fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kultura

Poznań - Festiwal Malta

„Ceglorz”, zbiorowa kreacja Teatru Ósmego Dnia wykorzystująca rozmowy z pracownikami Zakładów im. Cegielskiego
Fotorzepa, Bartosz Jankowski
?Poznańska Malta pokazuje ludzi w relacjach z komputerami i awatarami. Jutro show Kraftwerk – pisze Jacek Cieślak
– Rozrywka to więzienie, szansę na wolność daje sztuka – powiedział Romeo Castellucci, guru włoskiego teatru, kurator tegorocznego maltańskiego idiomu „Człowiek-maszyna". Zobacz galerię zdjęć
Najciekawsze jest to, że nie patrzy on stereotypowo na postępującą technicyzację, lecz bada zarówno negatywne, jak i coraz intymniejsze ludzkie związki z nowoczesnymi technologiami. A program festiwalu prowadzi do zaskakujących wniosków.

Cegielski, wróć

– Kiedyś chciało się iść do pracy, teraz iść muszę, a mogę tylko wtedy, gdy ktoś po mnie łaskawie zadzwoni – żali się w spektaklu „Ceglorz" Teatru Ósmego Dnia prawdziwy robotnik zwolniony z Zakładów im. Cegielskiego, symbolu poznańskiej przedsiębiorczości w okresie zaborów i buntu robotników w czasach stalinowskiego terroru.
Podzwonnym dla nadziei na lepsze życie robotników są słowa Jacka Kuronia o tym, że koniec realnego socjalizmu nie oznaczał dla nich niczego dobrego, a stracili również prestiż. Publiczność czuje to na własnej skórze, stłoczona w fabrycznej hali z pozbawionymi pracy poznaniakami. Znaczący był komentarz jednego z widzów: nic się nie dzieje! I jego olśnienie, że udział w tej zbiorowej kreacji Teatru Ósmego Dnia ma uświadomić koszmar odrzucenia w nowym systemie. Wyświetlane na ścianach kolorowe obrazy są jak halucynacje bezrobotnych. Śnimy porzucone maszyny i wyimaginowane, bo niezbudowane statki, do których nie zamówiono w Cegielskim silników. W depresyjnej malignie mieszają się wizualizacje głodnych ryb szukających pożywienia na dnie morza i peerelowskie monety z rybakiem zarzucającym sieć. Z głośników sączy się wspomnienie: dostawałem Chopina i Kościuszkę, czyli pięć i pół tysiąca złotych! Teraz jest tylko jałmużna: rozlewana z kotła gorąca herbata. Na plakatach mieszają się portrety Che Guevary. Gdy nie ma nowych Cegielskich, zostaje tylko rewolucja? Jej widmo krąży po fabryce. Z komunistycznej przeszłości, malowanej jeszcze niedawno ponurymi kolorami, wyłaniają się cienie robotników przypominających greckich herosów. Podświetleni światłem hutniczych pieców, wykuwają piękne kształty, imponują szlachetnym ruchem ciał i mięśni. Ależ paradoks: w czasach brutalnego liberalizmu o szacunku dla pracowników przypominają wspomnienia socrealizmu. Wizję Teatru Ósmego Dnia niuansuje autorski spektakl Marty Górnickiej „Requiem-maszyna", którego poetyckim patronem jest Władysław Broniewski. Chór dyrygowany przez reżyserkę wykrzykuje prawdę o największej tragedii ostatnich dekad. Trzeba się zdecydować na bezrobocie lub niewolniczą pracę.

Bożek kapitalizmu

Kulisy takich wyborów odsłania belgijska grupa TG Stan w „Norze" Ibsena. Sztuka oparta jest na wzorcu antycznej tragedii, ale dostosowana do realiów wolnego rynku. Greccy bohaterowie przeżywali konflikt praw ludzkich i boskich. Te drugie zastąpił bezwzględny kodeks wyniesionego na boski piedestał kapitalizmu. Bohater Ibsena, Torwald, wybaczyłby żonie sfałszowanie weksla, ale boi się skandalu, który skompromituje go jako prezesa banku. Fakt, że Nora ratowała mu zdrowie i życie, nie ma żadnego znaczenia, gdy ludzkie relacje oparte są na prawach ekonomii. Torwald zachował prestiżową posadę, ale utracił miłość i rodzinę. Nowy, aktywny model życia proponuje na Malcie cykl wydarzeń skupiony wokół Generatora. To scena muzyczna, teatralna i festiwalowy klub, gdzie na wszystkie wydarzenia wstęp jest wolny. Tu buduje się tkanka prawdziwie obywatelskiego społeczeństwa, które wyrasta ze wspólnego gotowania, pieczenia chleba i tanecznych fajfów. Nazwa placu Wolności, gdzie działa Generator, jest symboliczna. Promieniują stąd na Poznań społecznikowskie inicjatywy. Wspierana są bazarki zdrowej żywności, pchle targi. W sześciu dzielnicach Poznania powstało sześć ogródków-dotleniaczy, w miejscach obronionych przed inwazją supermarketów i apartamentowców.

W cieniu wulkanu

Nadzieję przywraca też wspaniałe „The Four Seasons Restaurant" 'zespołu Societas Raffaello Sanzio. Romeo Castellucci stworzył tu spektakl o tajemnicy bytu – czysty formalnie, erudycyjny, a jednocześnie prosty w przekazie. Kanwą jest „Śmierć Empedoklesa" Fryderyka Holderlina. To rzecz o greckim filozofie, autorze teorii o czterech żywiołach – ziemi, wodzie, powietrzu i ogniu, które tworzą materię zmieniającego się wszechświata. W tragedii niemieckiego poety Empedokles jest najpierw ubóstwiony, a potem skazany na wygnanie. Rzuca się wtedy w czeluście wulkanu Etna. Castellucci ułożył spektakl z klasycyzujących, żywych obrazów. Tworzą je aktorki wystylizowane na pensjonarki z XIX-wiecznego szkolnego zespołu teatralnego w skromnych fartuszkach i kraciastych sukniach. Dziewczęta pokazują historię ludzkiej zmienności, niestałości i okrucieństwa. Pełen kobiecego wdzięku cykl figur baletowych sprawia, że nie tracą nic z delikatnej niewinności i eterycznej zmysłowości. Z taką samą harmonią Castellucci połączył sceny z życia w cieniu wulkanu, który jest metaforą nieprzewidywalności ludzkiego losu, ze współczesnymi technologiami. Muzyczną uwerturę stanowił dźwięk zarejestrowany przez urządzenia NASA – szum, jaki wywołuje kosmiczna czarna dziura, wchłaniając wszechświat. Obraz żywiołu, który spala Ziemię na popiół, jest po wielokroć mocniejszy niż wizja planety niszczącej nasz glob w „Melancholii" Larsa von Triera. A jednak Castellucci nikogo nie zamierza straszyć. Finał to majstersztyk. Za stosem popiołu w gigantycznej szklanej urnie idą nagie dziewczęta, by stanąć przed obliczem pięknego kobiecego bóstwa. Ufne i pełne nadziei. Narodziły się do nowego życia cicho i bezboleśnie. Włoski reżyser pokazuje, że świat, choć robi na nas wrażenie chaosu, jest wspaniały i pełen harmonii. Człowiek i maszyny, które wymyślił, również.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA