fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kraj

Schronisko Samotnia. Obrona schroniska przed komercjalizacją

Fotorzepa, Bartosz Jankowski
Społeczna akcja obrony kultowego schroniska pod Śnieżką przed komercjalizacją. Czy to już koniec legendy?
Legenda Sudetów, magiczne miejsce, kulturowy unikat, do którego nie dociera komercja – to opinie bywalców Samotni, wyjątkowego schroniska leżącego w połowie górskiej drogi między Karpaczem a Śnieżką w Sudetach.
Samotnię przez wiele lat prowadził Waldemar Siemaszko, działacz Polskiego Towarzystwa Turystyczno-Krajoznawczego, ratownik GOPR. Po jego śmierci schronisko przejęła żona Sylwia wraz z córką Magdaleną Siemaszko-Arcimowicz. Niedawno spółka należąca do PTTK – Sudeckie Hotele i Schroniska PTTK – ogłosiła konkurs na nowego dzierżawcę schroniska. Decydująca ma być cena. Wpłynęły dwie oferty: rodziny Siemaszków i znanego w Karpaczu przedsiębiorcy (prowadzi restaurację na Śnieżce). Z nieoficjalnych informacji wynika, że wyższą stawkę zaproponował restaurator. Wiele wskazuje na to, że Siemaszkowie mogą stracić Samotnię, schronisko, którego są legendą.

Pospolite ruszenie

– Siemaszkowie są w Samotni jak Łapińscy w Morskim Oku, z tą różnicą, że tam, w Tatrach, nikt legendarnych gospodarzy schroniska nie wyrzuca – mówi Zbigniew Piotrowicz, prezes Uzdrowiska Lądek-Długopole, który włączył się w akcję obrony schroniska przed komercjalizacją. Popierają ją setki miłośników tego miejsca (ruch poparcia organizują w Internecie). Ślą listy z apelem do PTTK, by decydującym nie było kryterium ekonomiczne, ale doświadczenie w prowadzeniu schroniska i pomysł na jego rozwój. Jak podkreśla Piotrowicz, używanie kryterium ceny w tym przypadku jest kardynalnym błędem.
– Nie można udawać, że schronisko bez Siemaszków będzie tym samym co z nimi. To oni, ich zapał, ich praca zbudowały to miejsce, które jest dobrem regionalnym, a nawet narodowym. Ich wkładu nie da się przecenić, dlaczego nagle liczy się po prostu większy pieniądz – pyta rozgoryczony Piotrowicz.
Akcję popierają m.in. znani polscy himalaiści (Krzysztof Wielicki, Piotr Pustelnik), biznesmeni (Leszek Czarnecki) czy politycy tacy jak Adam Lipiński, wiceprezes PiS czy Jacek Protasiewicz, europoseł Platformy. – To żona, karkonoska góralka zaciągnęła mnie do Samotni kilkanaście lat temu, ona tę magię odkryła dla siebie. Wspaniałe, unikatowe miejsce z surowym charakterem, jakiego już praktycznie nie ma – wspomina z sentymentem Protasiewicz.
Magdalena Siemaszko-Arcimowicz jest wzruszona społecznym ruchem poparcia. – To dla nas ogromny kredyt zaufania, nie spodziewaliśmy się tego – mówi „Rz”.
Samotnia to legenda Karkonoszy i coś więcej niż schronisko. Trudno iść na Śnieżkę, nie zachodząc tam na herbatę, na ścianach można zobaczyć, stare, drewniane, połamane narty, na zdjęciach Waldemara Siemaszkę, miłośnika gór i narciarza, który lata temu organizował zawody narciarskie o Puchar Samotni (mistrzostwa organizuje się do dziś).
Samotnia nie oferuje luksusu, czas jakby stanął w miejscu (obiekt jest zabytkiem). – Co jest jej olbrzymią zaletą – mówią jej fani. Mimo to jest miejscem wielu słynnych imprez – od Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, na którą przybywają znani himalaiści, po „Lawinę” (dwugodzinny marszobieg ze Śnieżki) czy mistrzostwa skituringu, które zapoczątkował Siemaszko. O wyjątkowości tego miejsca powstała nawet piosenka z powtarzającym się refrenem „czym bez Samotni byłby świat?”, którą śpiewa Cyba Zdzichu Czaplicki.

Walka o klimat

- Rodzina Siemaszków daje gwarancję, jakiej nie dają żadne pieniądze. To wartość sama w sobie – przyznaje Ryszard Rzepczyński, wiceburmistrz Karpacza, które współpracuje od lat z Samotnią przy organizacji wielu imprez. Rzepczyński nie ma wątpliwości, że Siemaszków nie da się zastąpić.
Schronisko pod Śnieżką Waldemar Siemaszko prowadził z żoną najpierw jako etatowy pracownik PTTK, potem zostali dzierżawcami.
Umowy były podpisywane na 5–10 lat, a stawki aneksowane i coraz wyższe, sięgające 10 tys. zł na miesiąc. Aby móc organizować słynne imprezy, szukają sponsorów. Ostatnia umowa z PTTK skończyła się we wrześniu. Spółka Sudeckie Hotele i Schroniska PTTK (od 2000 r. zarządza schroniskami w Karkonoszach) zamiast przedłużyć jak zwykle umowę, ogłosiła po raz pierwszy konkurs na dzierżawę, który zaskoczył Siemaszków. Ogłoszono go w Boże Ciało, na złożenie dokumentów były trzy dni.
– Spółka ma autonomię, to ona decyduje o wymogach konkursu i terminie obowiązywania umów z najemcami, nie my. A umowa dzierżawy z panią Siemaszko się zakończyła – twierdzi w rozmowie z „Rz” Roman Bargieł, sekretarz generalny zarządu głównego PTTK.
Spółka PTTK ma ogłosić wyniki do końca miesiąca. Prezes Piotrowicz uważa, że PTTK powinna unieważnić konkurs lub zmienić jego kryteria. – Nowy dzierżawca będzie nastawiony na zysk, opinie o tym są w większości negatywne. Zepsuć to miejsce można raz, na zawsze – mówi.
Sławomir Lange, prezes Stowarzyszenia Ochrony Krajobrazu i Architektury Sudeckiej, zapewnia, że akcja nie jest walką z PTTK, ale jest to walka „o”. – O zachowanie klimatu, jakiego praktycznie nie ma w tym skomercjalizowanym świecie. A to, co udało się zachować, to wyłączna zasługa Siemaszków. Coś im się więc należy – dodaje Lange. Wczoraj o pomoc finansową i wsparcie zabytkowej Samotni zaapelował do wiceministra kultury i dziedzictwa narodowego Piotra Żuchowskiego, który jest także generalnym konserwatorem zabytków.
Artur Domański, restaurator z Karpacza, który złożył konkurencyjną ofertę, spokojnie czeka. – Ogłoszono konkurs, stanąłem do niego, wszystko robię lege artis, akcji, jaką rozpętano, nie chcę komentować ani mówić o moich warunkach, które do czasu ogłoszenia wyników są niejawne - mówi „Rz” Domański.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA