fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Niemcy nie zapomną o wypędzeniu

Angela Merkel i szefowa Związku Wypędzonych Erika Steinbach (rok temu, z szefem MSW)
AFP
Muzealny pejzaż Berlina uzupełni placówka upamiętniająca przymusowe wysiedlenia Niemców.
Na trzech tysiącach metrów kwadratowych w centrum Berlina za trzy lata zaprezentowana zostanie historia wypędzeń kilkunastu milionów Niemców po II wojnie. Budowa, a właściwie gruntowna przebudowa ogromnego gmachu Deutschlandhaus w Berlinie właśnie się rozpoczęła.
Kosztować będzie 33 mln euro, a więc nieco więcej niż pomnik Holokaustu położony w pobliżu powstającego muzeum. I o wiele więcej niż znajdujące się w sąsiedztwie muzeum Topografia Terroru. Już to świadczyć może, jaką wagę przywiązują Niemcy do pamięci o własnych ofiarach II wojny.

Merkel: „Bezprawie wypędzeń"

– Ucieczka i wypędzenie są wielkim cierpieniem i ciężkim bezprawiem – podkreśliła kanclerz Angela Merkel w czasie uroczystości rozpoczęcia budowy.
Bezprawiem, dokonanym na Niemcach przez Polaków, Czechów i inne narody, które nie wyobrażały sobie życia w granicach jednego państwa z przedstawicielami narodu uczestniczącego w zbrodniach nazistowskich, których symbolem pozostanie na zawsze Auschwitz.
Mówiąc o bezprawiu, kanclerz Merkel powtórzyła wprawdzie stanowisko wszystkich dotychczasowych rządów niemieckich w sprawie wypędzeń „do 14 mln" Niemców, ale też przypomniała, że Niemcy wywołały w Europie „wojnę i zniszczenia, niewyobrażalną przemoc i pęknięcie cywilizacyjne – Shoah". Słowa te zostały w większym stopniu skierowane za granicę niż do Niemców. – Nie prowokować Polski – zatytułował wczoraj swój komentarz „Frankfurter Allgemeine Zeitung".
– Mogę dziś powiedzieć, że to się udało – twierdzi Bend Neumann, sekretarz stanu w Urzędzie Kanclerskim, który nadzorował proces powstawania nowego muzeum. – Okaże się jeszcze, czy w nowym muzeum odnajdą się wypędzeni – komentuje konserwatywny dziennik, który wspierał przez lata pomysł utworzenia w Berlinie Centrum przeciwko Wypędzeniom zaprezentowany początkowo przez środowisko wysiedlonych i jego przywódczynię Erikę Steinbach. „FAZ" ma wątpliwości, czy kompromis, na jaki poszła strona niemiecka, uwzględniając postulaty, zwłaszcza z Polski, nie wypaczy idei upamiętnienia ofiar niemieckich.

Steinbach w tle

Polski postulat był w zasadzie jeden: dotyczył obaw, czy Niemcy w swoim muzeum zdolni będą do wpisania zjawiska przymusowych przesiedleń swych obywateli w kontekst zbrodni nazistowskich, które były praprzyczyną późniejszych wysiedleń.
Tym bardziej że Związek Wypędzonych (BdV) oraz Erika Steinbach mieli od samego początku wpływ na kształt przyszłego muzeum. Został jednak nieco ograniczony w rezultacie sprzeciwów w samych Niemczech, ale także z Polski. – To będzie i jest pani sukces – powiedziała we wtorek kanclerz Merkel, zwracając się do Eriki Steinbach. Mimo to Steinbach nie została dopuszczona do głosu w czasie uroczystości. Nie było też dla niej miejsca obok kanclerz Merkel, szefowej partii, w której przewodnicząca BdV pełniła do niedawna kierowniczą funkcję (jest nadal posłanką CDU do Bundestagu).
– To ma symboliczne znaczenie – mówi „Rz" prof. Krzysztof Ruchniewicz, jeden z 15 członków rady naukowej niemieckiej fundacji Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie. Fundacja ta jest budowniczym nowej placówki.

Jaka wystawa

Zasadniczą częścią muzeum będzie stała wystawa o przymusowych przesiedleniach Niemców na tle migracji i wysiedleń innych narodów w Europie w XX wieku. Ekspozycja ta zajmie 1,7 tys. mkw. Resztę przeznaczono na  wystawy tematyczne. W muzeum znajdzie się miejsce na dokumentacje oraz bibliotekę. Centrum Dokumentacji Fundacji Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie – taka jest oficjalna nazwa nowej placówki. – To centrum wystawowe , edukacyjne i informacyjne – podkreśla prof. Ruchniewicz.
Nie ma złudzeń, że batalia o ostateczny kształt ekspozycji jeszcze się nie zakończyła. – Obecnie chodzi o przetransponowanie zaakceptowanej już przed rokiem koncepcji i wytycznych stałej ekspozycji  na język wystawy – tłumaczy. Odbywać się to będzie w trakcie bezpośrednich spotkań członków rady naukowej fundacji ze specjalistami od organizowania ekspozycji. Może się tu pojawić niemało problemów z interpretacją założeń zawartych w liczącej 46 stron koncepcji.
Zwłaszcza że jest ona produktem kompromisu. – Jednym z problemów, jaki wymaga jeszcze rozwiązania, jest odpowiednie wyważenie proporcji pomiędzy prezentacją wypędzeń Niemców a zdarzeniami, które do tego doprowadziły w czasach hitlerowskich – mówi „Rz" Krisztian Ungvary, członek rady naukowej fundacji z Węgier. Jest przekonany, że w obecnej atmosferze to się uda zrobić.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA