sprzed sześciu lat wykazał następnie, do jakiego stopnia długotrwała władza deprawuje. Zanosi się chyba na to, że jeszcze kiedyś podziękuje przyjaciołom za wystawienie na tym pustym peronie. Rzeczywiście, nie było sensu deprawować dłużej tak swojskiego chłopa. Polityka, to nie sielankowe zaganiane bydła do corallu, a rozrywka męska, jak ujeżdżanie dzikich mustangów.
Okres rządów PIS-u był wynikiem pewnych procesów i czynności, które powodują, że on powinien stanąć przed Trybunałem Stanu” – zarzucił poseł lasso całkiem niepolityczne. Wybory to przecież tylko sprawka społeczeństwa, a nie jakichś polityków i jeśli w ślad za okresem rządów PIS pomaszeruje ono przed Trybunał w charakterze „pewnych procesów i czynności”, to chyba tylko dobrze.
Zarzuty nie ominęły ziobrystów ani prokuratora generalnego. „Niech on dzisiej (tzn. dzisiaj) odpowie!” – przyparł Kalisz posła Mularczyka do muru. „Kierowcom był funkcjonariusz ABW” (tzn. kierowcą), „kierowca przywiózł funkcjonariuszkie z kamerom” (tzn. funkcjonariuszkę z kamerą), „znaczy się” (tzn. znaczy ) – wyliczanka błędów zdeprawowanej władzy była niekrótka. Prokuraturze w badaniu tej deprawacji poseł wprost zarzucił pójście „po najmniejszej linii oporu” (tzn. po linii najmniejszego oporu).
Z tego skomplikowanego wywodu na czoło wybiła się jednak głównie nowina, że „Ziobro jest mistrzem w ziobrotoku”. Nasuwa się w związku z tym pytanie, czy wirusem ziobrotoku można się zarazić. Nie tyle chodzi nam nawet o to, czy przyjaciele kierowali się pierwszymi jego symptomami, czy raczej mądrością etapu w rozwoju postępowej ludzkości, gdy na tej stacyjce, mniejsza o to, co... Tylko bardziej już o to, że między wierszami, poseł Kalisz zarzucił parlamentowi, że jakaś ustawa to „relikt z lat pięćdziesiątych”. Przepraszam bardzo, czy to objaw zwyczajnego ziobrotoku, czy Pałac Kultury i Nauki przestał mu się już podobać?
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA